Cieszyła się z tego, że nie ma przesadnych chęci do tego, aby demonstrować, kto ma tutaj więcej do powiedzenia, odpowiadało jej to, że przyjęli do wiadomości to, iż są na równi. Mogli angażować się w sprawy na podobnym poziomie, nie próbował jej na siłę udowadniać, że to powinno być po jego stronie. Doceniała to, bo właściwie to nie było, aż tak oczywiste. Niektórzy mężczyźni lubili demonstrować, że to oni noszą spodnie w związku i są panami i władcami wszystkiego, co dzieje się wokół nich. Yaxleyówna by sobie nie poradziła z taką demonstracją męskości, to nigdy nie było coś, czego pragnęła dla siebie i swojego życia. Właściwie to nigdy nie sądziła, że będzie je dzielić z kimkolwiek, więc to, że w ogóle postanowiła wejść w coś stałego było dla niej sporą odmianą. W przypadku Ambroisa jednak nie miała wątpliwości, że to jest odpowiednie i naprawdę chce tego, aby faktycznie tworzyli parę.
- To prawda, miałam już prawdziwy pokaz twoich umiejętności. - Nie wyprze pewnie nigdy z pamięci jego obrazu, kiedy fiksował się na tym, żeby wyjaśnić co się między nimi wydarzyło pewnego pięknego zimowego dnia. Zastanawiała się czasem nad tym, jaką ilość książek wtedy przeczytał, i czy ona w ogóle przeczytała ich tyle przez całe swoje życie. Pewnie nie, Geraldine nie należała do osób szczególnie cierpliwych, wolała uczyć się poprzez praktykę.
To nie tak, że miałaby coś przeciwko temu, żeby kiedyś w ogóle brać pod uwagę to, że faktycznie mogliby zająć się tymi oficjalnymi sprawami związanymi z uregulowaniem ich relacji, ale póki co, zdecydowanie wolała tego uniknąć. Może i były to żarty, ale niosły ze sobą deklaracje, na które aktualnie chyba nie była jeszcze gotowa. Yaxleyówne przerażało takie ograniczenie jej wolności. Była pewna uczuć, jakimi darzyła Ambroisa, jednak to na ten moment byłoby dla niej trochę za dużo.
- To nie tak, że się obawiam, ale sam wiesz. - Nie chciała, żeby opacznie zrozumiał jej słowa, bo naprawdę jej na nim zależało, ale nad takimi oficjalnymi i tradycyjnymi krokami powinni zastanowić się zdecydowanie później. Zresztą i tak aktualnie dosyć szybko brnęli do przodu.
Nie przeszkadzało jej to wcale, podobało jej się to, jak zaczęli ze sobą współgrać, gdy wreszcie zrozumieli, że jest to spowodowane czymś więcej. Mieli jednak szansę naprawdę poznać się na różnych płaszczyznach nim odkryli, co zaczęło ich łączyć. To również pomagało w pewien sposób odnaleźć się w aktualnej sytuacji, dostosować do tego, że ta relacja była czymś więcej. Tamten czas nie był stracony, mogła się choć trochę nauczyć tego, jak reagował na najróżniejsze momenty w swoim życiu. Wiedziała w jaki sposób powinna się zachować, żeby nie wzbudzać w nim zupełnie niepotrzebnych reakcji.
- Tak, ta prawdziwa wersja jest nieco skomplikowana. - Nie dało się tego ukryć, była to droga pełna zakrętów i zwrotów akcji, aczkolwiek idealnie pasowała do ludzi takich jak oni. Nie byli typowi i to, co przeżyli ze sobą również nie należało raczej do potocznych sytuacji. Może dlatego wydawało się, że to jest tak bardzo ich, coś dziwnego, nie do końca przewidywalnego, tak samo jak oni.
