07.11.2024, 00:54 ✶
Chciał odpowiedzieć mu czymś błyskotliwym, być może rzucić jakąś interesującą anegdotą na temat omylności pozorów, ale zazdrość kotłowała się nieprzyjemnie w jego żołądku i jedyną myślą kołatającą w głowie Perseusa było pytanie "czy on jest jedną z tych osób, które leczą twoją samotność, Laurencie", dlatego zachowując resztki instynktu samozachowawczego wolał milczeć, niż powiedzieć coś, co mogłoby położyć się cieniem na ich relacji. Wbił więc spojrzenie w ziemię pod jego stopami i niby od niechcenia potrącił końcówką buta zakurzony kamyczek. Herbata w kubku zakołysała się niebezpiecznie blisko jego krawędzi, kiedy drżące dłonie zacisnęły się wokół niego mocniej, z desperacją niemalże, jakby liczył na to, że ciepły napar ogrzeje jego skostniałe sumienie i stopi lód zobojętnienia, który powoli okalał jego psyche.
— Nie jestem do końca pewien — pokręcił głową, nadal bojąc się podnieść na niego wzrok — Odkąd tutaj przybyłem, nie mogę wyzbyć się myśli, że... że.... jesteś mi droższy, niż mógłbyś przypuszczać.
A może jednak Laurent się domyślał i to właśnie go tak przerażało w Perseusie? Czy to nie strach czaił się w jego błękitnych oczach, gdy całował jego dłoń? Nie cofnął jej, to prawda, ale też w żaden sposób nie dał mu odczuć, że ten gest był dla niego miły i Black poczuł się ze sobą bardzo źle. Puścił więc go i odwrócił się od niego zawstydzony i zawiedziony sobą; przecież obiecał mu, że nie będzie jak ci wszyscy zaślepieni przez chuć mężczyźni, którzy wyciągali po niego swoje brudne łapska, by skalać jego eteryczną sylwetkę w chłodnej pościeli, a tymczasem sam nie mógł się powstrzymać, wymuszał dotyk, który w ostatecznym rozrachunku wcale nie sprawił mu przyjemności. Nie, kiedy zobaczył jego skonfundowane oczy. Och, jakże bardzo sobą w tamtym momencie wzgardzał.
— Przepraszam, ja... — urwał, szukając najlepszych słów, by jakoś wytłumaczyć swoje postępowanie, ale przychodziło mu to z wielkim trudem — Chciałem tylko... Żebyś wiedział, że ja.... Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.
Przestraszyłem cię?, smutno zapytały jego szkliste oczy, w momencie, w którym zaproponował przełożenie tej rozmowy. Zaraz jednak pojawiło się w nich zmatowienie charakterystyczne dla bezsilnej akceptacji, a ramiona opadły w dół.
— Za cztery dni wypływam do Brazylii i wracam we wrześniu. Jeśli znalazłbyś dla mnie czas przed wyjazdem... Byłbym ci ogromnie wdzięczny, Laurencie.
— Nie jestem do końca pewien — pokręcił głową, nadal bojąc się podnieść na niego wzrok — Odkąd tutaj przybyłem, nie mogę wyzbyć się myśli, że... że.... jesteś mi droższy, niż mógłbyś przypuszczać.
A może jednak Laurent się domyślał i to właśnie go tak przerażało w Perseusie? Czy to nie strach czaił się w jego błękitnych oczach, gdy całował jego dłoń? Nie cofnął jej, to prawda, ale też w żaden sposób nie dał mu odczuć, że ten gest był dla niego miły i Black poczuł się ze sobą bardzo źle. Puścił więc go i odwrócił się od niego zawstydzony i zawiedziony sobą; przecież obiecał mu, że nie będzie jak ci wszyscy zaślepieni przez chuć mężczyźni, którzy wyciągali po niego swoje brudne łapska, by skalać jego eteryczną sylwetkę w chłodnej pościeli, a tymczasem sam nie mógł się powstrzymać, wymuszał dotyk, który w ostatecznym rozrachunku wcale nie sprawił mu przyjemności. Nie, kiedy zobaczył jego skonfundowane oczy. Och, jakże bardzo sobą w tamtym momencie wzgardzał.
— Przepraszam, ja... — urwał, szukając najlepszych słów, by jakoś wytłumaczyć swoje postępowanie, ale przychodziło mu to z wielkim trudem — Chciałem tylko... Żebyś wiedział, że ja.... Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.
Przestraszyłem cię?, smutno zapytały jego szkliste oczy, w momencie, w którym zaproponował przełożenie tej rozmowy. Zaraz jednak pojawiło się w nich zmatowienie charakterystyczne dla bezsilnej akceptacji, a ramiona opadły w dół.
— Za cztery dni wypływam do Brazylii i wracam we wrześniu. Jeśli znalazłbyś dla mnie czas przed wyjazdem... Byłbym ci ogromnie wdzięczny, Laurencie.
Koniec sesji
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory