05.11.2024, 18:24 ✶
- Okej - przekrzywiła nieco głowę, patrząc odrobinę dziwnie na Shafiqa. Nie dlatego, że miała jakiś problem z tym, by wrócić do lady i złożyć drugie zamówienie: bo z tym problemu nie miała. Bardziej zastanawiało ją, dlaczego nie chciał nawet nic zjeść. Tu było naprawdę smacznie, a ona... Cóż. Zwykle przy jakimkolwiek spotkaniu zamawiała chociażby ciasto. Albo jakieś śniadanie, najlepiej nie typowo angielskie, bo nie przepadała za fasolką. Ale jakieś frankfurterki, jajka sadzone albo lepiej - tost z jajkiem po benedyktyńsku i łososiem wędzonym? To było niebo dla jej podniebienia. No ale skoro nie chciał jeść, to trudno: cukierków, które dostawało się z rachunkiem pewnie też nie zje, więc lepiej dla niej.
Gdy wróciła, chowała coś do kieszeni. Anthony'emu mignął kolorowy papierek. Szeleścił też jak papierek, więc... To musiał być papierek. Nie było to na pewno rachunkiem, ale prędzej jakimś słodyczem. Faye jednak miała od zawsze pewne zasady: najpierw główny posiłek, potem słodkości. Gdyby Shafiq postanowił się rozejrzeć, dostrzegłby miskę, która stała na ladzie - nie wysypywały się z niej cukierki, nie była też przezroczysta, ale ktoś właśnie tam sięgał ręką. Rozległ się szelest papierków.
- Do Związku Radzieckiego? - zmrużyła oczy, oparłszy złączone dłonie na blacie stolika. - To tam, gdzie jest pełno niedźwiedzi, nie? Słyszałam, że ten kraj jest ogromny, ale też niebezpieczny. Nie mam odpowiednich dokumentów, panie Shafiq. Poza tym nie wiem... Różne rzeczy słyszałam na temat traktowania tam ludzi. Obawiam się, że moja obecność mogłaby przysporzyć tylko kłopotów - nie potrafię gryźć się w język.
Wzmianki o morzach nie skomentowała. Zmarszczyła tylko lekko brwi. Nienawidziła wody. Morze... Morze czy ocean - ludzie nie powinni ani nad nimi latać, ani po nich pływać.
Gdy wróciła, chowała coś do kieszeni. Anthony'emu mignął kolorowy papierek. Szeleścił też jak papierek, więc... To musiał być papierek. Nie było to na pewno rachunkiem, ale prędzej jakimś słodyczem. Faye jednak miała od zawsze pewne zasady: najpierw główny posiłek, potem słodkości. Gdyby Shafiq postanowił się rozejrzeć, dostrzegłby miskę, która stała na ladzie - nie wysypywały się z niej cukierki, nie była też przezroczysta, ale ktoś właśnie tam sięgał ręką. Rozległ się szelest papierków.
- Do Związku Radzieckiego? - zmrużyła oczy, oparłszy złączone dłonie na blacie stolika. - To tam, gdzie jest pełno niedźwiedzi, nie? Słyszałam, że ten kraj jest ogromny, ale też niebezpieczny. Nie mam odpowiednich dokumentów, panie Shafiq. Poza tym nie wiem... Różne rzeczy słyszałam na temat traktowania tam ludzi. Obawiam się, że moja obecność mogłaby przysporzyć tylko kłopotów - nie potrafię gryźć się w język.
Wzmianki o morzach nie skomentowała. Zmarszczyła tylko lekko brwi. Nienawidziła wody. Morze... Morze czy ocean - ludzie nie powinni ani nad nimi latać, ani po nich pływać.