– Nie... nie wiem czy to dobry pomysł, żeby kłamać... – kapłanka była nieco skołowana wersją przedstawioną przez Bulstrode, ale ufała obojgu, więc nie zamierzała podważać ich decyzji. – Proszę jednak może wspomnieć o hipnozie i wybitnym władaniu magią zauroczeń. Aurorzy są... są z pewnością bardzo wykwalifikowani, ale potrzebujemy takich, którzy nie dadzą się zwieść w bezpośrednim starciu. Oklumentów najlepiej, bo jeśli rzeczywiście wlot do jaskini jest w miejscu, które pani wskazała, to nasze zabezpieczenia nie są nie do przeskoczenia – znów poczucie winy zadrżało w jej głosie, gdy karczmarka doniosła wstążki - teraz pospiesznie były układane na stole i szykowane do okadzania i błogosławienia.
Eyva pozwoliła podczas szykowania zabezpieczeń namówić się jeszcze Erikowi i Florence, nim Longbottom zniknął w kominku ruszając po wsparcie z Ministerstwa, pozbawiony kitki z czerwonej wstążki ale z zapasem informacji jak Ci, którzy nie są oklumentami mogą zadbać o swoje bezpieczeństwo. W tym czasie też w pomieszczeniu zebrało się pięciu mieszkańców - ludzi doświadczonych życiem w okolicach pięciu, sześciu dekad życia, o skórze zmęczonej słońcem i pracą. Z zaciętymi minami szykowali się do wyprawy, każdy z runą na czole, kompulsywnie żujących roślinę, która obrastała ich domy. Byli milczący i zdeterminowani. Szósta przyłączyła się karczmarka, siódmą była najmłodsza z nich kapłanka.
Gdy wszyscy byli gotowi, ruszyli w leśny mrok wypełniony wilgocią padającego na nich deszczu, licząc, że nie jest jeszcze za późno, aby ocalić kilka zbłąkanych pod ziemią dusz.
Eyva pozwoliła podczas szykowania zabezpieczeń namówić się jeszcze Erikowi i Florence, nim Longbottom zniknął w kominku ruszając po wsparcie z Ministerstwa, pozbawiony kitki z czerwonej wstążki ale z zapasem informacji jak Ci, którzy nie są oklumentami mogą zadbać o swoje bezpieczeństwo. W tym czasie też w pomieszczeniu zebrało się pięciu mieszkańców - ludzi doświadczonych życiem w okolicach pięciu, sześciu dekad życia, o skórze zmęczonej słońcem i pracą. Z zaciętymi minami szykowali się do wyprawy, każdy z runą na czole, kompulsywnie żujących roślinę, która obrastała ich domy. Byli milczący i zdeterminowani. Szósta przyłączyła się karczmarka, siódmą była najmłodsza z nich kapłanka.
Gdy wszyscy byli gotowi, ruszyli w leśny mrok wypełniony wilgocią padającego na nich deszczu, licząc, że nie jest jeszcze za późno, aby ocalić kilka zbłąkanych pod ziemią dusz.
Koniec sesji