21.01.2023, 20:39 ✶
Sauriel chyba po prostu za dużo się zastanawiał i przy tym za mało cokolwiek robił. A zastanawianie napędzało zastanawianie, myśli myśli poganiały i nagle okazywało się, że lądował na jakiejś bezludnej wyspie, z której nie miał się jak wydostać. A był tam ze swojej, i tylko swojej winy. Zamiast się zatrzymać i przestać uciekać na oślep, nie wiem, kurwa, poprosić o pomoc, to Zosia-samosia robiła wszystko sama, a potem był płacz i zgrzytanie zębów. I zamiast po prostu zachowywać się wobec swojej, heh, PRZYRZECZONEJ tak jak dwa tygodnie wcześniej, to sobie coś w tej głowie wymiksował i sam tworzył tą dziwaczną atmosferę – tak trudną dla niego i jednocześnie niezbyt zręczną też dla niej. Bo nie byli jeszcze na tym etapie, by dobrze się razem milczało. Łatwo było odnieść wrażenie, że kiedy coś już wypracują, że są na jakiejś dobrej drodze i nagle… puf. Cofają się dwa kroki i Sauriel z niewiadomego powodu wybiera ten zakręt, który prowadził w ciemny las, a który mieli przecież ominąć. I ominęliby, gdyby nie to, że nagle robił w tył zwrot.
Mogła udawać, że nie widzi jego grobowej miny, ale z drugeij strony – po co? Wychodziłaby znowu z siebie, żeby nawiązać jakieś porozumienie tylko po to, żeby jej starania były rzucane na ścianę jak groch. Tylko by się zdenerwowała. A potem przeszłaby do planu B, który już na nim kiedyś zastosowała i poinformowała go co będzie, jeśli dalej będzie ją obrażać. Wydawało jej się, że bardzo jasno wtedy nakreśliła mu pewną granicę jej wytrzymałości. Więc mogła udawać, ale uznała, że szkoda na to jej czasu, dlatego pytanie, które przecięło tę ciszę pomiędzy nimi było bardzo bezpośrednie. Bardziej się chyba nie dało. Nie była zła. Póki co raczej była zainteresowana tym co się dzieje, bo nie rozumiała. Znowu zrobiła coś nie tak? Z jej powodu ktoś mu coś zrobił? Chciała wiedzieć, chciała zrozumieć, chciała móc się poprawić.
Albo nakierować jego, o ile w ogóle będzie chciał jej pomocy. I mógł sobie nie lubić rozmawiać o emocjach, ale jak nie zaczną się ze sobą komunikować to będzie po prostu źle – Victoria zdawała sobie z tego sprawę, ale czy Sauriel również?
- Nic poważnego? Widzimy się od dziesięciu minut i oprócz „dobry wieczór” nie powiedziałeś do mnie ani słowa, aż do teraz. Poza tym unikasz kontaktu wzrokowego, udajesz, że nagle tak super cię interesuje wystrój tamtej ściany i nawet nie udajesz, że wybierasz coś z menu – miała go punktować dalej? No bo mogłaby. Kolejna w klejce była jego ultraniezadowolona mina, która z kilometra krzyczała, że pan Sauriel Rookwood nie ma nastroju i wolałby posiedzieć w domu. - Sauriel. Minął miesiąc od naszej pierwszej cywilizowanej rozmowy, a potem nawet wytrzymałeś ze mną wieczór z graniem w szachy i pieczeniem babeczek. Nie uważasz, że trochę to za dużo czasu na dziwienie się?
Bo to był miesiąc. Miesiąc! Przez ten miesiąc pomagał jej się włamać do własnego pokoju, rozmawiali o różdżkach, utknęli w ścianie, widziała jak kogoś atakuje i pije z niego krew, a ona z jego powodu dwóm osobom wyczyściła pamięć. I w ciągu tego miesiąca robili różne dziwne rzeczy – z wyczarowywaniem różowej podusi i korony na czele. A ten teraz się dziwił i robił fochy jak księżniczka. No nie zniesę…
Mogła udawać, że nie widzi jego grobowej miny, ale z drugeij strony – po co? Wychodziłaby znowu z siebie, żeby nawiązać jakieś porozumienie tylko po to, żeby jej starania były rzucane na ścianę jak groch. Tylko by się zdenerwowała. A potem przeszłaby do planu B, który już na nim kiedyś zastosowała i poinformowała go co będzie, jeśli dalej będzie ją obrażać. Wydawało jej się, że bardzo jasno wtedy nakreśliła mu pewną granicę jej wytrzymałości. Więc mogła udawać, ale uznała, że szkoda na to jej czasu, dlatego pytanie, które przecięło tę ciszę pomiędzy nimi było bardzo bezpośrednie. Bardziej się chyba nie dało. Nie była zła. Póki co raczej była zainteresowana tym co się dzieje, bo nie rozumiała. Znowu zrobiła coś nie tak? Z jej powodu ktoś mu coś zrobił? Chciała wiedzieć, chciała zrozumieć, chciała móc się poprawić.
Albo nakierować jego, o ile w ogóle będzie chciał jej pomocy. I mógł sobie nie lubić rozmawiać o emocjach, ale jak nie zaczną się ze sobą komunikować to będzie po prostu źle – Victoria zdawała sobie z tego sprawę, ale czy Sauriel również?
- Nic poważnego? Widzimy się od dziesięciu minut i oprócz „dobry wieczór” nie powiedziałeś do mnie ani słowa, aż do teraz. Poza tym unikasz kontaktu wzrokowego, udajesz, że nagle tak super cię interesuje wystrój tamtej ściany i nawet nie udajesz, że wybierasz coś z menu – miała go punktować dalej? No bo mogłaby. Kolejna w klejce była jego ultraniezadowolona mina, która z kilometra krzyczała, że pan Sauriel Rookwood nie ma nastroju i wolałby posiedzieć w domu. - Sauriel. Minął miesiąc od naszej pierwszej cywilizowanej rozmowy, a potem nawet wytrzymałeś ze mną wieczór z graniem w szachy i pieczeniem babeczek. Nie uważasz, że trochę to za dużo czasu na dziwienie się?
Bo to był miesiąc. Miesiąc! Przez ten miesiąc pomagał jej się włamać do własnego pokoju, rozmawiali o różdżkach, utknęli w ścianie, widziała jak kogoś atakuje i pije z niego krew, a ona z jego powodu dwóm osobom wyczyściła pamięć. I w ciągu tego miesiąca robili różne dziwne rzeczy – z wyczarowywaniem różowej podusi i korony na czele. A ten teraz się dziwił i robił fochy jak księżniczka. No nie zniesę…