• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel

[16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#3
08.11.2024, 00:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2024, 19:26 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Mimo ciepłego pomarańczowo-złotego światła bijącego od rozpalonego kominka, Ambroise miał wrażenie, że w tej ciemności zniknęły wszystkie kolory, pozostawiając tylko monotonną szarość. Nie czerń - szarość, bo to właśnie ta szarość była najgorsza. Przypominała popiół, widok pozbawionych życia liści sypiących się w podmuchach wiatru.
Kiedy Roo zsunęła się do niego na podłogę, odruchowo obdarzył ją spojrzeniem ciemnych, pozbawionych blasku oczu. Światło, które dotychczas kryło się w zieleni jego tęczówek teraz zgasło.
Były matowe. Zatrważająco suche, pozbawione śladu łez, których nigdy tam nie było. Może, gdyby umiał płakać byłoby lepiej. Wyrzuciłby z siebie choć trochę tego, co odbierało mu oddech i przytłaczało umysł.
Choć z drugiej strony, gdy patrzył teraz na twarz siostry, wcale nie dostrzegał tam ulgi, jaką miałby dać jej płacz i zawodzący krzyk. Powinien ją przytulić, ale czuł, że ciężar spoczywający na barkach nie pozwoli mu unieść rąk.
Nie był już w stanie zrozumieć, co czuje. Tak, jakby wszelka zdolność do wyrażenia tego, co kłębiło się w jego głowie została zepchnięta gdzieś daleko poza zasięg Greengrassa. To ostatnie zrozumiałe uczucie tkwiło głęboko w najciemniejszych zakamarkach jego duszy, spętane i głuche.
W umyśle Ambroisa jednocześnie zapanowały chaos i pustka. Próby poradzenia sobie z jednym i drugim zdawały się nieść konieczność zmierzenia się z kolejną bitwą a on nie miał ochoty na walkę. Nic już nie miało znaczenia.
Nie mógł pojąć, dlaczego otaczający go świat wciąż kręcił się, gdy on sam utknął w martwym punkcie. Wydawało mu się, że siedzi w ciemności, która z minuty na minutę coraz bardziej go ogarnia. Podczas, gdy światło ognia oświetlało sylwetkę Roselyn, on zdawał się być pogrążony w cieniu.
Patrzył na nią przez chwilę, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Nie odsunął się od niej ani jej do siebie nie przygarnął. Nawet wtedy, kiedy wsunęła się obok niego pod koc, którym chwilę wcześniej okryła jego ramiona.
Jedynie odwrócił głowę. Odbicie samego siebie w jej oczach (w tej chwili równie ciemnych, co jego) zdawało się obce, jakby mężczyzna, który przed chwilą jeszcze walczył, umarł, a jego miejsce zajęło jedynie puste coś. Skorupa.
Nie mógł znieść nawet najmniejszego kontaktu, ale nie chciał jej odtrącać. Obawiał się, że jeśli zareaguje, obejmując siostrę to coś w nim pęknie. Do końca pozbawiając go władzy nad ciałem i czyniąc go kimś żałośnie słabym. Brzydził się swoją słabością.
Jak i tym, że nie jest w stanie zmusić się do powtórzenia wcześniejszych słów. Tym razem bardziej zdecydowanym głosem. Powinien być oparciem dla młodszej Greengrassówny. Tymczasem sam czuł się jak ktoś kto nie jest w stanie dłużej trzymać się tej niewidzialnej krawędzi, więc zaczyna uświadamiać sobie nieuchronność własnego upadku.
- Tak - powoli wypuścił powietrze nosem, czując jak gardło odmawia mu posłuszeństwa a z ust zamiast szeptu wydostaje się coś na kształt łamiącego się charknięcia. - Nic... ...nic nie będzie... ...w porządku - skołatane i splątane myśli ścierały się ze sobą, nie potrafił ich nazwać, nie potrafił ich wyrazić.
Choć skóra dziewczyny była lodowato zimna, w dotyku Roselyn czuł jakieś wewnętrzne ciepło, które na chwilę zdołało przerwać lodowaty pancerz jego bezsilności.
Ale zaraz potem to uczucie prysło, gdy zrozumiał, że nie ma nic do zaoferowania, choćby najmniejszej iskierki nadziei. Żadnego białego kłamstwa, w które oboje mogliby przez chwilę udawać, że wierzą.
