- Jeśli mogłabyś go o to zapytać to naprawdę byłabym wdzięczna. - Był to całkiem dobry pomysł na rozpoczęcie poszukiwań informacji. Nie przeszkadzało jej w tej chwili nawet to, że gardziła ministerstwem, może to był ten pierwszy raz, kiedy faktycznie mogło się jej do czegoś przydać istnienie tej instytucji? Warto było to sprawdzić. Komnata Śmierci nic jej raczej nie mówiła, ale skoro Bulstrode uznała, że to może być przydatne, to na pewno miało to jakiś sens, nie posłałaby jej w maliny, czy coś.
- Tak, oczywiście nie zamierzam od razu mówić wszystkim o tym, że mój brat jest wampirem. To byłoby bardzo nierozsądne. - Nie musiała jej o tym przypominać. Miała świadomość, że te bestie nie były mile widziane w społeczeństwie, wręcz przeciwnie. Nie ma się zresztą co dziwić, sama przecież nimi gardziła, to się nadal nie zmieniło, mimo, że pojawił się w jej życiu jeden, wampirzy wyjątek, którego kochała całym sercem. Zależało jej na tym, aby jakoś udało im się w tym wszystkim odnaleźć, chciała zorganizować Astarothowi pomoc, nie mogła go zostawić na pastwę losu. Wiedziała, że mógłby się w tym nie odnaleźć, szczególnie, że sam jeszcze nie dawno polował z nią na podobne bestie, mało kto mógłby sobie poradzić z taką zmianą sytuacji. To było naprawdę wiele.
Nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby odrzucić Astarotha. Odciąć się od niego i udawać, że się nie znają, a co gorsza zacząć na niego polować. Naturalnie przyszło jej pogodzenie się z tym, że będą musieli znaleźć jakiś sposób na to, aby mógł jakoś funkcjonować w społeczeństwie. Yaxleyowie byli bardzo zżytą rodziną, to nie był powód, aby kogoś skreślać. Zresztą obiecała rodzicom, że zajmie się bratem, że będzie go doglądać, wzięła na siebie odpowiedzialność za jego egzystencję między ludźmi i teraz faktycznie musiała się w to w pełni zaangażować, pomimo tego, że jej własne życie zaczęło się rozsypywać coraz bardziej. Musiała zacisnąć zęby i po prostu iść przed siebie, nie miała innego wyjścia.
- Rodzina powinna być najważniejszą wartością. - Co innego pozostawało im, kiedy żyli w takim pokręconym świecie?
- Dziękuję, myślę, że dzisiaj przyda mi się eliksir. - Tak, zdecydowanie potrzebowała czegoś mocniejszego i nie miała w tej chwili na myśli alkoholu.
- Jasne, i Flo... dziękuję za wszystko. - Musiała jej to powiedzieć, na pewno jutro zastanowi się nad tym, jak powinna się jej odwdzięczyć za to wsparcie, którego jej udzieliła.
Udała się do łazienki, w której doprowadziła się do względnego porządku, a potem znalazła się w salonie, w którym miała spędzić noc. Nim położyła się na kanapie to wypiła jeszcze eliksir na sen, żeby faktycznie przyszedł, nie była bowiem pewna, czy bez tego mogłaby chociaż zmrużyć oko. Po spożyciu całej fiolki ułożyła się na kanapie i pozwoliła sobie odpłynąć.