• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina

[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#12
04.11.2024, 23:34  ✶  

Aktualnie Regina nie doceniała nauki, jaka płynęła ze wpadnięcia w krzak kwitnącej samotniczki. Też nie była za bardzo zainteresowana tymi wszystkim botanikami, którzy nie mieli okazji, by poczuć lub obserwować, jak działa pyłek z samotniczkowych kwiatów.

Bardziej skupiała się na przetrwaniu i nierównej walce z falami samotności i rozpaczy, które atakowała niczym podczas sztormu. Raz po raz zalewały ją od stóp do głów lub kąsały, jak węże i zatruwały wszelakie myśli, pojawiające się w jej głowie. Kilka godzin? Ta myśl dotarła do niej z opóźnieniem i sprawiła, że siąknęła bardzo żałośnie. Kilka godzin to cholernie długo...

Słowo "fascynujące", którego użył, zdecydowanie nie znajdowało się na liście dziesięciu albo i lepiej, pierwszych stu słów, jakich użyłaby do opisania swojej sytuacji. Beznadziejna, absurdalna, niebezpieczna albo rozpaczliwa? Tak opisałaby to zdarzenie, ale nie miała siły, by mu to powiedzieć, więc ze zrezygnowaniem wymalowanym na twarzy pokręciła głową..

Niestety miał rację, kiedy mówił, że to nie jest najlepszy pomysł, by przystawali. Regina zamrugała kilkukrotnie, odganiając łzy i rozejrzała się po okolicy. Zmierzchało i chociaż w te letnie dni wieczór przynosił ulgę, to nie tutaj i nie teraz. Nie, kiedy noc ma ich zastać gdzieś w kniei w Little Hangleton.

Cichy głosik w jej głowie miał jednak inne zdanie. Uważał za rzecz wspaniałą, że idzie noc, bo dzięki temu Rowle łatwiej odda się rozpaczaniu nad swoim marnym losem. Może gniazdko, które świadomie pragnęła uwić, by zapaść się w szarzyźnie emocji, mogła sklecić w tym miejscu? Usiądź na trawie, zatrzymaj się, zwiń w kłębek, nikt ci nie pomoże, nikt cię nie chce...

I znowu do oczu napłynęły łzy i rozpoczęła się kolejna bitwa o utrzymanie skrawka powagi i niepłakania dosłownie co pięć minut. Mimowolnie zacisnęła drugą dłoń w pięść i przygryzła wnętrze policzka, mając błahą nadzieję na to, że odrobinę to pomoże w odzyskaniu kontroli nad sobą.

Lepiej zadziałały słowa czarodzieja. Wzmianka o truciznach sprawiła, że Regina z lękiem spojrzała na swojego kompana. Normalnie lepiej ukryłaby swoje obawy czy domysły, ale samotniczka pozbawiła ją fasady, za którą mogła skryć swoje myśli Chciała coś powiedzieć, jakoś wytłumaczyć to swoje zlęknione spojrzenie, ale sił starczyło jej tylko na to, by na nowo podjąć marsz i nabrać wody w usta.

Do otumanionego umysłu Reginy znaczenie słów wypowiadanych przez Betranda docierało powoli. Musiała bardzo się na nich skupiać, by poskładać ich brzmienie i sens w całość, a i tak mogła wyłapać, że czarownik o truciźnie z samotniczki mówi z uznaniem czy wręcz zachwytem. To budziło w niej tym większe obawy. Czy rzeczywiście odstawi ją w bezpieczne miejsce? W końcu jedyne co dla siebie mieli, to swoje słowa, a oboje nie znali ich wzajemnej wagi.

— Chciałabym b-bardzo, żeby minęło już... Już teraz. — zdobyła się wreszcie na odpowiedź, uprzednio głośno przełykając ślinę.

Wypowiedzi czarodzieja skutecznie odwróciły uwagę Rowle od marszu i dzięki temu przeszli kolejne set metrów. Gorzej, że wywołały w niej niepokój, a samotniczka go podsycała. Trucizny, samobójstwa i pożegnalne listy to nie do końca były tematy dla kogoś, kto zmagał się z wszechogarniającą samotnością i depresyjnym chłodem. Wzdrygnęła się na myśl o samozniszczeniu i nagle zrobiło jej się niedobrze, bo jakaś jej część była uradowana perspektywą skończenia ze sobą.

Przestanę cierpieć, nie będzie mi już zimno, nie będę czuła się tak samotna. Przestanę być problemem... Głosik podpowiadał, sącząc do jej głowy myśli przeładowane gorzką i dławiącą rozpaczą. Z mijającym czasem powinna się czuć lepiej, a z chwili na chwilę czuła się gorzej.

Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale rozmyśliła się i zaraz je zamknęła. Żołądek wykonał niewinnego fikołka, przez co serce na chwilę zgubiło rytm i nieprzyjemnie tąpnęło w jej piersi. Uniosła dłoń, którą nie trzymała Ambroise i knykciami rozmasowała skórę na wysokości mostka. Na tyle mocno, że skupiła się bardziej na tym, niż na gubiącym rytm sercu czy buntującym się żołądku.

— Mmoże po...powinniśmy teleportować s-się bliżej... miasta? — spytała, opuszczając rękę i marszcząc brwi.

Wyglądała na kogoś, kto nasłuchuje czegoś albo bardzo skupia się na kamienisto-trawiastej dróżce, którą podążali i która, Regina cały czas żywiła taką nadzieję, prowadziła do miasta. Poniekąd tak właśnie było, ale Olbrzymka dodatkowo skupiała się na powstrzymaniu drżenia nóg i rąk.

Propozycja Rowle wynikała ze strachu, jaki w niej rozkwitał do pary z nasilającym się głosikiem w jej otępiałym móżdżku. Naprawdę mogłaby teraz iść w szranki z głupotą Cymbała, ale nie było go przy niej. Całe szczęście, bo jak smoczognik zareagowałby na magiczny pyłek? Co jak też by popadł w stan podobny do tego, z którym borykała się Regina?

Myśl o Cymbale sprawiła, że Regina na nowo zalała się łzami i osmarkała, jak dzieciak. Przecież jeżeli tutaj zostanie, to Cymbał, Poke, Zgódka i inni jej czworo-, dwu, a i pięcionożni towarzysze zostaną całkowicie sami! Nie powiedziała nikomu, gdzie się udaje, nikogo nie przygotowała, by w razie co zajął się jej zwierzyńcem. I co teraz? Co teraz?!

— Mmusimy...

Przerwała, bo trudno było mówić z zatkanym nosem i gulą w gardle. Wciągnęła powietrze, czemu towarzyszyło sapnięcie godne buchorożca i starła rękawem płaszcza smarki spod kartoflanego nochala. Teraz dopiero wyglądała, jak wyrośnięty (i to bardzo) dzieciak, któremu uciekło ulubione zwierzątko.

Wielkie, miodowe i szkliste oczy powiodły po drodze i spoczęły na Betrandzie, gdy na raz przystanęła. Jeszcze trochę szerzej je otworzy i gdyby nie to, że chodziła na dwóch nogach i zamiast pyska miała twarz, to czarodziej mógłby ją pomylić z  lunaballą. A i szyja. Miała zdecydowanie za krótką szyję.

— Musim-y się popo...pośpieszyć!

Wykrzyknęła żałośnie, niemrawo unosząc rękę i przyłożyła ją do ciała, na wysokości mostka. Otworzyła usta i jednocześnie zmarszczyła brwi, co wyglądało, jakby chciała coś powiedzieć i na raz zapomniała. A potem oczy jej błysły, choć nadal miały ten szczenięco żałosny wyraz i wyjaśniła:

— Cymbał zo-został sam, a... A to je-jego pora... karmienia...

Ścisnęła przedramię Ambroise, podkreślając, że to bardzo niedobrze i czymkolwiek albo kimkolwiek był Cymbał, to pod żadnym pozorem nie należało pomijać jego czasu na jedzenie.

Greengrass mógłby świetnie wykorzystać to, że na Reginę coś albo ktoś czekał. Wiadomo, magiczny głosik w głowie już wyrzucał jej, jak okropna jest, jak samolubna, jak bardzo zasługuje na to, by tu zostać, samotna i na zawsze, ale... Było "ale", które sprawiło, że chciała wrócić do swoich towarzyszy, pozostawionych w wynajętym pokoiku w Dziurawym Kotle. To z kolei mogło pomóc tej dwójce w zdecydowanie szybszym dotarciu do miasteczka. Jak? Ce-wu-en. A wolę Regina krok po kroku odzyskiwała.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (9008), Regina Rowle (5167)




Wiadomości w tym wątku
[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.10.2024, 19:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 23.10.2024, 23:11
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.10.2024, 03:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 24.10.2024, 17:20
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.10.2024, 23:09
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 25.10.2024, 14:40
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.10.2024, 18:13
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 27.10.2024, 17:22
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 21:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 01.11.2024, 00:40
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 18:39
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 04.11.2024, 23:34
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 18:59
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 18.11.2024, 01:28
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.11.2024, 14:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa