— Miałem dwie — zaczął. Ponownie wrócił do bezgłośnego mieszania w filiżance łyżeczką, jakby dawało mu to spokój, którego inaczej nie mógł osiągnąć. Napił się, jakby czekając, aż słowa rozmiękczą glebę, niczym deszcz na spękanej, spierzchniętej powłoce ziemskiej, tworzący wodę i skorupę, zamiast wpłynąć pomiędzy cząsteczki. — Nie są do końca takie same i o tym samym, ale konotacje są wyraźne. Pierwsza miała miejsce dwudziestego szóstego lipca. Pewnie widziałaś w gazetach o wydarzeniach z przyjęcia u Abbottów. Jednym z dowodów rzeczowych dla Departamentu Tajemnic był kwiat zmutowanej rośliny. Kwiat lśni podczas pełni i podczas nowiu, jak się zdaje, nie więdnie. Dwudziestego szóstego wprawiłem się w trans profetyczny, aby dojrzeć więcej i ujrzałem.
Pusty śmiech zawisł w powietrzu. Oto, jakie życie wiodą ulubieńcy bogów. Smutne, pełne zadr i nieszczęścia. Prorocy często mieli je długie, naznaczone wieloletnią żałobą nad tym, co dopiero przyjdzie, z przedwczesną siwizną i zniszczeniem. Morpheus zdawał się być młody duchem, idealista, lecz w świetle dnia, gdy Florence mogła przyjrzeć mu się bliżej, zdawał się nieco martwy w spojrzeniu, mniej błyszczący, bardziej zdziwaczały. Departament odbijał się na nim.
— Całą Knieję spowijał ból i agonia, a ja go współodczuwałem. A później znalazłem się w Sadzie Abbottów, wypełnionym aurorami i klątwołamaczami, dym unosił się ku niebu i klucz wron, może kruków, nad wszystkim. Zapowiedź śmierci. Ktoś rozmawiał z Abottami, w tej wizji, stworzony z dymu, lecz nie mogłem ani go rozpoznać ani stwierdzić czym był, pasował jednak do dymu z Sadu. To była jedna z cięższych wizji, widzisz, bardzo empiryczna.
Longbottom nieco się zgarbił, jakby zapadł w sobie. Zaraz poprawił się wyuczonym ruchem kogoś doświadczonego w udawaniu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wychowanie arystokraty i wychowanie jasnowidza. Nawet jeżeli jego matka nie była potężna w swoim trzecim oku, to znała zasady, jakie obowiązywały. Ukrywaj, nie przeżywaj, niech nie wie nikt.
— Druga zdarzyła się w Lammas, podczas ofiarowania świecy w domostwie. Byłem sam. Głos powiedział mi, że coś mi pokarze, a wtedy ja osunąłem się w sen, na posadzkę i widziałem siebie w Dolinie, las pokrywała złocista jesień, a nagle te liście w czerwieni i brązach stały się ogniem. Biegłem więc i sam płonąłem, aż porzuciłem swoje zwęglone ciało i dostrzegłem dym, który unosił się, jakby nad Warownią, lecz nie wiem czy tylko nad nią, a chmury układały się w symbol Sama-Wiesz-Kogo. Widzisz tematyczną zgodność — rozłożył lekko ręce a bezsilności. — Początkowo myślałem że to kolejna zapowiedź mojej śmierci, ale teraz myślę, że to jedynie ostrzeżenie, że będą ofiary śmiertelne. Niekoniecznie będę to ja sam.
Zaschło mu w gardle, więc wypił herbatę ze śmietanką, lekko tłustą, odpowiednio słodką dzięki zabieleniu. Nie uspokoiło to, ale fizycznie uziemiało. Jeszcze nic nie płonęło i nic nie umierało. Jeszcze mogli po prostu pić herbatę w jej salonie.