Raczej nie zakładała, że kiedykolwiek uzależni się od jakiejkolwiek osoby tak bardzo. Czuła, że tak bardzo przyzwyczaiła się do jego obecności, że nie umiała sobie aktualnie wyobrazić siebie w przyszłości bez niego. To było dla niej dosyć sporo, duża zmiana, zważając na to, że zawsze uważała, że każda, kolejna bliska relacja jest słabością. O ich związku nie myślała w ten sposób, wręcz przeciwnie wydawało jej się, że razem mogą zdziałać naprawdę wiele, że staną się silniejsi, nie chciała być dłużej jednostką, ten duet wynagradzał jej wszystkie lata, kiedy musiała walczyć o siebie w samotności. Dotarło do niej, że tak właściwie przez całe swoje życie była sama, otaczała się wianuszkiem ludzi, ale nigdy się do nikogo tak naprawdę nie zbliżyła. Nie miała osoby której mogłaby powierzyć swoje najbardziej skrywane tajemnice, teraz się to zmieniło. Nie miała oporów przed tym, aby podzielić się z nim każdym, nawet najmniejszym szczegółem ze swojego życia.
Znowu ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie, to było niebezpieczne, miała tego świadomość, ciężko jej było trzymać emocje na wodzy, gdy znajdował się przy niej. Miała ochotę zbliżyć się jeszcze bardziej, w końcu złączyć ich usta w pocałunku, ale obawiała się, że mogłoby się to zakończyć sporym wybuchem żądzy, nad którą nie byłaby w stanie zapanować. Dlatego też wstrzymała oddech, bała się chociażby ruszyć, żeby nie spowodować tego, że zmierzy to w kierunku, w którym bardzo by chciała, żeby poszło.
Dostrzegła, że on również toczy ze sobą wewnętrzną walkę, czy to faktycznie było teraz potrzebne? Nie wydawało jej się, mogli rozsądnie zarządzać czasem, zapewne nikt by nawet nie zauważył, że ich nieco poniosło. Nie powinni ich tu nawiedzić, usłyszeliby gdyby ktoś się zbliżył do biblioteki, może więc to wcale nie był taki głupi pomysł. Bez sensu było zastanawiać się nad tym, czy w ogóle powinni do tego dopuszczać, bo niepotrzebnie tracili cenne minuty.
- Czy to głupie? Wspomniałeś o galeonach, a ja nie lubię mieć długów, wypadałoby więc się ich pozbyć, za swoje zachowanie nie zamierzam przepraszać, ani się odpłacać. - Próbowała mu wyjaśnić swój tok rozumowania, który chyba nie należał do najprostszych, dzisiaj nic zresztą nie miało być łatwe. Szczególnie, kiedy ponownie poczuła dotyk dłoni mężczyzny na swojej nodze.
- Nie myślę, raczej mam pewność. - Był to chyba moment, w którym stwierdziła, że ma gdzieś te wszystkie zasady, których usilnie próbowali przestrzegać, przecież to i tak nie było im potrzebne. Nie musieli udawać kogoś kim nie są, to nie miało większego znaczenia. Wszyscy już wiedzieli, że się sobą interesują, mogli więc przekraczać granice, te które dla niektórych nie powinny być przekraczalne, za późno jednak było na to w ich przypadku, przecież należeli do siebie.
Jego spojrzenie, wzrok którym ją przeszywał tylko upewnił Yaxleyówne w tym, że nie ma innego wyjścia. Nie odpowiadała mu na kolejne słowa, wyciągnęła dłoń i złapała go za brzeg ubrania, aby w końcu przyciągnąć do siebie i nie wypuszczać. Miała w głębokim poważaniu to, czy ktoś ich na tym przyłapie. Odczuwała silną potrzebę, z którą nie zamierzała walczyć, wolała zdecydowanie ją zaspokoić.
Jej usta wpiły się w jego, łaknęła tej bliskości, nie mogła się powstrzymać przed tym, aby go nie całować. Zresztą zbyt długo się opierali temu uczuciu, które pojawiło się, gdy tylko usiadła na tym parapecie obok niego. Próbowała nie zrobić mu krzywdy, ale jej zęby haczyły o jego usta, nie do końca była w stanie zapanować nad tym, że chciała jak naintensywniej doświadczyć tej bliskości.
Zdawała sobie sprawę, że teraz nie będzie już odwrotu, tak już mieli, że kiedy zaczynali się do siebie zbliżać, to nie potrafili powstrzymać tego pragnienia, musieli je ugasić do końca.