05.11.2024, 22:27 ✶
Kiwnął głową. Skoro Nicholas zaoferował się sam, nie miał zamiaru mu w tym przeszkadzać. Poza tym miał rację - pójdzie szybciej. On sam musiał się jednak w tej chwili zająć sobą i swoim stanem. Psychicznie... Psychicznie było lepiej. Od kilku miesięcy nie był już wrakiem, lecz fizycznie... Nawet nie wiedział, że sny potrafią tak zmęczyć. Przyjął to z pewną dozą zaskoczenia głównie dlatego, że wszystko to, co wiedział o snach, wiedział z badań i książek. Od dawna cierpiał na bezsenność, nawet nie pamiętał kiedy to wszystko się zaczęło, ale chyba tuż po skończeniu Hogwartu. A wcześniej gdy zapadał w sen, to był to odpoczynek bez snów. I oczywiście że na przestrzeni tych wszystkich lat zdarzało mu się obudzić z walącym w piersi sercem, lecz nigdy nie pamiętał, co mu się śniło. Teraz jednak było inaczej. Sen, z którego zdążył się już otrząsnąć, był wciąż realny i nie chciał się rozmyć wśród rzeczywistości. I nawet prysznic nie pomógł. Miał nadzieję, że gorąca woda spłucze nie tylko pot, ale i wspomnienia tego, co się działo - niestety ale to nie było takie proste.
Gdy przebrał się w czyste ubrania, zerknął na swoją twarz w lustrze. Była jeszcze bledsza, niż zwykle. Ostatnie dni mocno się odcisnęły na jego wyglądzie. Miało jednak być lepiej - ale czy na pewno? Na chwilę myśli Rodolphusa zbłądziły gdzieś, gdzie nie powinny, lecz szybko wróciły na swoje miejsce. Poszedł do kuchni i przygotował dwa kubki herbaty na sen. Czuł, że sam również będzie miał problem z zaśnięciem. Ogarniało go zmęczenie, które znał - to był moment, w którym powinien się położyć, lecz wiedział że jeżeli tylko zamknie oczy a jego głowa dotknie poduszki, to sen nie nadejdzie. Nie bez wspomagaczy. Gdy wrócił do sypialni, ostrożnie wręczył Nicholasowi jego kubek. Bez słowa usiadł obok i wpatrzył się w swój parujący napój. Czy to było bezpieczne? Po słowach, które usłyszał przed chwilą, zaczynał w to wątpić. Z drugiej strony gdyby Travers miałby go zabić, zrobiłby to od razu, prawda? I czy miał powód by w ogóle to rozważać? Zerknął na Nicholasa kątem oka. Czy skoro Roberta już nie było, to czy nadal byli sobie potrzebni? Czy może ich relacja była zupełnie z tym niezwiązana, a on był mu potrzebny do czego innego? Ironiczne, że uważał że Mulciber miał paranoję na tym punkcie, a sam ledwo co po jego śmierci również zaczął się w niej pogrążać.
Gdy przebrał się w czyste ubrania, zerknął na swoją twarz w lustrze. Była jeszcze bledsza, niż zwykle. Ostatnie dni mocno się odcisnęły na jego wyglądzie. Miało jednak być lepiej - ale czy na pewno? Na chwilę myśli Rodolphusa zbłądziły gdzieś, gdzie nie powinny, lecz szybko wróciły na swoje miejsce. Poszedł do kuchni i przygotował dwa kubki herbaty na sen. Czuł, że sam również będzie miał problem z zaśnięciem. Ogarniało go zmęczenie, które znał - to był moment, w którym powinien się położyć, lecz wiedział że jeżeli tylko zamknie oczy a jego głowa dotknie poduszki, to sen nie nadejdzie. Nie bez wspomagaczy. Gdy wrócił do sypialni, ostrożnie wręczył Nicholasowi jego kubek. Bez słowa usiadł obok i wpatrzył się w swój parujący napój. Czy to było bezpieczne? Po słowach, które usłyszał przed chwilą, zaczynał w to wątpić. Z drugiej strony gdyby Travers miałby go zabić, zrobiłby to od razu, prawda? I czy miał powód by w ogóle to rozważać? Zerknął na Nicholasa kątem oka. Czy skoro Roberta już nie było, to czy nadal byli sobie potrzebni? Czy może ich relacja była zupełnie z tym niezwiązana, a on był mu potrzebny do czego innego? Ironiczne, że uważał że Mulciber miał paranoję na tym punkcie, a sam ledwo co po jego śmierci również zaczął się w niej pogrążać.