31.10.2024, 18:22 ✶
Florence upiła łyk herbaty, nijak nie komentując tego stałego źródła pożywienia. Czy wzdrygała się na samą myśl? Owszem. Czy rozumiała? Tak. Dla Astarotha i Geraldine to było najlepsze wyjście. A najwyraźniej ta osoba albo kochała go dostatecznie mocno, aby była gotowa się poświęcić w imię jego bezpieczeństwa, albo potrzebowała pieniędzy. Ludzie robili gorsze rzeczy dla złota niż sprzedawanie własnej krwi.
- Dobrze. Mimo to powinnaś zasięgnąć konsultacji. Może u kogoś z Departamentu Tajemnic albo z urzędu do spraw magicznych stworzeń. Są też chyba jakieś książki o wampirach i ich społeczeństwie. Nie wiem o tym wiele, ale może są jakieś wskazówki, które warto poznać. Jak ilość pożywienia, jaką powinien przyswajać czy jakiej nie należy przekraczać - powiedziała dość rzeczowym tonem, spoglądając wciąż na Yaxleyównę jasnymi oczyma. Kusiła ją próba spojrzenia w przyszłość, lękała się jednak, że skonczy się to kolejną wizją o bezcielesnym potworze. Nie była na to gotowa: nie wyrwana w środku nocy ze snu, gdy Geraldine rozpadała się na kawałki. Yaxleyówna zresztą też z pewnością nie była gotowa na takie rewelacje. - Dlaczego nie? Pieniędzy ci nie brakuje. Możesz kupić za nie odrobinę spokoju. Nie będzie sam, a ty nie będziesz miała wyrzutów sumienia, ilekroć wychodzisz z domu.
Odstawiła naczynie i wyciągnęła rękę, na moment podpierając ją na dłoni Geraldine. Miała skłonności do szukania logicznych rozwiązań, ale znała znaczenie i takich drobnych gestów.
- Robisz znacznie więcej niż zrobiłaby większość sióstr w Anglii, zapewniam cię.
Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć, co sama zrobiłaby w takiej sytuacji. Chyba nie umiałaby wyrzucić braci z serca, nawet gdyby zamienili się w wampiry, ale zaakceptowanie tego nie byłoby dla niej łatwe. Była uzdrowicielką, znała cykl życia i śmierci, i ciężko było jej widzieć w Astarothcie tego samego chłopca, którym był przed przemianą.
- Chcesz zostać na noc? Pościelę ci na kanapie w moim pokoju dziennym.
- Dobrze. Mimo to powinnaś zasięgnąć konsultacji. Może u kogoś z Departamentu Tajemnic albo z urzędu do spraw magicznych stworzeń. Są też chyba jakieś książki o wampirach i ich społeczeństwie. Nie wiem o tym wiele, ale może są jakieś wskazówki, które warto poznać. Jak ilość pożywienia, jaką powinien przyswajać czy jakiej nie należy przekraczać - powiedziała dość rzeczowym tonem, spoglądając wciąż na Yaxleyównę jasnymi oczyma. Kusiła ją próba spojrzenia w przyszłość, lękała się jednak, że skonczy się to kolejną wizją o bezcielesnym potworze. Nie była na to gotowa: nie wyrwana w środku nocy ze snu, gdy Geraldine rozpadała się na kawałki. Yaxleyówna zresztą też z pewnością nie była gotowa na takie rewelacje. - Dlaczego nie? Pieniędzy ci nie brakuje. Możesz kupić za nie odrobinę spokoju. Nie będzie sam, a ty nie będziesz miała wyrzutów sumienia, ilekroć wychodzisz z domu.
Odstawiła naczynie i wyciągnęła rękę, na moment podpierając ją na dłoni Geraldine. Miała skłonności do szukania logicznych rozwiązań, ale znała znaczenie i takich drobnych gestów.
- Robisz znacznie więcej niż zrobiłaby większość sióstr w Anglii, zapewniam cię.
Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć, co sama zrobiłaby w takiej sytuacji. Chyba nie umiałaby wyrzucić braci z serca, nawet gdyby zamienili się w wampiry, ale zaakceptowanie tego nie byłoby dla niej łatwe. Była uzdrowicielką, znała cykl życia i śmierci, i ciężko było jej widzieć w Astarothcie tego samego chłopca, którym był przed przemianą.
- Chcesz zostać na noc? Pościelę ci na kanapie w moim pokoju dziennym.