Pochmurne dni mają wyjątkowy urok. Unurzane w atramencie chmury, niebo, które tylko czeka, żeby się otworzyć. Słodkie, rześkie powietrze. Jakby świat zatrzymał się na moment, zanim lunie deszcz – prawdziwa magia. Nigdy nie miewała dość tego podniecenia, oczekiwania, wrażenia, że zaraz wydarzy się coś niezwykłego. Właściwie to pogoda zdecydowanie pasowała do tego, co miała oznajmić swoim rodzicom. Nie, żeby zakładała, żeby miał się rozpętać jakiś armagedon, ale na pewno było to dla nich coś nowego.
Uprzedziła ich oczywiście o powodzie swojej wizyty, wolała na bieżąco informować ich o tym, co działo się w jej życiu, aby nie wpadali przypadkowo w między czasie na jakieś głupie, nieprzemyślane pomysły. Wiedziała bowiem, że jej matka była skłonna do naprawdę kontrowersyjnych zachowań, które często ją raziły. Wreszcie miała możliwość, aby je zakończyć, co w sumie było ogromnym pozytywem tej całej sytuacji. Przestanie ją swatać z synami swoich koleżanek, na szczęście. Większość z nich bowiem okazywała się bęcwałami, z którymi nie była w stanie rozmawiać dłużej niż pięć minut.
Ogólnie nie poszło tak źle, jak zakładała. Ojciec nie sięgnął jeszcze po swoją księżycówkę (na szczęście), wiedziała, że to mogłoby się zakończyć katastrofą, lub kilkudniowym urzędowaniem w ich domu. Zazwyczaj tak właśnie się działo. Kiedy została otwarta pierwsza butelka biesiada trwała kilka dni. Wolałaby jeszcze nie pokazywać Ambroisowi tej strony swojej rodziny.
Odprowadziła swojego chłopaka wzrokiem, kiedy oddalił się z jadalni. Musiała odpowiedzieć na kilka palących pytań swojej matki. Starała się to robić na spokojnie, jak najbardziej ogólnie, żeby nie wchodzić niepotrzebnie w szczegóły. Im mniej wiedzą, tym śpią spokojniej. Nie lubiła się nigdy dzielić szczegółami swojego życia ze swoimi rodzicami. Zresztą Ambroise był osobą, którą znali, bywał w tym domu wiele razy, to nie było nic wielkiego. Mogli sobie nawet sami wymyślić historię o tym, jak się właściwie poznali. Całkiem wygodne rozwiązanie.
W końcu udało jej się jakoś odpowiedzieć na wszystkie pytania Jennifer, chyba w odpowiedni sposób, bo wydawała się być nawet usatysfakcjonowana, kiedy Geraldine opuszczała pomieszczenie. Ulżyło jej, miała to z głowy, nie będzie musiała wracać do tego tematu. Oddaliła się pospiesznie, póki jeszcze miała chwilę przed kolejną rundą wymiany uprzejmości z tymi faktycznymi dorosłymi.
Zaczęło grzmieć, nie było w tym nic zaskakującego, bo przecież trwało lato. Spodziewała się, że tak zakończy się ten pozorny spokój, zazwyczaj podobna cisza zwiastowała burze, które mogły wydawać się przerażające, jednak nie dla niej. Uwielbiała burze, od dziecka obserwowała je z najwyższych pięter swojego domu, czasem ze stajni, a właściwie to z ławki, która znajdowała się przed nią. Ten żywioł robił na niej chyba największe wrażenie ze wszystkich. Pojawiał się zupełnie znikąd przynosił zniszczenia, a ledwie chwilę później wszystko wracało do normalności.
Niemalże wbiegła po schodach, aby znaleźć się jak najszybciej przy swoim ukochanym. Wreszcie mieli chwilę, aby skomentować to, co przed chwilą zaszło. Właściwie miała nadzieję, że ma podobne wrażenia do niej i że również nie było to dla niego szczególnie tragicznym doświadczeniem.
Weszła do biblioteczki, po spodziewała się, że go tutaj znajdzie. Drzwi jednak huknęły dosyć mocno, co było spowodowane wiatrem, który hulał w pomieszczeniu przez to, że okno było otwarte. Bardzo szybko zamknęła za sobą drzwi, aby się to nie powtórzyło. No i tyle by było z jej dyksretnego pojawienia się w pomieszczeniu.
Uśmiechnęła się pokazując niemalże wszystkie swoje zęby. - Ups. - Było to prawdziwe wejście smoka, jak zawsze Geraldine okazywała się być bardzo, ale to bardzo subtelna.
Bez słowa ruszyła w stronę mężczyzny, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Najwyraźniej naprawdę cieszyła się z tego, że większość z tej farsy mieli już za sobą. Wiedziała, że było to potrzebne, co nie zmieniało jednak faktu, że nie do końca akceptowała to, jak wygląda ich świat pod tym względem. Nadal nie podobała się jej pozycja kobiet w tych całych konwenansach.
- Nie uciekłeś stąd z krzykiem. - Stwierdziła fakt, kiedy siadała na parapecie tuż obok niego. Mieli jeszcze chwilę czasu dla siebie, podejrzewała, że Triss pojawi się i zaprosi ich na dół, gdy faktycznie będą ich tam oczekiwać.