06.11.2024, 19:02 ✶
Martwił się. Oczywiście, że się martwił, bo gdyby tak nie było to nie byłby sobą, a jednocześnie też jak zawsze starał się niczego nie pokazywać. Zobaczyć Bertiego autentycznie smutnego było nie lada wydarzeniem, bo mężczyzna przecież niemal nieustannie miał do twarzy przyklejony dobrotliwy uśmiech, który ukrywał się w kącikach ust nawet kiedy prym zdawały się wieść zupełnie inne emocje. A teraz, kiedy miał obok siebie Millie, starał się jeszcze bardziej. Jej delikatna psychika wydawała się móc rozpaść w każdej chwili, wzburzona najlżejszym powiewem wiatru o ile tylko zawiałby z odpowiedniej strony. A kiedy nie było przy niej Alastora, cóż... Bott dwoił się i troił nie tyle po to żeby go zastąpić, bo było to zwyczajnie niemożliwe, a żeby udzielić jej jak najwięcej wsparcia. Żeby nie czuła się samotna.
Spędził godzinę patrząc na miotającą się bezładnie Millie, z troską śledząc każdy jej ruch i z pewnym strachem pytając co chwilę Perseusa co się dzieje, czy tak powinno być i błagając go, żeby coś zrobił. A potem Moody wreszcie otworzyła oczy i Bott odetchnął z wyraźną ulgą, chwytając ją za ramiona i obejmując w opiekuńczym geście.
- Nic ci nie jest? - zapytał, wzbraniając się od tego by powtórzyć słowa po Blacku, nawet jeśli bardzo chciał. Oczywiście, że nie było dobrze; kobieta kuliła się wciąż na leżance i Bott mgliście zdawał sobie sprawę z tego, że bezpieczeństwo też mogło być dla niej kwestią sporną. Dla nich rzeczywistość była bezproblemowa, ale dla niej? Dla niej mogła być tak samo dotkliwa jak świat snów.
Spędził godzinę patrząc na miotającą się bezładnie Millie, z troską śledząc każdy jej ruch i z pewnym strachem pytając co chwilę Perseusa co się dzieje, czy tak powinno być i błagając go, żeby coś zrobił. A potem Moody wreszcie otworzyła oczy i Bott odetchnął z wyraźną ulgą, chwytając ją za ramiona i obejmując w opiekuńczym geście.
- Nic ci nie jest? - zapytał, wzbraniając się od tego by powtórzyć słowa po Blacku, nawet jeśli bardzo chciał. Oczywiście, że nie było dobrze; kobieta kuliła się wciąż na leżance i Bott mgliście zdawał sobie sprawę z tego, że bezpieczeństwo też mogło być dla niej kwestią sporną. Dla nich rzeczywistość była bezproblemowa, ale dla niej? Dla niej mogła być tak samo dotkliwa jak świat snów.