06.11.2024, 00:02 ✶
Słowa Rodolphusa sprawiły, że odwrócił od niego spojrzenie i wbił wzrok w pomiętą kołdrę leżącą obok niego. Nie był pewien, czy to komplement, czy sarkastyczny komentarz; nie potrafił czytać z tego chłopaka tak, jak czytał z zachowania innych ludzi i nie wiedział już, czy bardziej go to drażni, czy ekscytuje. Prawdopodobnie czuł obie te rzeczy naraz, napierające na siebie i oddziałujące z całą mocą. Nie chciał, żeby Lestrange zobaczył, jak wielkie wywarł na nim wrażenie - jak łatwo kruszeje pod wpływem jego woli, jak mięknie w jego dłoniach niczym rozgrzany wosk. Rodolphus chciał pomścić jego krzywdę, a Perseus nie wiedział, jak powinien się zachować. Nie przywykł do tego, że ktoś za nim się wstawia, zazwyczaj to on przyjmował ciosy za kogoś.
— To ja sam... Sam sobie to wszystko zrobiłem — odpowiedział wreszcie zawstydzony, ostrożnie starając się wyswobodzić z objęć młodzieńca, a potem nieznacznie spod niego wysunąć — Swoimi nieprzemyślanymi decyzjami.
Bo nawet jeśli to nie on wylał na Rodolphusa zupę, to osobiście zatrudnił niezdarnego chłopaka, który to zrobił. Nie on dolewał gościom niczego niepożądanego do drinków, ale wpuścił do rodowej posiadłości dwóch barmanów, którzy okrutnie zabawili się weselnikami. Nie miał nic wspólnego z anomalią w szklarni, ale nie sprawdził pracy ogrodnika i uwierzył mu na słowo, że wszystko jest w porządku. Wreszcie, jeśli za tymi wszystkimi katastrofami, jakie spadły na nich w dzień ślubu stała osoba, którą podejrzewał - to również była jego wina. Mógł nie łamać mu serca przed laty w Paryżu.
Przełknął nerwowo ślinę.
— Ah, tak, prysznic — mruknął, unosząc się na łokciu, a drugą ręką przetarł twarz — Łazienka jest naprzeciwko, czyste ręczniki są w wysokiej szafce obok umywalki, a ja chyba już wytrzeźwiałem.
Nie była to do końca prawda; wciąż czuł lekkość w głowie, niepotrzebnie przeciągał głoski, gdy mówił, a jego ruchy nosiły ślady alkoholowej bezradności, lecz nie do końca zdawał sobie z tego sprawy. Faktem jednak było, że jego umysł był mniej otępiały, niż godzinę temu.
— Poradzisz sobie, czy chcesz, abym ci wszystko pokazał? — dopiero teraz spojrzał na niego, a zielonkawy blask w czarnych oczach Perseusa sugerował, że nie było to zwykłe pytanie, a sugestia; zawoalowana obietnica tego, co może zdarzyć się w łazience.
— To ja sam... Sam sobie to wszystko zrobiłem — odpowiedział wreszcie zawstydzony, ostrożnie starając się wyswobodzić z objęć młodzieńca, a potem nieznacznie spod niego wysunąć — Swoimi nieprzemyślanymi decyzjami.
Bo nawet jeśli to nie on wylał na Rodolphusa zupę, to osobiście zatrudnił niezdarnego chłopaka, który to zrobił. Nie on dolewał gościom niczego niepożądanego do drinków, ale wpuścił do rodowej posiadłości dwóch barmanów, którzy okrutnie zabawili się weselnikami. Nie miał nic wspólnego z anomalią w szklarni, ale nie sprawdził pracy ogrodnika i uwierzył mu na słowo, że wszystko jest w porządku. Wreszcie, jeśli za tymi wszystkimi katastrofami, jakie spadły na nich w dzień ślubu stała osoba, którą podejrzewał - to również była jego wina. Mógł nie łamać mu serca przed laty w Paryżu.
Przełknął nerwowo ślinę.
— Ah, tak, prysznic — mruknął, unosząc się na łokciu, a drugą ręką przetarł twarz — Łazienka jest naprzeciwko, czyste ręczniki są w wysokiej szafce obok umywalki, a ja chyba już wytrzeźwiałem.
Nie była to do końca prawda; wciąż czuł lekkość w głowie, niepotrzebnie przeciągał głoski, gdy mówił, a jego ruchy nosiły ślady alkoholowej bezradności, lecz nie do końca zdawał sobie z tego sprawy. Faktem jednak było, że jego umysł był mniej otępiały, niż godzinę temu.
— Poradzisz sobie, czy chcesz, abym ci wszystko pokazał? — dopiero teraz spojrzał na niego, a zielonkawy blask w czarnych oczach Perseusa sugerował, że nie było to zwykłe pytanie, a sugestia; zawoalowana obietnica tego, co może zdarzyć się w łazience.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory