22.01.2023, 03:04 ✶
Uśmiechnęła się, dość krzywo, na tę sugestię. W zasadzie byłoby to idealne rozwiązanie, własne lokum, tyle że… gdy napomknęła o tym, argumentując taki zakup sporym ułatwieniem – w końcu miałaby Akademię pod ręką i nie musiałaby zdawać się na zawodny, jak się chociażby dzisiaj okazało, system sieci Fiuu. I, o czym już nie wspomniała, oczywiście, wyrwałaby się z tej wielkiej posiadłości, uciekła spod wiecznie oceniających spojrzeń rodziców.
Cóż, w każdym razie żart był tylko tym – żartem. Nie myślała tak naprawdę o sprowadzeniu się na stałe do brata, choćby ze względu na dziecko, które miało pojawić się prędzej niż później; do nauki potrzebowała spokoju, a nie całego chaosu związanego z najmłodszym członkiem rodziny.
- Uciął temat. Mam co do tego dziwne przeczucie, zobaczymy – westchnęła cicho, po czym pociągnęła kolejny grzańca. Cóż, nie tak odległa przyszłość miała pokazać, iż w istocie, własne lokum jak najbardziej będzie mieć. Tyle że niedaleko, wciąż w Wiltshire, a do tego pierścionek i obrączkę na palcu, posiadłość w Londynie – tej jednak nie miała zamieszkiwać samotnie, a z wybraniem rodziców. Z mężem. Jak na razie pozostawała oczywiście błogo nieświadoma tych wszystkich rzeczy, wolna od bardziej dorosłych trosk, będących udziałem tych, co wyfrunęli z gniazda rodzinnego. Czy to z własnej woli, czy to pod przymusem.
- W każdym razie prędzej spodziewałabym się zapasu probówek, ewentualnie dość rzadkich pozycji, które przydałyby się do nauki, a jednocześnie nie cieszą się specjalnie wielką dostępnością niż mieszkania – dodała, pozwalając w głosie wybrzmieć niewielkiej nucie żalu – Zawsze może jeszcze uznać, że szczeniak borzoja też będzie dobrym prezentem – parsknęła cicho, kręcąc głową. Lubiła psy, zwłaszcza jednego z całego stadka, w którego futrze zdarzało się wygrzewać stopy, jeśli położył się dostatecznie blisko. Co nie oznaczało, bynajmniej, iż kwapiła się do zajęcia tresurą, hodowlą i tak dalej – zwłaszcza że skupiała się głównie na aktualnym celu, jakim było przyswajanie wiedzy. Tym bardziej że ocena gorsza niż najlepsza w oczach Eunice stanowiła ujmę na honorze.
- Taaak, przypadki bywają… przypadkowe – przyznała bratu rację – Choć teoretycznie powinniśmy być bezpieczni, biorąc pod uwagę, iż wyraźnie podkreśla prymat czystej krwi – a nazwisko Malfoy, z której strony by nie patrzeć, widniało w Skorowidzu. Chichotem historii był fakt, iż dla koneksji ród ten potrafił wiązać się z mugolami… co, jak widać, starannie przemilczano – Z drugiej strony, może w końcu zrobi porządek z mugolakami – dorzuciła.
Pytanie tylko, czy naprawdę tak myślała czy jedynie przemawiał przez nią Fortinbras, który miał aż nadto czasu na karmienie swojej latorośli takimi rzeczami. Przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w każdej nieomal chwili, gdy znajdowali się w tym samym pomieszczeniu.
Cóż, w każdym razie żart był tylko tym – żartem. Nie myślała tak naprawdę o sprowadzeniu się na stałe do brata, choćby ze względu na dziecko, które miało pojawić się prędzej niż później; do nauki potrzebowała spokoju, a nie całego chaosu związanego z najmłodszym członkiem rodziny.
- Uciął temat. Mam co do tego dziwne przeczucie, zobaczymy – westchnęła cicho, po czym pociągnęła kolejny grzańca. Cóż, nie tak odległa przyszłość miała pokazać, iż w istocie, własne lokum jak najbardziej będzie mieć. Tyle że niedaleko, wciąż w Wiltshire, a do tego pierścionek i obrączkę na palcu, posiadłość w Londynie – tej jednak nie miała zamieszkiwać samotnie, a z wybraniem rodziców. Z mężem. Jak na razie pozostawała oczywiście błogo nieświadoma tych wszystkich rzeczy, wolna od bardziej dorosłych trosk, będących udziałem tych, co wyfrunęli z gniazda rodzinnego. Czy to z własnej woli, czy to pod przymusem.
- W każdym razie prędzej spodziewałabym się zapasu probówek, ewentualnie dość rzadkich pozycji, które przydałyby się do nauki, a jednocześnie nie cieszą się specjalnie wielką dostępnością niż mieszkania – dodała, pozwalając w głosie wybrzmieć niewielkiej nucie żalu – Zawsze może jeszcze uznać, że szczeniak borzoja też będzie dobrym prezentem – parsknęła cicho, kręcąc głową. Lubiła psy, zwłaszcza jednego z całego stadka, w którego futrze zdarzało się wygrzewać stopy, jeśli położył się dostatecznie blisko. Co nie oznaczało, bynajmniej, iż kwapiła się do zajęcia tresurą, hodowlą i tak dalej – zwłaszcza że skupiała się głównie na aktualnym celu, jakim było przyswajanie wiedzy. Tym bardziej że ocena gorsza niż najlepsza w oczach Eunice stanowiła ujmę na honorze.
- Taaak, przypadki bywają… przypadkowe – przyznała bratu rację – Choć teoretycznie powinniśmy być bezpieczni, biorąc pod uwagę, iż wyraźnie podkreśla prymat czystej krwi – a nazwisko Malfoy, z której strony by nie patrzeć, widniało w Skorowidzu. Chichotem historii był fakt, iż dla koneksji ród ten potrafił wiązać się z mugolami… co, jak widać, starannie przemilczano – Z drugiej strony, może w końcu zrobi porządek z mugolakami – dorzuciła.
Pytanie tylko, czy naprawdę tak myślała czy jedynie przemawiał przez nią Fortinbras, który miał aż nadto czasu na karmienie swojej latorośli takimi rzeczami. Przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w każdej nieomal chwili, gdy znajdowali się w tym samym pomieszczeniu.
417/823