03.11.2024, 02:32 ✶
Takich, jak oni - podążających zgoła inną ścieżką od tej wyznaczonej im przez starszych z ich rodów, oczekujących od nich żony z równie imponującym drzewem genealogicznym (kiedyś w przypływie wisielczego humoru porównał to do rodowodów rasowych psów wystawowych i od tamtego czasu nie mógł spojrzeć na kwestię czystokrwistych małżeństw w inny sposób) i rumianych dzieci, które w przyszłości dumnie miały nosić nazwisko. Takich, jak oni - ukrywających się ze swoimi prawdziwymi uczuciami nie tylko przed światem, lecz przede wszystkim przed najbliższymi, szukających zrozumienia w zadymionych barach i pośpiesznych, pozbawionych miłości aktach, składających tęskne pocałunki w ciemnych uliczkach. Takich, jak oni - połączonych rozdzierającą w pół tajemnicą.
Zaskoczenie rozchyliło jego wargi i uniosło do góry brwi, kiedy został przewrócony na plecy; zaraz potem i on się uśmiechnął, a usta mu drżały z tęsknoty za tymi zawieszonymi tuż nad nim, tak blisko, że ich oddechy mieszały się w jedno. Jeśli kiedykolwiek będzie dane im powtórzyć to, co zaszło między nimi tego wieczora, chciał tym razem patrzeć na jego twarz, na jego piękne rysy i oczy półprzymknięte w ekstazie. Policzki Perseusa spąsowiały pod wpływem jego własnej wyobraźni i choć usilnie się starał - nie mógł w pełni skupić się na tym, co Lestrange do niego mówił.
Bardzo niegrzecznie, panie Black.
Przestań, Rodolphusie, nie całuj mnie w ten sposób, chciał zaprotestować, gdy miękkie wargi spoczęły na jego czole, a serce gwałtownie przyśpieszyło swój rytm i obijało się teraz boleśnie o żebra. Nie widzisz, jak żałosny i samotny jestem? Jak bardzo potrzebuję czyjejś bliskości? Przestań, bo obudzisz we mnie uczucia, które w tej sytuacji są nam całkowicie zbędne. Umysł się opierał, lecz ciało z wdzięcznością przyjmowało każdą pieszczotę. Zamknął więc oczy, rozkoszując się tą chwilą, pogrążył się w fantazji, że przez ten ułamek wieczności rzeczywiście coś dla niego znaczył.
Osiągnął mistrzostwo w naginaniu rzeczywistości i okłamywaniu samego siebie. Przecież w ten sposób cierpiał tylko on.
— Myślę, że pasujesz do obu tych znaczeń, Rodolphusie — ostrożnie otworzył oczy, jakby bał się, że miękkie światło nocnej lampki będzie dla niego zbyt jasne — To znaczy, do jadowitości węża i jego cyklu. Nie do rodowej pamiątki — uśmiechnął się trochę głupkowato; wciąż był pod wpływem alkoholu, choć wspólne... kotłowanie pościeli nieco go otrzeźwiło. — Widziałem to w kolorze twojej duszy.
Urwał na moment, wpatrując się w Rodolphusa z uwielbieniem i oddaniem. W pewnym sensie Perseus należał już do niego i w żaden sposób nie czuł się tym faktem przerażonym, przyjmując to jako naturalną kolej rzeczy.
— Och, jaki ty jesteś cholernie piękny i groźny. Nie chciałbym być twoim wrogiem. Przyjacielem chyba też nie; prędzej czy później rzuciłbyś mnie na kolana! — rzekł z powagą, zupełnie tak, jakby tego nie zrobił.
Zaskoczenie rozchyliło jego wargi i uniosło do góry brwi, kiedy został przewrócony na plecy; zaraz potem i on się uśmiechnął, a usta mu drżały z tęsknoty za tymi zawieszonymi tuż nad nim, tak blisko, że ich oddechy mieszały się w jedno. Jeśli kiedykolwiek będzie dane im powtórzyć to, co zaszło między nimi tego wieczora, chciał tym razem patrzeć na jego twarz, na jego piękne rysy i oczy półprzymknięte w ekstazie. Policzki Perseusa spąsowiały pod wpływem jego własnej wyobraźni i choć usilnie się starał - nie mógł w pełni skupić się na tym, co Lestrange do niego mówił.
Bardzo niegrzecznie, panie Black.
Przestań, Rodolphusie, nie całuj mnie w ten sposób, chciał zaprotestować, gdy miękkie wargi spoczęły na jego czole, a serce gwałtownie przyśpieszyło swój rytm i obijało się teraz boleśnie o żebra. Nie widzisz, jak żałosny i samotny jestem? Jak bardzo potrzebuję czyjejś bliskości? Przestań, bo obudzisz we mnie uczucia, które w tej sytuacji są nam całkowicie zbędne. Umysł się opierał, lecz ciało z wdzięcznością przyjmowało każdą pieszczotę. Zamknął więc oczy, rozkoszując się tą chwilą, pogrążył się w fantazji, że przez ten ułamek wieczności rzeczywiście coś dla niego znaczył.
Osiągnął mistrzostwo w naginaniu rzeczywistości i okłamywaniu samego siebie. Przecież w ten sposób cierpiał tylko on.
— Myślę, że pasujesz do obu tych znaczeń, Rodolphusie — ostrożnie otworzył oczy, jakby bał się, że miękkie światło nocnej lampki będzie dla niego zbyt jasne — To znaczy, do jadowitości węża i jego cyklu. Nie do rodowej pamiątki — uśmiechnął się trochę głupkowato; wciąż był pod wpływem alkoholu, choć wspólne... kotłowanie pościeli nieco go otrzeźwiło. — Widziałem to w kolorze twojej duszy.
Urwał na moment, wpatrując się w Rodolphusa z uwielbieniem i oddaniem. W pewnym sensie Perseus należał już do niego i w żaden sposób nie czuł się tym faktem przerażonym, przyjmując to jako naturalną kolej rzeczy.
— Och, jaki ty jesteś cholernie piękny i groźny. Nie chciałbym być twoim wrogiem. Przyjacielem chyba też nie; prędzej czy później rzuciłbyś mnie na kolana! — rzekł z powagą, zupełnie tak, jakby tego nie zrobił.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory