02.11.2024, 12:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2024, 12:57 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
- Gubisz się w swoich założeniach - wytknął bez skrępowania, cmokając cicho z politowaniem. - Niby mi grozisz, że będziesz mnie nawiedzać a potem mówisz o przywiązywaniu się do miejsca. Weź się zdecyduj - rozłożył ręce. - W jedną albo w drugą - musiała dokonać jasnego wyboru, choć skoro już miała tendencję do wahania się to jasno wróżyło na przyszłość. - Z takim podejściem to na pewno zostaniesz tym duchem - dodał z kiwnięciem głowy, jakby właśnie wydawał jakiś werdykt.
Prawie Bezgłowy Nick uwielbiał opowiadać o ploteczkach i historyjkach ze świata duchów, okazjonalnie dorzucając odpowiednio dużo makabry, żeby podekscytować uczniów, ale nie ich śmiertelnie wystraszyć. Zapytany o powód, dla którego wyłącznie niektórzy zostają na ziemskim padole i nie trafiają za Zasłonę, dał im kiedyś całkiem nudny i złożony wykład sprowadzający się do bycia pogodzonym (lub też nie) ze śmiercią.
Im większy strach przed tym, co znajduje się po drugiej stronie oraz niezdecydowanie i rozbicie, tym większe prawdopodobieństwo zostania duchem zamiast podjąć właściwą decyzję i pójść dalej. Oczywiście to było stanowczo zbyt duże uproszczenie tego, co wtedy mówił ich naczelny duch domu, ale na potrzeby dokonania oceny, jak bardzo prawdopodobne byłoby, że blondyneczka tu zostanie i będzie męczyć dupy kolejnych pokoleń: bardzo.
Wyglądała na taką, która nigdy nie mogła podjąć decyzji. Szczególnie takiej właściwej. Nawet teraz reagowała porywczo, kłapiąc dziobem raz o jednym, raz o drugim. Z naturalnych powodów nie trafiła do Puchonów ani do Krukonów.
Na jednych była zbyt intensywnym promyczkiem bezpodstawnej agresji. Do drugich trzeba było być co najmniej półinteligentem, żeby udawać mądrego i oczytanego - a sama chwilę wcześniej dała do zrozumienia, że ma problemy z podstawami (wcale nie, ale nogi z jego ulubionych przedmiotów traktował z wyjątkową wyższością, bo to wszystko jest takie łatwe).
Podejrzliwie łypnął na jej szaty, jakby mogły nagle zmienić kolor, ale nie. To była bardzo śliska Gryfonka. Tiara Przydziału pewnie nawciągała się dymu w dzień ceremonii przydziału i stwierdziła, że to będzie bardzo śmieszne odstępstwo od logiki. Im dłużej dyskutowali, tym bardziej skłaniał się ku temu, że... ...Nie, cholera, dalej mu nie pasowała do Slytherinu - tamci byli bardzo jednorodni w obcesowych zachowaniach... ...więc chyba powinna być bezdomna? Jako Gryfon nie aprobował jej w swoim domu.
Szczególnie, że chwilowo chciała go podkablować. Była konfidentem. Dziamdzią podlewaną za mało rozcieńczonym nawozem (może dlatego popaliły jej się styki w mózgu, bo nie miała korzeni? zazwyczaj uszkadzały się korzenie), bo wyrosła wysoka, ale brakowało jej do tego ogłady emocjonalnej wynikającej z emocjonalnego dorastania (ta, jasne, hipokryzja zawsze jest spoko).
A potem, jakby tego było mało, rozpętała łazienkowy dramat.
- Jeśli nie zauważyłaś ja milczę a Marta zaraz chyba mnie wyręczy - skwitował znacząco, zniżając głos, żeby dać blondynce do zrozumienia, że to ona znowu nakręcała pozytywkę wyrzutów, jęków i rozpaczy. - Uważaj, żeby bachanka ci go nie ujebała - mruknął jeszcze pod nosem na widok wystawionego języka, przecierając twarz rękawem szaty.
- Olivia Hornby żyje. Jestem tego pewna. Takie żmije trzymają się życia - wycedziła wyjątkowo spokojnie jak na nią, po czym niemal od razu gwałtownie uniosła podbródek, rozchyliła usta i ponownie wbiła coraz bardziej oburzony wzrok w rozmówczynię - zdecydowanie doszła do jakiegoś wniosku, który bardzo ją zirytował.
- CZEKAJ! - No cóż, opanowanie trwało krótko. - CZY TOBIE WYDAJE SIĘ, ŻE JA JESTEM STARA?! CZY TY W OGÓLE COŚ O MNIE WIESZ?! CZY WYPYTUJESZ MNIE O MOJE PRYWATNE SPRAWY A NAWET NIE WIESZ, ŻE UMARŁAM... ...NIE TAK DAWNO TEMU?! - Była oburzona, po prostu szczerze oburzona samą możliwością zasugerowania, że miałaby być jakimś... - STARYM ZAPOMNIANYM DUCHEM NIEGODNYM UWAGI?! TYM DLA WAS JESTEM?!
