04.11.2024, 22:34 ✶
Horacy uniósł siwą brew na słowa młodzieńca i spojrzał na niego z nieukrywaną podejrzliwością. Ten Prewett… (cóż za wymowne nazwisko…) To odważny był! Zabębnił palcami po stole. Ale pan Prince nie był taki łatwowierny, więc oczywiście Icarus Prewett musiał jeszcze trochę argumentami posypać.
— Dlaczego tak myślę? – zaczął z nutką złośliwej satysfakcji. — Panie Prewett, pozwoli pan, że powiem panu to bezpośrednio. Nie dam się nabrać na te pana piękne opowieści o „podróżach w czasie” i „antycznym Rzymie”. Widziałem wystarczająco wiele, żeby wiedzieć jak ta „podróż” ta kończy się dla tych, którzy opuszczają pana …Przybytek! — Pan Prince zerknął na Brutusa i Christine. A potem skrzyżował ramiona i ponownie skupił się na Icarusie. — Widzi pan… Ci młodzi ludzie mogą i być może są godni podziwu, nie przeczę. Ale pan? – nachylił się nieznacznie nad ciastem. — Pan jest przebiegły jak lis. Od zawsze wiedziałem, że tacy jak pan potrafią wmówić ludziom niemal wszystko, ubrać nawet największą hipokryzję w pozory uprzejmości i elegancji. Ale to nie na mnie robi pan wrażenie, młodzieńcze. A już z pewnością nie na Ministerstwie, kiedy tylko odpowiednie dokumenty trafią do ich rąk.
Skrzywił się nieznacznie na krześle.
— Ach, oczywiście, rozumiem, że to przestępstwo kazać dzieciakom pracować tak długo — odparł. — Więc panie Prewett, zwolnij pan tych młodych do domu. Ja również nie zamierzam tu dłużej przesiadywać i słuchać kolejnych baśni o rzymskich ekscesach, które z „tradycją” mają tyle wspólnego, co troll z etykietą.
O nie! Zamierzał wyjść!
— Dlaczego tak myślę? – zaczął z nutką złośliwej satysfakcji. — Panie Prewett, pozwoli pan, że powiem panu to bezpośrednio. Nie dam się nabrać na te pana piękne opowieści o „podróżach w czasie” i „antycznym Rzymie”. Widziałem wystarczająco wiele, żeby wiedzieć jak ta „podróż” ta kończy się dla tych, którzy opuszczają pana …Przybytek! — Pan Prince zerknął na Brutusa i Christine. A potem skrzyżował ramiona i ponownie skupił się na Icarusie. — Widzi pan… Ci młodzi ludzie mogą i być może są godni podziwu, nie przeczę. Ale pan? – nachylił się nieznacznie nad ciastem. — Pan jest przebiegły jak lis. Od zawsze wiedziałem, że tacy jak pan potrafią wmówić ludziom niemal wszystko, ubrać nawet największą hipokryzję w pozory uprzejmości i elegancji. Ale to nie na mnie robi pan wrażenie, młodzieńcze. A już z pewnością nie na Ministerstwie, kiedy tylko odpowiednie dokumenty trafią do ich rąk.
Skrzywił się nieznacznie na krześle.
— Ach, oczywiście, rozumiem, że to przestępstwo kazać dzieciakom pracować tak długo — odparł. — Więc panie Prewett, zwolnij pan tych młodych do domu. Ja również nie zamierzam tu dłużej przesiadywać i słuchać kolejnych baśni o rzymskich ekscesach, które z „tradycją” mają tyle wspólnego, co troll z etykietą.
O nie! Zamierzał wyjść!