22.01.2023, 00:16 ✶
Z facetami to cholera jasna zawsze jest problem, albo po prostu ona trafiała na jakichś zwichrowanych. Jeden peplał jedynie o tym co uważa jego matka (aż jej się rzygać chciało, słowo), a drugi prawie w ogóle nie gadał i trzeba było z niego rzeczy wyciągać niemalże siłą. Rzeczywiście – prawie jak z dzieckiem. Tylko takim trochę większym, bardziej upartym i zdecydowanie bardziej niebezpiecznym niż pięciolatek, którego Victoria bardzo szybko by spacyfikowała i ustawiła do pionu. Sauriel to w ogóle inna gadka – jej prywatne zadanie domowe, które musiała rozwiązać, a nie będzie na to miała całego czasu świata. Prawdę mówiąc to tego czasu było coraz mniej z każdym dniem i co zrobisz krok, to cofasz się o dwa i w rezultacie jesteś bardziej w tyle niż na samym początku. To było frustrujące. Starasz się, dwoisz i troisz i w efekcie… jest no co. I jeszcze masz świadomość, że gdyby nie te starania, to w ogóle byliby daleko w tyle za mugolami.
Spojrzała na niego tak, ale to tak kiedy stwierdził, ze to tylko dziesięć minut i że przesadza. No dobrze, czyli czas na rundę drugą.
- Nie przesadzam. Masz minę jakby ci skunks nasikał do butów, a nie potrafisz użyć celnego Chłoszczyść, żeby się wyczyścić, więc wyszedłeś na spotkanie ze smrodem. Ogólnie to chcę powiedzieć, że nawet ślepy by zauważył, że przyszedłeś tu jak na ścięcie – tak, to było straszne. Bo Victoria miała wrażenie, że zaraz będą mieli tutaj powtórkę z sylwestra, a ona nie miała na to ochoty. Siłę miała, jeszcze, ale nie zamierzała się z nim bawić w kotka i myszkę, bo dojdą w ten sposób donikąd. I naprawdę nie wiedziała co się dzieje. I dlaczego. I tak się składało, że w tym wagoniku Sauriel nie siedział sam, więc miłoby jej było, gdyby mogli jakoś… pracować nad tym wszystkim… we dwoje. A nie osobno. I to przeciwko sobie, a nie razem jak należało.
- Zaczynam podejrzewać, że masz go za każdym razem kiedy mnie widzisz – powiedziała z goryczą i teraz to ona odwróciła od niego wzrok. Zrobiła zgrabny unik. Bo ostatnio, podczas tego zakładu, też mu się nagle popsuł humor i co… Zupełnie nie miała pomysłu jak miała sobie z nim radzić kiedy wpadał w ten nastrój. Ani co jest powodem tez nie wiedziała, chociaż teraz naprawdę powiedziała to, co myślała: że to jej wina.
I nie, nie pytała dlatego, że chciała źle. W ogóle nie chciała źle. Chciała dobrze. Ale w jedną osobę się nie dało dobrze.
- Zapominasz tylko, że czy będziesz miły czy nie to akurat w tym wypadku oczekiwania zawsze będą – skrzywiła się wyraźnie i westchnęła, teraz już ściągając dłonie ze stolika i chowając je na udach, żeby Sauriel nie widział, że choć miała je splecione, to ze zdenerwowania aż je zaciskała z dużą siłą. - Przykro mi, że przez lata będziesz się musiał do mnie przyzwyczajać. Ale tak się składa, że ja muszę do ciebie i nie jest to proste, bo jak już myślę w którym kierunku iść to ty tak gwałtownie go zmieniasz, że trudno mi nadążyć. Nie jesteś tutaj sam, wiesz? – a miała wrażenie, że o tym zapomniał. Że pan książę nie jest tutaj jedyną osobą, która musi to jagoś ogarnąć, przyzwyczaić się i… żyć z tym. A najgorsze było to, że… w sumie to ją zabolało to, co powiedział.
Niepotrzebnie robiła sobie nadzieję na jakąkolwiek normalność. Ale czy to źle marzyć?
Spojrzała na niego tak, ale to tak kiedy stwierdził, ze to tylko dziesięć minut i że przesadza. No dobrze, czyli czas na rundę drugą.
- Nie przesadzam. Masz minę jakby ci skunks nasikał do butów, a nie potrafisz użyć celnego Chłoszczyść, żeby się wyczyścić, więc wyszedłeś na spotkanie ze smrodem. Ogólnie to chcę powiedzieć, że nawet ślepy by zauważył, że przyszedłeś tu jak na ścięcie – tak, to było straszne. Bo Victoria miała wrażenie, że zaraz będą mieli tutaj powtórkę z sylwestra, a ona nie miała na to ochoty. Siłę miała, jeszcze, ale nie zamierzała się z nim bawić w kotka i myszkę, bo dojdą w ten sposób donikąd. I naprawdę nie wiedziała co się dzieje. I dlaczego. I tak się składało, że w tym wagoniku Sauriel nie siedział sam, więc miłoby jej było, gdyby mogli jakoś… pracować nad tym wszystkim… we dwoje. A nie osobno. I to przeciwko sobie, a nie razem jak należało.
- Zaczynam podejrzewać, że masz go za każdym razem kiedy mnie widzisz – powiedziała z goryczą i teraz to ona odwróciła od niego wzrok. Zrobiła zgrabny unik. Bo ostatnio, podczas tego zakładu, też mu się nagle popsuł humor i co… Zupełnie nie miała pomysłu jak miała sobie z nim radzić kiedy wpadał w ten nastrój. Ani co jest powodem tez nie wiedziała, chociaż teraz naprawdę powiedziała to, co myślała: że to jej wina.
I nie, nie pytała dlatego, że chciała źle. W ogóle nie chciała źle. Chciała dobrze. Ale w jedną osobę się nie dało dobrze.
- Zapominasz tylko, że czy będziesz miły czy nie to akurat w tym wypadku oczekiwania zawsze będą – skrzywiła się wyraźnie i westchnęła, teraz już ściągając dłonie ze stolika i chowając je na udach, żeby Sauriel nie widział, że choć miała je splecione, to ze zdenerwowania aż je zaciskała z dużą siłą. - Przykro mi, że przez lata będziesz się musiał do mnie przyzwyczajać. Ale tak się składa, że ja muszę do ciebie i nie jest to proste, bo jak już myślę w którym kierunku iść to ty tak gwałtownie go zmieniasz, że trudno mi nadążyć. Nie jesteś tutaj sam, wiesz? – a miała wrażenie, że o tym zapomniał. Że pan książę nie jest tutaj jedyną osobą, która musi to jagoś ogarnąć, przyzwyczaić się i… żyć z tym. A najgorsze było to, że… w sumie to ją zabolało to, co powiedział.
Niepotrzebnie robiła sobie nadzieję na jakąkolwiek normalność. Ale czy to źle marzyć?