05.11.2024, 22:41 ✶
Odpowiedź Perseusa była intrygująca. Każdy wiedział, że krew Blacków była trująca, jednak czy była to trucizna, przed którą należało się bronić? Z tego co dawno temu mówił mu ojciec, krew Blacków była niezwykle cennym składnikiem eliksirów. Zaczynał myśleć, że to był jeden z głównych powodów, dla których pchał go w małżeństwo z jedną osobą z tej rodziny. Nie zdziwiłby się, gdyby chciał wykorzystać nazwisko do tego, by posiąść stały dostęp do tego rzadkiego, cennego elementu. A teraz on, jego własny syn którym ostatnio zaczął pogardzać, miał ten element na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko mocniej nacisnąć, przejechać paznokciem po delikatnej skórze i patrzeć, jak czarna krew spływa po bladości. Nie zamierzał jednak z tego korzystać - cokolwiek chciał od niego jego ojciec, ich umowa skończyła się, gdy tylko go zaatakował w rodzinnej posiadłości.
- To jest rozkosznie wymijająca odpowiedź - mruknął, mrużąc nieco oczy. Była idealna - pełna niedopowiedzeń czy konkretnych obietnic, a jednak niosąca za sobą coś ekscytującego. Tak samo jak to, że Black nagle pobladł, robiąc się jeszcze bardziej bladym niż zwykle. Lestrange uśmiechnął się kącikiem ust, by unieść rękę Perseusa do swoich ust. - Zależy w którym momencie zapytasz. Obecnie? Ten, który zniszczył ci dotychczasowe życie.
A ogólnie? Każdy, kto nie wpisywał się w jego światopogląd. Mugole. Mugolaki. Szlamolubni czy każda osoba, która w teorii była neutralna, a w praktyce skłaniała się ku staremu porządkowi. Pracownicy Ministerstwa Magii, sama Ministra. Jego była dziewczyna, jego współpracownicy. Rodolphus miał dużo wrogów, lecz to jak mocno ich nienawidził zależało w dużej mierze od tego, w jakim momencie swojego życia się znajdował. Jeżeli Perseus myślał, że Rodolphus zapomniał o tej zniewadze, która wydarzyła się na weselu, to się mylił. Jednak było w tym coś pocieszającego: fakt, że nie uznał, że to jego wina. Albo usilnie chciał by Perseus myślał, że to nie jego wina. Obrał już swój cel, którym zdecydowanie nie był Black.
- Pójdę wziąć prysznic. Czy alkohol chociaż odrobinę wyparował z twojego ciała? - puścił jego rękę, nie dając mu żadnych powodów do tego, by myślał, że Lestrange stoi po stronie Voldemorta. Chociaż trzeba było być naprawdę niedomyślnym, by się nie zorientować, że to w jaki sposób się wypowiada o czystości krwi, nie jest zbieżne z tym, co głosi Czarny Pan. On sam jednak nie miał widocznego na przedramieniu znaku. Ukrywał go wieloma zaklęciami maskującymi - weszło mu to tak w krew, że nawet w niektóre noce odnawiał zaklęcie, mimo że te noce spędzał sam.
- To jest rozkosznie wymijająca odpowiedź - mruknął, mrużąc nieco oczy. Była idealna - pełna niedopowiedzeń czy konkretnych obietnic, a jednak niosąca za sobą coś ekscytującego. Tak samo jak to, że Black nagle pobladł, robiąc się jeszcze bardziej bladym niż zwykle. Lestrange uśmiechnął się kącikiem ust, by unieść rękę Perseusa do swoich ust. - Zależy w którym momencie zapytasz. Obecnie? Ten, który zniszczył ci dotychczasowe życie.
A ogólnie? Każdy, kto nie wpisywał się w jego światopogląd. Mugole. Mugolaki. Szlamolubni czy każda osoba, która w teorii była neutralna, a w praktyce skłaniała się ku staremu porządkowi. Pracownicy Ministerstwa Magii, sama Ministra. Jego była dziewczyna, jego współpracownicy. Rodolphus miał dużo wrogów, lecz to jak mocno ich nienawidził zależało w dużej mierze od tego, w jakim momencie swojego życia się znajdował. Jeżeli Perseus myślał, że Rodolphus zapomniał o tej zniewadze, która wydarzyła się na weselu, to się mylił. Jednak było w tym coś pocieszającego: fakt, że nie uznał, że to jego wina. Albo usilnie chciał by Perseus myślał, że to nie jego wina. Obrał już swój cel, którym zdecydowanie nie był Black.
- Pójdę wziąć prysznic. Czy alkohol chociaż odrobinę wyparował z twojego ciała? - puścił jego rękę, nie dając mu żadnych powodów do tego, by myślał, że Lestrange stoi po stronie Voldemorta. Chociaż trzeba było być naprawdę niedomyślnym, by się nie zorientować, że to w jaki sposób się wypowiada o czystości krwi, nie jest zbieżne z tym, co głosi Czarny Pan. On sam jednak nie miał widocznego na przedramieniu znaku. Ukrywał go wieloma zaklęciami maskującymi - weszło mu to tak w krew, że nawet w niektóre noce odnawiał zaklęcie, mimo że te noce spędzał sam.