Ta więź, która się między nimi pojawiła była dla niej ciągle czymś zupełnie nowym. Nie przywykła do tego, że ktoś patrzył na nią w ten sposób. To nadal nieco ją zawstydzało, właściwie nie spodziewała się, że będzie dane jej poznać taki rodzaj uczucia. Sama spoglądała na niego jako na nadzieję na lepsze jutro, gdy mu się przyglądała widziała w nim ich wspólną przyszłość, wspólne lata, które mieli razem spędzić. To było coś niesamowitego, przede wszystkim to, że była śmiertelnie przekonana o tym, że było to odwzajemnione.
Co najważniejsze właśnie doprowadzili też do tego, że dowiedzieli się o tym jej najbliżsi. Nie musieli się kryć z tym uczuciem, to nie miało być tajemnicą. Już niedługo wszyscy będą wiedzieć o tym, że postanowili spleść ze sobą swój los. Nie, żeby kiedykolwiek szczególnie zależało jej na aprobacie innych osób, jednak w przypadku Ambroisa faktycznie zależało jej na tym, żeby inni zdawali sobie sprawę z tego, że należą do siebie, że zadecydowali o tym, że pragną tworzyć coś razem. Wizja spędzenia z nim reszty życia wydawała się jej być bardzo kusząca. Nikt nie rozumiał jej tak jak on, zbudowali swoją relację na całkiem silnym fundamencie jakim była przyjaźń, o której aktualnie wolałaby zapomnieć. To nie tak, że nie doceniała tego, że był jej przyjacielem, ale od dawna pragnęła czegoś więcej i właśnie to dostawała. W sumie czuła się nawet spełniona, udało jej się dostać to, czego chciała najbardziej. Nie potrzebowała już niczego więcej.
Nikt nie musiał wiedzieć, że nie byli jedną z tych przyzwoitych par. Przynajmniej jak na razie. Całkiem nieźle wychodziło im póki co trzymanie się oficjalnych konwenansów. Mieli dużo szczęścia z tym, że nikt wcześniej nie urządził ich jakimiś aranżowanymi narzeczeństwami, bo to mogłoby być aktualnie bardzo mocno problematyczne. Wszystko właściwie układało się całkiem lekko i zmierzało w dobrym kierunku. Nie spodziewała się nawet, że pójdzie im to tak łatwo, chociaż może trochę? Nie miała im nic do zarzucenia. Mimo tego, że nieco odbiegali od typowych członków czystokrwistych rodzin, to wcale nie gardzili tradycją, modyfikowali tylko nieco to wszystko tak, aby pasowało to do tego, w jaki sposób chcieli żyć.
- Naciesz się tym, bo pewnie szybko nie usłyszysz tego ponownie.- Tak, gdyby nie ta sytuacja, w której się dzisiaj znaleźli pewnie nie wspomniałaby o tym, ale aż się prosiło, żeby skomentować to właśnie w ten sposób. Ambroise był idealnym kawalerem, na pewno w oczach większości arystokratów, przypomniała mu o tym, ale na pewno szybko do tego nie wróci. Nie mogła nie zauważyć jak się napuszył, gdy powiedziała te słowa, przewróciła nawet nieco teatralnie oczami widząc jego reakcję.
- Tak, to prawda. Nie wiem, jak to właściwie możliwe, że ona go sobie tak owinęła wokół palca. - Zawsze dziwiło ją to, że ojciec praktycznie nie miał nic do gadnia, kiedy Jennifer zaskakiwała go jakimś swoim kolejnym, wspaniałym pomysłem. Jedynie ona miała na niego jeszcze jakikolwiek wpływ, jej również słuchał. Może miał jakiś problem z tym, żeby odmówić kobietom? Kto go właściwie wiedział. W przypadku mężczyzn był zdecydowanie bardziej stanowczy, widziała to między innymi w sposobie w jak odnosił się do jej braci. Ona zawsze miała nieco więcej luzu.
Poczuła przyjemne ciepło, kiedy dotknął jej policzka. Robił to bardzo delikatnie, przy okazji odpalił jej papierosa, którym dosyć szybko się zaciągnęła. Nie chciała, aby wiatr wpadający do biblioteki przez otwarte okno jej go zgasił. Gdyby tylko wiedziała, że kiedyś siedzieli już prawie tak blisko siebie, w podobnej sytuacji, no może nie, aż tak bardzo intymnej, to na pewno bardzo by się zdziwiła. Nie łączyła go z początkiem swojego nałogu, bo jakoś wyparła z pamięci chłopaka, którego poznała w łazience Hogwartu bardzo dawno temu, kiedy była bardzo nieokrzesaną gówniarą.
Zmrużyła oczy, kiedy bez zawahania wspomniał o lutym. Dlaczego właściwie luty? Miała się tego dowiedzieć bardzo szybko. - Niech ci będzie, luty brzmi dobrze, aktualnie jest całkiem daleki, do tego to najkrótszy miesiąc w roku, więc zawsze możemy uznać, że się nie wyrobiliśmy w czasie. - Tak, nie zamierzała szybko stawać na ślubnym kobiercu, mogli całkiem zgrabnie zwlekać z tym, czego mogły oczekiwac ich rodziny, o ile w ogóle zaczęliby naciskać. Ger nie wydawało się, żeby póki co zamierzali to robić, chociaż z Jennifer tak naprawdę nigdy nie wiadomo, z czasem pewnie mogłyby się pojawić jakieś głupie pytania, których wolałaby unikać, a teraz miała na nie gotową odpowiedź. Luty. W lutym wszystko się zmieniło. To była prawda, to zdecydowanie był ich miesiąc.
- Och tak, to by wszystko wyjaśniało, dlatego spędziłeś tyle czasu przy moim łóżku i tak dzielnie walczyłeś wtedy o moje życie. - Wszystko układało się w całość. Cóż, jej matka na pewno byłaby zachwycona słysząc taką opowieść. Zapewne nigdy w życiu nie spodziewałaby się czegoś podobnego po swojej jedynej córce, która nie do końca była taka, jak by sobie to wyobrażała.
Całkiem nieźle wychodziło im to knucie. Mogli podkoloryzować wiele momentów swojej znajomości, aby brzmiało to jak całkiem niezła historia miłości dwójki zupełnie obcych ludzi, tak właściwie to obeszłoby się i bez tego, ale zdecydowanie wolałaby, aby jej matka nie miała pełnej świadomości tego, jak wygląda jej życie. Nie wspominała rodzicom o wszystkim, czym się zajmowała, tak było zdecydowanie bezpieczniej, wolałaby aby tak właśnie zostało.
- Tak, to była miłość od pierwszego wrażenia, zaczęło się wtedy wiesz, w Mungu. - Kiedy poczuła palce na swoim kolanie, jeszcze bardziej wysunęła nogę do przodu. Dotyk mężczyzny był całkiem przyjemny, mogłaby tu z nim zostać w tej bibliotece z dala od całej swojej rodziny i w ogóle nie pojawić się już dzisiaj na dole. Ewentualnie pokazać mu swoją sypialnię, w sumie to już ją widział, ale mniejsza o to.
- Tak, strasznie trudny potwór do oswojenia ci się trafił, jakie trzymanie za ręce, przecież to nie przystoi, to dopiero przed nami, aktualnie powinno ci wystarczyć siedzenie obok mnie. - Starała się nie prychnąć śmiechem podczas swojej wypowiedzi, ale wcale nie było to takie proste.