02.11.2024, 11:34 ✶
Zanim ich ojcowie popadli w konflikt, był taki okres, kiedy rudowłosa naprawdę wierzyła, że Dedalus ją… Akceptował. To było dobre słowo, pokazujące, jak w istocie nie potrzebowała jego ciepła, a wyraz tego, że zależało jej na Icarusie, więc i tym samym chciała wywrzeć dobre wrażenie na starszym Prewecie. Nie musiał przecież pałać do niej jakąś ogromną sympatią. Jednakże również odnosiła wrażenie, że nigdy nie postarał się, aby ją poznać. W przeciwieństwie do Damona Rowla, który od początku nie szczędził serdeczności i rodzinnej czułości w stosunku do jej ukochanego (do jego ojca zresztą też) i którego pewnie traktowałby jak własnego syna, gdyby wszyscy razem mieli trochę więcej czasu. Ale nie było im to dane, bo jak się skończyło, to wszyscy wiedzieli!
I co z tego, że uciekała wzrokiem, kiedy jego oczy z taką łatwością potrafiły odnaleźć jej? Serce stanęło jej w gardle na takie wyznanie. Banicja? Ważyła każde słowo, tańczyła przed nim z dumą i pewną delikatnością właściwą tylko dla niej i czuła, że z tymi kilkoma zdaniami był szczery i kruchy, pierwszy raz bez tarczy przybranego chłodu. Przyjęła to wyznanie, bo ona również się bała. Ale czy nie kochała go równie mocno i płomiennie, że gdyby tylko wypowiedział jedno słowo, to gotowa była zrobić to samo — przekroczyć granicę kraju, uciec gdzieś daleko?
— Odważyłbyś się? — powtórzyła. Nie prosiła o więcej niż sama mogła mu dać, ale wyznanie, które choć przemyślane tysiąc razy, było trudne do wypowiedzenia. — Ach, panie Prewett, boję się, że pragnęłabym czegoś więcej niż samej odwagi od pana, bo czyż to by wystarczyło? — jak długo tak tańczyli? Poczuła jak balowa sala rozmywała się w jasnym świetle, zostawiając ich dwoje na samym środku pustej przestrzeni. Nie słyszała już muzyki ani szeptów. W tej chwili liczył się tylko Icarus. Nie lordowie, nie damy otaczające ich z każdej strony. — Pragnę tego… Ciebie, bardziej niż czegokolwiek, kogokolwiek innego — powiedziała z gorączką w głosie. — To wszystko, co widzisz we mnie teraz, zawsze należało do ciebie! Wiesz o tym… Icarusie — jak inaczej mogła mu to pokazać? Mona dusiła się. — Przecież musiałeś to wiedzieć, prawda?
I co z tego, że uciekała wzrokiem, kiedy jego oczy z taką łatwością potrafiły odnaleźć jej? Serce stanęło jej w gardle na takie wyznanie. Banicja? Ważyła każde słowo, tańczyła przed nim z dumą i pewną delikatnością właściwą tylko dla niej i czuła, że z tymi kilkoma zdaniami był szczery i kruchy, pierwszy raz bez tarczy przybranego chłodu. Przyjęła to wyznanie, bo ona również się bała. Ale czy nie kochała go równie mocno i płomiennie, że gdyby tylko wypowiedział jedno słowo, to gotowa była zrobić to samo — przekroczyć granicę kraju, uciec gdzieś daleko?
— Odważyłbyś się? — powtórzyła. Nie prosiła o więcej niż sama mogła mu dać, ale wyznanie, które choć przemyślane tysiąc razy, było trudne do wypowiedzenia. — Ach, panie Prewett, boję się, że pragnęłabym czegoś więcej niż samej odwagi od pana, bo czyż to by wystarczyło? — jak długo tak tańczyli? Poczuła jak balowa sala rozmywała się w jasnym świetle, zostawiając ich dwoje na samym środku pustej przestrzeni. Nie słyszała już muzyki ani szeptów. W tej chwili liczył się tylko Icarus. Nie lordowie, nie damy otaczające ich z każdej strony. — Pragnę tego… Ciebie, bardziej niż czegokolwiek, kogokolwiek innego — powiedziała z gorączką w głosie. — To wszystko, co widzisz we mnie teraz, zawsze należało do ciebie! Wiesz o tym… Icarusie — jak inaczej mogła mu to pokazać? Mona dusiła się. — Przecież musiałeś to wiedzieć, prawda?