06.11.2024, 12:12 ✶
Cathal zbyt był pogrążony w zamyśleniu - a może już nazbyt przyzwyczajony do tego, jak ich towarzyszka znosi teleportację – aby przejąć się tym, że Ginewra dochodziła do siebie po podróży. Zaciągnął się dymem, spoglądając wciąż w stronę wioski, nie oglądając się w stronę krzaków.
Wyglądało na to, że ani Figg, ani McGonagall nie mają tu preferencji albo nie chcą ich jasno wyrazić. Shafiq wydmuchał więc kłąb dymu, a potem zdeptał niedopałek i wyciągnął z kieszeni monetę. Zdało mu się to szybszym sposobem niż dyskusja, skoro nikt nie naciskał na konkretne rozwiązanie, a Cathal, chociaż umiał być cierpliwy, nie lubił niepotrzebnie marnować czasu.
- Orzeł wioska, reszka jezioro – poinformował. On miał zamiar sprawdzić oba te miejsca: gdyby planował iść tylko do jednego, pewnie z uporem maniaka obstawałby właśnie przy tym wyborze, ale skoro i tak chciał wpaść i tu, i tu, było mu wszystko jedno, do którego udadzą się najpierw. Wątpił, by mieszkańcy wioski wiedzieli cokolwiek o Cassandrze Blackwood, ale nauczył się sprawdzać wszystkie tropy. I tak zbyt wiele z nich prowadziło do ślepych uliczek.
Cathal podrzucił monetę, złapał ją w locie i ułożył na wierzchu dłoni.
- Orzeł.
Obejrzał się jeszcze na nich, dając chwilę na ewentualne uwagi czy przemyślenia, zanim ruszył w dół wzgórza, ku zabudowaniom.
Skręcając w prawo, trafiliby na wiekowy cmentarz, położony kawałek za wioską, otoczony częściowo skruszałym, kamiennym murem, na którym pomiędzy grobami szumiały wierzby. Idąc w lewo zbliżyliby się do budynków, które dało się wcześniej zobaczyć z góry. Przynajmniej jeden z nich leżał już w ruinie, z pewnością niezamieszkany – dwa, w tym jeden pod lasem, wyglądały, jakby zaraz w ruinę miały popaść. Reszta, rozsiana po okolicy, wyglądała jak typowe, mugolskie domy: zdążyli sprawdzić, że w okolicy powinna mieszkać przynajmniej jedna, może dwie rodziny czarodziejów, ale na pierwszy rzut oka nie dało się rozróżnić, które z nich należą do kogoś.
Zza jakiegoś płotu zaszczekał pies, z jednego z kominów unosił się dym. Parka dzieci bawiła się na ulicy piłką, na drewnianej, zmurszałej ławce pod domem siedziała starsza kobieta, zza innego zabudowania docierał ich uszu dźwięk rąbanego drewna. Nic nadzwyczajnego – zwykła, niewielka, raczej uboga wioska.
Wyglądało na to, że ani Figg, ani McGonagall nie mają tu preferencji albo nie chcą ich jasno wyrazić. Shafiq wydmuchał więc kłąb dymu, a potem zdeptał niedopałek i wyciągnął z kieszeni monetę. Zdało mu się to szybszym sposobem niż dyskusja, skoro nikt nie naciskał na konkretne rozwiązanie, a Cathal, chociaż umiał być cierpliwy, nie lubił niepotrzebnie marnować czasu.
- Orzeł wioska, reszka jezioro – poinformował. On miał zamiar sprawdzić oba te miejsca: gdyby planował iść tylko do jednego, pewnie z uporem maniaka obstawałby właśnie przy tym wyborze, ale skoro i tak chciał wpaść i tu, i tu, było mu wszystko jedno, do którego udadzą się najpierw. Wątpił, by mieszkańcy wioski wiedzieli cokolwiek o Cassandrze Blackwood, ale nauczył się sprawdzać wszystkie tropy. I tak zbyt wiele z nich prowadziło do ślepych uliczek.
Cathal podrzucił monetę, złapał ją w locie i ułożył na wierzchu dłoni.
- Orzeł.
Obejrzał się jeszcze na nich, dając chwilę na ewentualne uwagi czy przemyślenia, zanim ruszył w dół wzgórza, ku zabudowaniom.
Skręcając w prawo, trafiliby na wiekowy cmentarz, położony kawałek za wioską, otoczony częściowo skruszałym, kamiennym murem, na którym pomiędzy grobami szumiały wierzby. Idąc w lewo zbliżyliby się do budynków, które dało się wcześniej zobaczyć z góry. Przynajmniej jeden z nich leżał już w ruinie, z pewnością niezamieszkany – dwa, w tym jeden pod lasem, wyglądały, jakby zaraz w ruinę miały popaść. Reszta, rozsiana po okolicy, wyglądała jak typowe, mugolskie domy: zdążyli sprawdzić, że w okolicy powinna mieszkać przynajmniej jedna, może dwie rodziny czarodziejów, ale na pierwszy rzut oka nie dało się rozróżnić, które z nich należą do kogoś.
Zza jakiegoś płotu zaszczekał pies, z jednego z kominów unosił się dym. Parka dzieci bawiła się na ulicy piłką, na drewnianej, zmurszałej ławce pod domem siedziała starsza kobieta, zza innego zabudowania docierał ich uszu dźwięk rąbanego drewna. Nic nadzwyczajnego – zwykła, niewielka, raczej uboga wioska.