07.11.2024, 23:44 ✶
Szepty rozeszły się po sali balowej, kiedy goście zorientowali się, że Icarus Prewett i Mona Rowle wyszli z przyjęcia. Bez przyzwoitki, bez najmniejszego pozoru dbałości o zasady dobrych manier. Niektórzy ciekawi reakcji nawet rzucali spojrzenia na gospodarza oraz Joannę.
— Nie do pomyślenia! — powiedziała jedna z dam. Ale kogo właściwie obchodziło ich oburzenie, kiedy ukochany mężczyzna prowadził ją aż do małego zbiornika wody, które odbijało w swojej tafli gwiazdy tuż pod ich stopami? To był tylko sen. To był tylko sen. Nie musiała długo sama stać w ogrodzie, bo wkrótce i Icarus do niej dołączył. Wiedziała, że nie zostawiłby jej samej, a ona sama czekałaby na niego tak długo jak noc czekała na świt.
— A zatem… Czy jest to pożegnanie? — zapytała ponownie. Bała się odpowiedzi. Przystanęli na brzegu jeziora. — Czy przyprowadziłeś mnie tu, aby oświadczyć, że już więcej cię nie zobaczę? — uniosła ich splecione ręce do swoich ust, muskając wargami jego knykcie w czułym pocałunku. To był bardzo niepewny gest, który zamykał w sobie wszystko, co do niego czuła. — Twoje ręce są zimne — potem przyłożyła jego dłoń do swojego policzka i przez dłuższy moment w absolutnej ciszy cieszyła się jego dotykiem, bo naprawdę niósł ukojenie. Jej wzrok zaczął błądzić przez chwilę na zawieszonych światełkach. — Jezioro? Nie pamiętam, abyście mieli je… Icarusie, dziwnie się czuję — szepnęła, spoglądając na niego z strachem. — Jakbym była we śnie. Ale w takim razie niech to trwa. Nie chcę się budzić, jeśli miałabym obudzić się sama… Ale dlaczego głęboko w środku obawiam się, że nie mam cię obok siebie?
Bo nie miała. Dlaczego nie mogła pozbyć się obawy, która sprawiała, że drżała, że to wszystko było tylko snem? To był tylko sen.
— Nie do pomyślenia! — powiedziała jedna z dam. Ale kogo właściwie obchodziło ich oburzenie, kiedy ukochany mężczyzna prowadził ją aż do małego zbiornika wody, które odbijało w swojej tafli gwiazdy tuż pod ich stopami? To był tylko sen. To był tylko sen. Nie musiała długo sama stać w ogrodzie, bo wkrótce i Icarus do niej dołączył. Wiedziała, że nie zostawiłby jej samej, a ona sama czekałaby na niego tak długo jak noc czekała na świt.
— A zatem… Czy jest to pożegnanie? — zapytała ponownie. Bała się odpowiedzi. Przystanęli na brzegu jeziora. — Czy przyprowadziłeś mnie tu, aby oświadczyć, że już więcej cię nie zobaczę? — uniosła ich splecione ręce do swoich ust, muskając wargami jego knykcie w czułym pocałunku. To był bardzo niepewny gest, który zamykał w sobie wszystko, co do niego czuła. — Twoje ręce są zimne — potem przyłożyła jego dłoń do swojego policzka i przez dłuższy moment w absolutnej ciszy cieszyła się jego dotykiem, bo naprawdę niósł ukojenie. Jej wzrok zaczął błądzić przez chwilę na zawieszonych światełkach. — Jezioro? Nie pamiętam, abyście mieli je… Icarusie, dziwnie się czuję — szepnęła, spoglądając na niego z strachem. — Jakbym była we śnie. Ale w takim razie niech to trwa. Nie chcę się budzić, jeśli miałabym obudzić się sama… Ale dlaczego głęboko w środku obawiam się, że nie mam cię obok siebie?
Bo nie miała. Dlaczego nie mogła pozbyć się obawy, która sprawiała, że drżała, że to wszystko było tylko snem? To był tylko sen.