Mógłby chłonąć całe ciepło kominka, otulać się grubym kocem, obejmować siostrę szukając u niej tego samego oparcia, którego ona poszukiwała w nim, ale to wszystko zdawało się pozbawione sensu.
Tam, w tej bezkresnej pustce, w której się teraz znalazł zrozumiał, że stracił kontrolę nad wszystkim, co kiedykolwiek miało dla niego znaczenie. Nie tylko dziś. Ta strata sięgała znacznie głębiej. Po prostu w tej chwili zaczął ją sobie uświadamiać. Pierwszy raz zagłębiając się tak mocno w meandry swojego umysłu, żeby ujrzeć to w pełnej krasie beznadziejności.
Nie bez powodu wypierał to przez tak długi czas. Starał się chronić przed tym wszystkim, co teraz go osaczało. Wróciło jak mroźna fala. Każdy wyrzut, wszystkie momenty, w których mógł postąpić inaczej, ale tego nie zrobił. Setki małych wyrzutów spiętrzających się w lodową górę o nie jednym a dwóch wierzchołkach.
Powinien spróbować wyprzeć te myśli z głowy, ale nie umiał. Bo nie był już tym, kim być powinien. Czuł się jak jak roślina osłabiona brakiem słońca. Światło zgasło pozostawiając go w tym mrocznym kręgu milczenia.
To nie tak, że się poddawał. Nawet w tym momencie nie zamierzał tego zrobić. Jedynie nie był w stanie myśleć o niczym, co mógłby zrobić, żeby odzyskać władzę.
Na początku nad własnymi myślami, później nad rękami zaciskanymi tak mocno, że bezwiednie wbijał sobie paznokcie głęboko we wnętrza dłoni. Dopiero wtedy nad sytuacją. Nie mógł kontrolować sytuacji, jeżeli nie panował nad swoim własnym ciałem.
Nie potrafił jej pocieszyć, bo w jego sercu rozpanoszył się chłód, który nie miał swojego zewnętrznego źródła. Po prostu był. A on dawał mu się przydusić.
Żałosne.
Czuł, jak słowa, które mogłyby wyrazić jego stan, zamieniają się w kurz i pył, którym pokrywa się wirująca podłoga. W rzeczywistości nic nie drgało. Zimne deski były twarde i nie uginały się pod naciskiem dotyku. To światło i rozdygotane płomienie w kominku dawały wrażenie, że wszystko dookoła nich wibruje.
Świat nadal się kręcił, więc dlaczego czas stanął?


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (5670), Roselyn Greengrass (2079), Samuel McGonagall (1708)




Wiadomości w tym wątku
[16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.11.2024, 22:44
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Roselyn Greengrass - 07.11.2024, 23:03
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.11.2024, 00:38
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Roselyn Greengrass - 02.12.2024, 12:58
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Samuel McGonagall - 02.12.2024, 14:09
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 02:51
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Roselyn Greengrass - 08.12.2024, 14:15
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Samuel McGonagall - 09.12.2024, 09:49
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 18:37
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Roselyn Greengrass - 12.12.2024, 10:23
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Samuel McGonagall - 20.12.2024, 14:14
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.01.2025, 06:12
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Roselyn Greengrass - 27.01.2025, 22:50
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Samuel McGonagall - 02.02.2025, 11:59
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.02.2025, 02:17
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Roselyn Greengrass - 13.02.2025, 12:31
RE: [16/17.08.1972] Głos, który umilkł || Ambroise, Roselyn, Samuel - przez Samuel McGonagall - 16.02.2025, 00:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa