03.11.2024, 17:11 ✶
Ręką Prewetta zawisła nad klamką, gdy tylko usłyszał pytanie siostry, a sam Basilius od razu odwrócił się w jej stronę. Nie miał pojęcia co mu było, że nie wpadł na to, jak mogło zabrzmieć to co powiedział o Monie, ale... No zabrzmiało, jak zabrzmiało.
– Nie, to znaczy tak, ale nie. Nie wysłała mi listu, jako kandydatka. Znam ją. Naprawdę jest na to zbyt inteligentna. Po prostu... Zakładam, że to po prostu była taka przyjacielska złośliwość i chęć dania mi znać, że jest w Londynie. – Miała też najwyraźniej sprawy medyczne i już podejrzewał o co mogło chodzić, ale tego nie chciał mówić Electrze, zakładając że było to akurat coś jedynie pomiędzy nim, a Mona. – I aby było jasne. Nikt kto napisał do mnie w tych sprawach nie był wartym uwagi kandydat...ką. – Nie był wartym uwagi kandydatką. Nie miał pojęcia co się właśnie wydarzyło, ale chyba jego mózg doznał jakiegoś zawieszenia, na myśl, że gdyby powiedział kandydatem, nawet jeśli miało to logiczny sens w tym zdaniu, zabrzmiało by to jakby mówił o mężczyznach, a przecież nie mówił o mężczyznach. Nawet nie planował mówić o mężczyznach. Chodziło mu po prostu że nikt nie był godny uwagi i... Co?
Prewett zamrugał kilka razy, po czym po prostu nacisnął klamkę i wyszedł na korytarz, a Cerber, widząc że jego ludzie wychodzą z pokoju, energicznie ruszył za nimi, hałasując przy tym dokładnie tak, jak hałasować mogła jedynie składająca się z całych dwóch par łap i jednego pudla, psia sfora.
– No dobrze. Ja zerknę na biurko, ty na kredensy – powiedział do siostry, rozglądając się gabinecie. Wszystko było w nim takie samo, jak gdy ojciec zostawił go przed swoim wyjazdem. Idealnie ułożone, skrzat przed pogrzebem nie musiał pewnie w ogóle niczego układać, poza starciem kurzy, a Basiliusa nawiedziła ponura myśl, że to chyba po nim odziedziczył tę potrzebę porządku, bo przecież jego własny gabinet wyglądał pod tym względem bardzo podobnie.
– Nie mam pojęcia czemu miałby to robić – odpowiedział dopiero teraz na pytanie siostry, zadane jeszcze w jego pokoju. – Ale mógł. Może nie chciał by rozmawiali? Albo miał jakieś inne powody? Nie wiem, ale zerwali jakoś wtedy, gdy ojciec poznał Monę. – Głupio mu było się teraz do tego przyznać, ale był wtedy chyba nieco zbyt zestresowany nauką w Mungu, by zapamiętać szczegóły. A i chyba tamtego dnia w ogóle po dniu w szpitalu, poszedł na wieś do matki i siostry, by nieco odpocząć. – Swoją drogą. Czy wspominałaś o którego brata chodzi, gdy tamta jasnowidzka rzuciła swoją przepowiednię?
Nachylił się nad biurkiem, otwierając powoli kolejne szuflady ciemnego biurka. To było dziwne. Ojca tu nie było, a on miał wrażenie, jakby jakiś jego cień, ciągle gdzieś się tutaj czaił, przyglądając im się z uwagą, wypełniając gabinet zimnem, które czuły jedynie te osoby, które wiedziały jaki Dedalus Prewett był naprawdę.
– Nie, to znaczy tak, ale nie. Nie wysłała mi listu, jako kandydatka. Znam ją. Naprawdę jest na to zbyt inteligentna. Po prostu... Zakładam, że to po prostu była taka przyjacielska złośliwość i chęć dania mi znać, że jest w Londynie. – Miała też najwyraźniej sprawy medyczne i już podejrzewał o co mogło chodzić, ale tego nie chciał mówić Electrze, zakładając że było to akurat coś jedynie pomiędzy nim, a Mona. – I aby było jasne. Nikt kto napisał do mnie w tych sprawach nie był wartym uwagi kandydat...ką. – Nie był wartym uwagi kandydatką. Nie miał pojęcia co się właśnie wydarzyło, ale chyba jego mózg doznał jakiegoś zawieszenia, na myśl, że gdyby powiedział kandydatem, nawet jeśli miało to logiczny sens w tym zdaniu, zabrzmiało by to jakby mówił o mężczyznach, a przecież nie mówił o mężczyznach. Nawet nie planował mówić o mężczyznach. Chodziło mu po prostu że nikt nie był godny uwagi i... Co?
Prewett zamrugał kilka razy, po czym po prostu nacisnął klamkę i wyszedł na korytarz, a Cerber, widząc że jego ludzie wychodzą z pokoju, energicznie ruszył za nimi, hałasując przy tym dokładnie tak, jak hałasować mogła jedynie składająca się z całych dwóch par łap i jednego pudla, psia sfora.
***
Nigdy nie lubił gabinetu ojca. Chociaż cała kamienica była utrzymana raczej w ciemniejszych kolorach, to to konkretne pomieszczenie wydawało mu się, zawsze jeszcze ciemniejsze i chłodniejsze, niż jakikolwiek inny pokój. Prawdę mówiąc, po śmierci Dedalusa, i odczekaniu pewnego czasu, Basilius chciał przerobić ten pokój, na cokolwiek innego, może gabinet dla Icarusa, lub pracownię dla Ellie? Niestety ta decyzja nie należała jedynie do niego. – No dobrze. Ja zerknę na biurko, ty na kredensy – powiedział do siostry, rozglądając się gabinecie. Wszystko było w nim takie samo, jak gdy ojciec zostawił go przed swoim wyjazdem. Idealnie ułożone, skrzat przed pogrzebem nie musiał pewnie w ogóle niczego układać, poza starciem kurzy, a Basiliusa nawiedziła ponura myśl, że to chyba po nim odziedziczył tę potrzebę porządku, bo przecież jego własny gabinet wyglądał pod tym względem bardzo podobnie.
– Nie mam pojęcia czemu miałby to robić – odpowiedział dopiero teraz na pytanie siostry, zadane jeszcze w jego pokoju. – Ale mógł. Może nie chciał by rozmawiali? Albo miał jakieś inne powody? Nie wiem, ale zerwali jakoś wtedy, gdy ojciec poznał Monę. – Głupio mu było się teraz do tego przyznać, ale był wtedy chyba nieco zbyt zestresowany nauką w Mungu, by zapamiętać szczegóły. A i chyba tamtego dnia w ogóle po dniu w szpitalu, poszedł na wieś do matki i siostry, by nieco odpocząć. – Swoją drogą. Czy wspominałaś o którego brata chodzi, gdy tamta jasnowidzka rzuciła swoją przepowiednię?
Nachylił się nad biurkiem, otwierając powoli kolejne szuflady ciemnego biurka. To było dziwne. Ojca tu nie było, a on miał wrażenie, jakby jakiś jego cień, ciągle gdzieś się tutaj czaił, przyglądając im się z uwagą, wypełniając gabinet zimnem, które czuły jedynie te osoby, które wiedziały jaki Dedalus Prewett był naprawdę.