06.11.2024, 11:04 ✶
Faye rozdarła swoją paszczę, lecz nie wydobył się z niej przeraźliwy skowyt, którym zdążyła ich uraczyć już kilka razy. Ziewnęła - ziewnęła jak mały szczeniak, wciąż drobiąc w miejscu łapami. Było to widok zaiste ciekawy, dość niecodzienny, bo przecież wilkołaki nie były psami. Nie były małymi zwierzątkami, były bestiami, których bali się ludzie. Były nieprzewidywalne, były przerażające. A jednocześnie coś w tym konkretnym osobniku było... Nawet rozczulające. Faye podniosła głowę i mrugnęła powoli do niedźwiedzia, jakby chciała mu coś powiedzieć. Nawet przekrzywiła łeb, patrząc na skunksika, który wychynął zza jego wielkiego, włochatego tyłka. Jej ruchy stawały się powolne, charakterystyczne dla zwierząt, które właśnie zasypiają. Dopiero teraz można było jej się wyraźniej przyjrzeć.
Była wyczerpana. Nie tylko biegiem, ale również samą przemianą. Przemiany były cholernie bolesne, a ona nie zdążyła się do niej przygotować ani fizycznie, ani psychicznie. To, co się stało, nie było w żadnej mierze planowane, chociaż oni nie mogli tego wiedzieć. Ale ona jednak czuła, że są tu bezpieczni - a potrzebowała snu. Wilkołak ułożył wielki łeb na swoich łapach zupełnie tak, jakby nie odczuwał przerażenia, które wywoływały istoty, kłębiące się wokół kręgu. Chociaż może i była przerażona, ale fizyczność brała tu górę nad psychiką? Nie mogli jej zapytać, bo zasnęła. Jej boki zaczęły unosić się coraz wolniej i wolniej, a wilkołak po prostu zasnął, wśród przerażających stworzeń, pragnących wyssać z nich wszystko co żywe. To, co ich oddzielało od śmierci, to zaledwie kilka kamieni z dziwnymi, mlecznymi runami. I... Co teraz? Faye spała i nie wyglądało na to, że miała się prędko obudzić. Ile czasu potrzebował wilkołak na zregenerowanie się w pełni?
Dopiero po kilku dłuższych chwilach jej ciało zaczęło się zmieniać z powrotem. Zrzucać nadmiar skóry, futra, wszystkiego. Ale ona się nie budziła - widać było, że cierpi, lecz coś nie pozwalało jej się wybudzić. Przed nimi już nie spoczywała wielka, przerażająca bestia, a drobna kobieta, zwinięta w kłębek. Brudna od potu i ziemi, ale wciąż śpiąca. Może była nieprzytomna? Ale oddychała tak spokojnie, jakby spała. Zadziwiające jednak, że tak bolesna przemiana nie była w stanie jej obudzić.
Była wyczerpana. Nie tylko biegiem, ale również samą przemianą. Przemiany były cholernie bolesne, a ona nie zdążyła się do niej przygotować ani fizycznie, ani psychicznie. To, co się stało, nie było w żadnej mierze planowane, chociaż oni nie mogli tego wiedzieć. Ale ona jednak czuła, że są tu bezpieczni - a potrzebowała snu. Wilkołak ułożył wielki łeb na swoich łapach zupełnie tak, jakby nie odczuwał przerażenia, które wywoływały istoty, kłębiące się wokół kręgu. Chociaż może i była przerażona, ale fizyczność brała tu górę nad psychiką? Nie mogli jej zapytać, bo zasnęła. Jej boki zaczęły unosić się coraz wolniej i wolniej, a wilkołak po prostu zasnął, wśród przerażających stworzeń, pragnących wyssać z nich wszystko co żywe. To, co ich oddzielało od śmierci, to zaledwie kilka kamieni z dziwnymi, mlecznymi runami. I... Co teraz? Faye spała i nie wyglądało na to, że miała się prędko obudzić. Ile czasu potrzebował wilkołak na zregenerowanie się w pełni?
Dopiero po kilku dłuższych chwilach jej ciało zaczęło się zmieniać z powrotem. Zrzucać nadmiar skóry, futra, wszystkiego. Ale ona się nie budziła - widać było, że cierpi, lecz coś nie pozwalało jej się wybudzić. Przed nimi już nie spoczywała wielka, przerażająca bestia, a drobna kobieta, zwinięta w kłębek. Brudna od potu i ziemi, ale wciąż śpiąca. Może była nieprzytomna? Ale oddychała tak spokojnie, jakby spała. Zadziwiające jednak, że tak bolesna przemiana nie była w stanie jej obudzić.