Cóż. Ta rozmowa toczyła się naprawdę po myśli wszystkich szukających świętego spokoju w łazience, w której tylko mogło się wydawać, że go odnajdą. Choć w rzeczy samej - było tu całkiem nieźle, dopóki blondyneczka nie postanowiła rozpętać kolejnej (a może pierwszej? Historia Magii była dla niego nudna) Wojny z Duchami. Zaczynali sromotnie przegrywać starcie z przejmującym krzykiem Marty.
- Czterdziesty drugi? Czterdziesty trzeci? Jakoś tak - zasugerował bez głębszego zastanowienia, bo wrzaski Warrenówny i tak nie miały ucichnąć, skoro już się w pełni aktywowała.
Była jak kipiący kociołek z urwaną rączką, którego nie dało się zdjąć z ognia bez poparzeń.
- No gratulacje - mruknął do Gryfonki dokładnie w tym samym momencie, w którym duch podjął przerwany temat.
- OLIVIA HORNBY BYŁA POZERKĄ, ALE NIKT TEGO NIE WIDZIAŁ! OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! BYŁA BEZUŻYTECZNA, POTRAFIŁA TYLKO WBIJAĆ SZPILĘ ZA SZPILĄ A NAWET NIE ZNAŁA SIĘ NA... ...NICZYM! - Wydarła się, zawisając tuż przed parapetem i gniewnie patrząc to na jedno, to na drugie. - Zawsze wykorzystywała innych. Nic, co robiła nie było jej własne. Ona potrafiła tylko mrugać tymi niebieskimi ślepiami jak te, tfu!, twoje - sarknęła z obrzydzeniem. - Te, które mnie zabiły były większe! Dziwne, czerwono-złote! Pamiętam je, jakby to było wczoraj! WIĘC NIE SUGERUJ MI, ŻE JESTEM STARA! Pojawiły się nagle. Płakałam, wiecie? Płakałam, bo mam uczucia! I moje uczucia są ważne! Tak! Więc płakałam! Siedziałam sobie właśnie tutaj w kabinie w mojej toalecie. Zdjęłam okulary. Te same, o które czepiała się ta WSTRĘTNA OLIVIA! Mama mówiła, że mi zazdrości, ale to BOLAŁO! A potem... ...przez chwilę nic nie bolało i... ...BÓÓÓL! Istnienia! Bo ja nadal istnieję! Bo byłam tu a potem tam! I nikt nawet nie płakał!
Prawie Bezgłowy Nick uwielbiał opowiadać o ploteczkach i historyjkach ze świata duchów, okazjonalnie dorzucając odpowiednio dużo makabry, żeby podekscytować uczniów, ale nie ich śmiertelnie wystraszyć. Zapytany o powód, dla którego wyłącznie niektórzy zostają na ziemskim padole i nie trafiają za Zasłonę, dał im kiedyś całkiem nudny i złożony wykład sprowadzający się do bycia pogodzonym (lub też nie) ze śmiercią.
Im większy strach przed tym, co znajduje się po drugiej stronie oraz niezdecydowanie i rozbicie, tym większe prawdopodobieństwo zostania duchem zamiast podjąć właściwą decyzję i pójść dalej. Oczywiście to było stanowczo zbyt duże uproszczenie tego, co wtedy mówił ich naczelny duch domu, ale na potrzeby dokonania oceny, jak bardzo prawdopodobne byłoby, że blondyneczka tu zostanie i będzie męczyć dupy kolejnych pokoleń: bardzo.
Wyglądała na taką, która nigdy nie mogła podjąć decyzji. Szczególnie takiej właściwej. Nawet teraz reagowała porywczo, kłapiąc dziobem raz o jednym, raz o drugim. Z naturalnych powodów nie trafiła do Puchonów ani do Krukonów.
Na jednych była zbyt intensywnym promyczkiem bezpodstawnej agresji. Do drugich trzeba było być co najmniej półinteligentem, żeby udawać mądrego i oczytanego - a sama chwilę wcześniej dała do zrozumienia, że ma problemy z podstawami (wcale nie, ale nogi z jego ulubionych przedmiotów traktował z wyjątkową wyższością, bo to wszystko jest takie łatwe).
Podejrzliwie łypnął na jej szaty, jakby mogły nagle zmienić kolor, ale nie. To była bardzo śliska Gryfonka. Tiara Przydziału pewnie nawciągała się dymu w dzień ceremonii przydziału i stwierdziła, że to będzie bardzo śmieszne odstępstwo od logiki. Im dłużej dyskutowali, tym bardziej skłaniał się ku temu, że... ...Nie, cholera, dalej mu nie pasowała do Slytherinu - tamci byli bardzo jednorodni w obcesowych zachowaniach... ...więc chyba powinna być bezdomna? Jako Gryfon nie aprobował jej w swoim domu.
