07.11.2024, 01:03 ✶
Samo wyobrażenie, sama wizja tego, co opisywał jej Morpheus napełniała ją… dumą. Szczęściem. Chciała powiedzieć, że dorastał, ale to ten okres miał już dawno za sobą. Co nie zmieniało nastawienia Tessy i tego, że czasami nadal widziała go jako czternastolatka przed mutacją, który spoconymi rękami prowadził ją w stronę kuchni, aby mogli tam spokojnie porozmawiać.
Spojrzała w jego ciemne oczy, umęczone niewypowiedzianymi słowami i niewidocznymi bliznami, które tak skrzętnie chował pod kopułą. I naprawdę miała ochotę to wszystko z siebie wyrzucić. Złapać go za sweter, ukryć swoją twarz w zagłębieniu szyi brata i wyszeptać mu wszystko to, co leżało jej na sercu. Ale nie powinna. Nie mogła.
Pozostało jej zatem tylko powolne odwzajemnienie gestu, chwycenie dłoni Morpheusa swoją własną i wtulenie policzka we wnętrze jego dłoni.
— Umrę? — powtórzyła w końcu, po kilkunastu sekundach milczenia. Głos Tessy załamał się lekko pod wpływem emocji, które nie chciały przejść przez zaciśnięte gardło, więc tylko… — Nie chcę umierać, Morpheusie.
Zamrugała parę razy, chcąc pozbyć się wilgoci w kącikach oczu i nagłego uczucia ciepła, które rozlewało się na jej policzkach i karku. Nie zrobiła przecież jeszcze tylu rzeczy! Co będzie z Piernikiem? Kto zajmie się antykwariatem? Wiedziała, że najważniejszym pytaniem z całej gromady tych innych, niezdolnych do uformowania się w tamtej chwili, było to, co będzie z jej byłym mężem. Przejmowałby się jej śmiercią? Myślała, że tak. Chciała tak myśleć.
Naprawdę za nim tęskniła.
— Proszę, chodźmy już — szepnęła, odejmując dłoń brata od policzka, ale nie myślała nawet jej puścić. Ścisnęła ją tylko delikatnie swoimi własnymi palcami, a drugą ręką otarła prędko oczy. — Im szybciej to załatwimy, tym prędzej będziemy mogli się śmiać z całej tej sytuacji. Załatwmy te cholerne ryby.
Kiedy już zebrali wszystkie swoje rzeczy, a Tessa przeszła się jeszcze pomiędzy wszystkimi artefaktami, rozłożonymi w swoim zorganizowanym chaosie; przejechała dłonią po lekko zakurzonych półkach, przestawiła kilka ceramicznych pierdółek i poprawiła te, stojące w witrynie. Potem tylko zamknęła drzwi na klucz, wcześniej zmieniając plakietkę w drzwiach na dziwnie grobowe Zamknięte. Miała tylko nadzieję, że nie na zawsze.
Spojrzała w jego ciemne oczy, umęczone niewypowiedzianymi słowami i niewidocznymi bliznami, które tak skrzętnie chował pod kopułą. I naprawdę miała ochotę to wszystko z siebie wyrzucić. Złapać go za sweter, ukryć swoją twarz w zagłębieniu szyi brata i wyszeptać mu wszystko to, co leżało jej na sercu. Ale nie powinna. Nie mogła.
Pozostało jej zatem tylko powolne odwzajemnienie gestu, chwycenie dłoni Morpheusa swoją własną i wtulenie policzka we wnętrze jego dłoni.
— Umrę? — powtórzyła w końcu, po kilkunastu sekundach milczenia. Głos Tessy załamał się lekko pod wpływem emocji, które nie chciały przejść przez zaciśnięte gardło, więc tylko… — Nie chcę umierać, Morpheusie.
Zamrugała parę razy, chcąc pozbyć się wilgoci w kącikach oczu i nagłego uczucia ciepła, które rozlewało się na jej policzkach i karku. Nie zrobiła przecież jeszcze tylu rzeczy! Co będzie z Piernikiem? Kto zajmie się antykwariatem? Wiedziała, że najważniejszym pytaniem z całej gromady tych innych, niezdolnych do uformowania się w tamtej chwili, było to, co będzie z jej byłym mężem. Przejmowałby się jej śmiercią? Myślała, że tak. Chciała tak myśleć.
Naprawdę za nim tęskniła.
— Proszę, chodźmy już — szepnęła, odejmując dłoń brata od policzka, ale nie myślała nawet jej puścić. Ścisnęła ją tylko delikatnie swoimi własnymi palcami, a drugą ręką otarła prędko oczy. — Im szybciej to załatwimy, tym prędzej będziemy mogli się śmiać z całej tej sytuacji. Załatwmy te cholerne ryby.
Kiedy już zebrali wszystkie swoje rzeczy, a Tessa przeszła się jeszcze pomiędzy wszystkimi artefaktami, rozłożonymi w swoim zorganizowanym chaosie; przejechała dłonią po lekko zakurzonych półkach, przestawiła kilka ceramicznych pierdółek i poprawiła te, stojące w witrynie. Potem tylko zamknęła drzwi na klucz, wcześniej zmieniając plakietkę w drzwiach na dziwnie grobowe Zamknięte. Miała tylko nadzieję, że nie na zawsze.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you