Mimo badawczej frustracji, ruch i działanie tchnęły nową energię w zespół.
Pani Abbot pozostała pasywna, czujnie obserwując zebranych, choć jej wzrok uciekał cały czas ku tubie. Ururqat trzymając w rękach nauszniki podszedł za Norą i Ambroisem do Ekipy stojącej przy transparentnej doniczce. Nic spektakularnego się nie wydarzyło po pozbawieniu rośliny wici, nie zaatakowała zgromadzonych, nie naparła na magiczne szkło, ale też nie pojawiła się w mniejszym wymiarze: druga witka, której mogli się spodziewać, nie zajęła miejsca pierwszej.
Ostatecznie, gdy drzwi za Cameronem się zamknęły, pani Abbot zdecydowała się zsunąć nauszniki, aby normalnym głosem przekazać swoje sugestie:
- Szanowni państwo. Sądzę, że ów wici reagują tak samo jak liście po odseparowaniu od rośliny, co oznacza, że należałoby z niej pobrać sok, ale próbka pobrana z bulwy nie powinna się rozsypać. Rozumiem państwa obawy co do bezpieczeństwa podczas tej operacji, proponowałabym, abyśmy zachowali podział na zespoły. Razem z panem Ururquatem zabezpieczymy donicę. Uwolnię podstawę tuby, aby rozsypać ziemię i odsłonić bulwę do poziomu wystąpienia jej ramienia, a gdy Panstwo pobiorą sok z niego oraz próbkę z głównej części rośliny, zamknę dół, a mój zastępca translokuje ziemię, by na powrót uspokoić roślinę jej ciężarem. Byłoby wskazane, żeby któryś z państwa był gotowy, aby wesprzeć mnie lub jego w tych działaniach. Awaryjnie. Mam pełną świadomość, że magia bywa toporna w tak subtelnych pracach, ale to rozwiązanie wydaje mi się... bezpieczniejsze, niż dezaktywowanie tuby od góry. Chyba, że któreś z Państwa ma inną sugestie przeprowadzenia tego badania? - Czas ostudził jej głos, zdawała się być znów tylko życzliwą, nieco zdziwaczałą staruszką, która dałaby się łatwo wprowadzić w przysłowiowe maliny. Osoby znające się na ludziach wiedziały, że najchętniej poszłaby za sercem i pierwszym planem, który zakłądał całkowite opuszczenie tuby i konfrontację z tym co zastaną wewnątrz, ale najwidoczniej miała powody, by trzymać swój temperament na wodzy.
Pani Abbot pozostała pasywna, czujnie obserwując zebranych, choć jej wzrok uciekał cały czas ku tubie. Ururqat trzymając w rękach nauszniki podszedł za Norą i Ambroisem do Ekipy stojącej przy transparentnej doniczce. Nic spektakularnego się nie wydarzyło po pozbawieniu rośliny wici, nie zaatakowała zgromadzonych, nie naparła na magiczne szkło, ale też nie pojawiła się w mniejszym wymiarze: druga witka, której mogli się spodziewać, nie zajęła miejsca pierwszej.
Ostatecznie, gdy drzwi za Cameronem się zamknęły, pani Abbot zdecydowała się zsunąć nauszniki, aby normalnym głosem przekazać swoje sugestie:
- Szanowni państwo. Sądzę, że ów wici reagują tak samo jak liście po odseparowaniu od rośliny, co oznacza, że należałoby z niej pobrać sok, ale próbka pobrana z bulwy nie powinna się rozsypać. Rozumiem państwa obawy co do bezpieczeństwa podczas tej operacji, proponowałabym, abyśmy zachowali podział na zespoły. Razem z panem Ururquatem zabezpieczymy donicę. Uwolnię podstawę tuby, aby rozsypać ziemię i odsłonić bulwę do poziomu wystąpienia jej ramienia, a gdy Panstwo pobiorą sok z niego oraz próbkę z głównej części rośliny, zamknę dół, a mój zastępca translokuje ziemię, by na powrót uspokoić roślinę jej ciężarem. Byłoby wskazane, żeby któryś z państwa był gotowy, aby wesprzeć mnie lub jego w tych działaniach. Awaryjnie. Mam pełną świadomość, że magia bywa toporna w tak subtelnych pracach, ale to rozwiązanie wydaje mi się... bezpieczniejsze, niż dezaktywowanie tuby od góry. Chyba, że któreś z Państwa ma inną sugestie przeprowadzenia tego badania? - Czas ostudził jej głos, zdawała się być znów tylko życzliwą, nieco zdziwaczałą staruszką, która dałaby się łatwo wprowadzić w przysłowiowe maliny. Osoby znające się na ludziach wiedziały, że najchętniej poszłaby za sercem i pierwszym planem, który zakłądał całkowite opuszczenie tuby i konfrontację z tym co zastaną wewnątrz, ale najwidoczniej miała powody, by trzymać swój temperament na wodzy.
Tura trwa do 11.11, godz. 23:59