Szczególnie, że chwilowo chciała go podkablować. Była konfidentem. Dziamdzią podlewaną za mało rozcieńczonym nawozem (może dlatego popaliły jej się styki w mózgu, bo nie miała korzeni? zazwyczaj uszkadzały się korzenie), bo wyrosła wysoka, ale brakowało jej do tego ogłady emocjonalnej wynikającej z emocjonalnego dorastania (ta, jasne, hipokryzja zawsze jest spoko).
A potem, jakby tego było mało, rozpętała łazienkowy dramat.
- Jeśli nie zauważyłaś ja milczę a Marta zaraz chyba mnie wyręczy - skwitował znacząco, zniżając głos, żeby dać blondynce do zrozumienia, że to ona znowu nakręcała pozytywkę wyrzutów, jęków i rozpaczy. - Uważaj, żeby bachanka ci go nie ujebała - mruknął jeszcze pod nosem na widok wystawionego języka, przecierając twarz rękawem szaty.
- Olivia Hornby żyje. Jestem tego pewna. Takie żmije trzymają się życia - wycedziła wyjątkowo spokojnie jak na nią, po czym niemal od razu gwałtownie uniosła podbródek, rozchyliła usta i ponownie wbiła coraz bardziej oburzony wzrok w rozmówczynię - zdecydowanie doszła do jakiegoś wniosku, który bardzo ją zirytował.
- CZEKAJ! - No cóż, opanowanie trwało krótko. - CZY TOBIE WYDAJE SIĘ, ŻE JA JESTEM STARA?! CZY TY W OGÓLE COŚ O MNIE WIESZ?! CZY WYPYTUJESZ MNIE O MOJE PRYWATNE SPRAWY A NAWET NIE WIESZ, ŻE UMARŁAM... ...NIE TAK DAWNO TEMU?! - Była oburzona, po prostu szczerze oburzona samą możliwością zasugerowania, że miałaby być jakimś... - STARYM ZAPOMNIANYM DUCHEM NIEGODNYM UWAGI?! TYM DLA WAS JESTEM?!
Cóż. Ta rozmowa toczyła się naprawdę po myśli wszystkich szukających świętego spokoju w łazience, w której tylko mogło się wydawać, że go odnajdą. Choć w rzeczy samej - było tu całkiem nieźle, dopóki blondyneczka nie postanowiła rozpętać kolejnej (a może pierwszej? Historia Magii była dla niego nudna) Wojny z Duchami. Zaczynali sromotnie przegrywać starcie z przejmującym krzykiem Marty.
- Czterdziesty drugi? Czterdziesty trzeci? Jakoś tak - zasugerował bez głębszego zastanowienia, bo wrzaski Warrenówny i tak nie miały ucichnąć, skoro już się w pełni aktywowała.
Była jak kipiący kociołek z urwaną rączką, którego nie dało się zdjąć z ognia bez poparzeń.
- No gratulacje - mruknął do Gryfonki dokładnie w tym samym momencie, w którym duch podjął przerwany temat.
- OLIVIA HORNBY BYŁA POZERKĄ, ALE NIKT TEGO NIE WIDZIAŁ! OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! BYŁA BEZUŻYTECZNA, POTRAFIŁA TYLKO WBIJAĆ SZPILĘ ZA SZPILĄ A NAWET NIE ZNAŁA SIĘ NA... ...NICZYM! - Wydarła się, zawisając tuż przed parapetem i gniewnie patrząc to na jedno, to na drugie. - Zawsze wykorzystywała innych. Nic, co robiła nie było jej własne. Ona potrafiła tylko mrugać tymi niebieskimi ślepiami jak te, tfu!, twoje - sarknęła z obrzydzeniem. - Te, które mnie zabiły były większe! Dziwne, czerwono-złote! Pamiętam je, jakby to było wczoraj! WIĘC NIE SUGERUJ MI, ŻE JESTEM STARA! Pojawiły się nagle. Płakałam, wiecie? Płakałam, bo mam uczucia! I moje uczucia są ważne! Tak! Więc płakałam! Siedziałam sobie właśnie tutaj w kabinie w mojej toalecie. Zdjęłam okulary. Te same, o które czepiała się ta WSTRĘTNA OLIVIA! Mama mówiła, że mi zazdrości, ale to BOLAŁO! A potem... ...przez chwilę nic nie bolało i... ...BÓÓÓL! Istnienia! Bo ja nadal istnieję! Bo byłam tu a potem tam! I nikt nawet nie płakał!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down