31.10.2024, 18:16 ✶
Kiedy Mona zjawiła się naprzeciwko niego, myślał, że to sen, bo jak na jawie mogłoby się zdarzyć coś tak pięknego?
To był sen.
Niemal słyszał własne bicie serca, które próbowało wyrwać się z jego piersi niczym spętany linami rumak, pragnący wolności. A jej słowa... Bogowie drodzy, jak on ją kochał! To uczucie było większe niż cokolwiek innego, pozostawało jedyną wartością, jedynym bóstwem, do którego mógłby realnie się modlić. Dlatego na jego ustach zagościł uśmiech, bo dzięki niej był w raju, a nic innego się nie liczyło.
– Całkowicie się z panienką zgadzam – rzekł i ukłonił się przed nią, ujmując jej dłoń. Ucałował lekko jej wierzch, przeklinając w duchu rękawiczkę, która powstrzymywała przed dotknięciem jej skóry.
Taniec nie był walcem, w którym mieli trzymać się w ramionach i wirować po sali. Nie, był to menuet, co znaczyło, że dotyk, który dzielili był oszczędny. A jednak nawet to wydawało się elektryzujące. Icarus nie mylił jednak kroków. Prowadziły go muzyka i układ, którego nauczył się tak dobrze, że był już niemal w jego krwi.
– Żałuję, że stało się, jak stało. Ale życzę ci szczęścia, jakąkolwiek drogą będziesz chciała pójść – powiedział ze szczerością w tonie, choć tak naprawdę pragnął, żeby była przy nim. Żeby ten taniec trwał wieczność. – Wiem, że wybierzesz dobrze. I... będę szczęśliwy, jeśli ty będziesz szczęśliwa.
To był sen.
Niemal słyszał własne bicie serca, które próbowało wyrwać się z jego piersi niczym spętany linami rumak, pragnący wolności. A jej słowa... Bogowie drodzy, jak on ją kochał! To uczucie było większe niż cokolwiek innego, pozostawało jedyną wartością, jedynym bóstwem, do którego mógłby realnie się modlić. Dlatego na jego ustach zagościł uśmiech, bo dzięki niej był w raju, a nic innego się nie liczyło.
– Całkowicie się z panienką zgadzam – rzekł i ukłonił się przed nią, ujmując jej dłoń. Ucałował lekko jej wierzch, przeklinając w duchu rękawiczkę, która powstrzymywała przed dotknięciem jej skóry.
Taniec nie był walcem, w którym mieli trzymać się w ramionach i wirować po sali. Nie, był to menuet, co znaczyło, że dotyk, który dzielili był oszczędny. A jednak nawet to wydawało się elektryzujące. Icarus nie mylił jednak kroków. Prowadziły go muzyka i układ, którego nauczył się tak dobrze, że był już niemal w jego krwi.
– Żałuję, że stało się, jak stało. Ale życzę ci szczęścia, jakąkolwiek drogą będziesz chciała pójść – powiedział ze szczerością w tonie, choć tak naprawdę pragnął, żeby była przy nim. Żeby ten taniec trwał wieczność. – Wiem, że wybierzesz dobrze. I... będę szczęśliwy, jeśli ty będziesz szczęśliwa.