08.11.2024, 17:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2024, 18:04 przez Anthony Shafiq.)
– Oczywiście, że nie rozmawiałem! On od razu powiedziałby, że nie jest dzieckiem i nie potrzebuje niańki, a potem nadąsałby się na mnie jak wyżej wspomniane i musiałbym wykupić pół cukierni jego przyjaciółki na przebłaganie, za moją troskę i być może nieco lepszy wzrok, w wypatrywaniu potencjalnych zagrożeń. – Odburknął jej, traktując jej sugestię z oczywistych powodów, jako kolejną abstrakcje bez pokrycia w rzeczywistości. – Za każdym razem jak próbuję z nim o tym rozmawiać, on traktuje to jako podważenie własnych kompetencji i samodzielności.
Rozkoszną ironią tego stwierdzenia był fakt, że obaj panowie byli na tym etapie siebie warci i to nie do końca w tematyce planowania wspólnego pożycia, choć to oczywiście również po stronie Shafiqa wchodziło w grę, gdy być może jego młodszy kochanek nie miał w tej materii bardziej prostolinijne myślenie. Och nie, między nimi leżała również pewna bardzo tajna organizacja, o której Erik z sobie wiadomych powodów nie zamierzał się spowiadać Anthony'emu. Z kolei Anthony nie zamierzał podejmować z nim tematu hobby wuja, które było też hobby drugiego wuja, a kto wie czy cała Warownia nie była w tym przedsięwzięciu umoczona, z Quintessą na czele. Anthony nie zamierzał o tym mówić. Zamierzał działać. Paradoksalnie, nie był psem co dużo szczekał, a mało gryzł. Nie kiedy koszmary z obrożą przyobleczoną jadeitowym imperio wracały.
Odetchnął pokonany, nawet jeśli nie wysunęła żadnej argumentacji. Wiedział, że miała rację.
– Nie rozmawialiśmy. Rozmawianie nie idzie nam najlepiej – przyznał, odchrząkując, w długich palcach obracając za uszko filigranową filiżankę z kawą. – W najbliższych dniach jedziemy do Egiptu, próbowałem mu wyjaśnić, dlaczego nie podoba mi się dysproporcja w równowadze sił na takim wyjeździe, dlaczego nienawidzę kiedy jest moim podwładnym, ale zdawał się nieprzekonany. Mój stażysta bez wchodzenia w detale problemu, doradził mi, żebym używał prostszego języka, ale to jest... to jest... to jest tak sztuczne, tak koślawe. Co mam niby mu powiedzieć? "Kocham Cię od lat, proszę, czy moglibyśmy spróbować stworzyć związek? Być dla siebie obok, ufać sobie, wspierać się w trudnościach bez obaw, że któreś z nas pocałuje klamkę?" To znaczy... oczywiście, ja nie będę mógł go za bardzo odwiedzać, nie możemy chodzić na imprezy razem, to byłoby bardzo niestosowne i mogłoby mu zaszkodzić. – Mogłoby MI zaszkodzić – może tak to powinien sformułować, może powinien być szczery wobec samego siebie. Mógł zasłaniać się lękiem o dobro Erika, mógł deklarować chęć porzucenia kariery, ale jakoś od lat mu to nie wychodziło.
Na propozycję przytulenia skinął tylko głową. Pokonany i smutny w swoim wielkim szczęściu być może, kto wie, bardzo na to liczył, odwzajemnionej miłości. Wzdrygnął się oczywiście, gdy tylko poczuł jej dotyk, ale zaraz potem świadomie rozluźnił ciało i złożył podbródek na ramieniu.
– Nie umiem tak mówić. Ale on też mi nic takiego nie mówi. Boje się, że jest mu po prostu miło, że ktoś na niego zwraca uwagę. Że gdyby mógł wybrać, to wcale nie wybrałby mnie... – wyszeptał nagle strwożony myślą i uczuciem, które ze sobą niosła, czując momentalnie suchość na ustach.
nie możesz wykluczać go z tego równania, samemu uznając, że jest to zbyt niebezpiecznie
Rozkoszną ironią tego stwierdzenia był fakt, że obaj panowie byli na tym etapie siebie warci i to nie do końca w tematyce planowania wspólnego pożycia, choć to oczywiście również po stronie Shafiqa wchodziło w grę, gdy być może jego młodszy kochanek nie miał w tej materii bardziej prostolinijne myślenie. Och nie, między nimi leżała również pewna bardzo tajna organizacja, o której Erik z sobie wiadomych powodów nie zamierzał się spowiadać Anthony'emu. Z kolei Anthony nie zamierzał podejmować z nim tematu hobby wuja, które było też hobby drugiego wuja, a kto wie czy cała Warownia nie była w tym przedsięwzięciu umoczona, z Quintessą na czele. Anthony nie zamierzał o tym mówić. Zamierzał działać. Paradoksalnie, nie był psem co dużo szczekał, a mało gryzł. Nie kiedy koszmary z obrożą przyobleczoną jadeitowym imperio wracały.
Odetchnął pokonany, nawet jeśli nie wysunęła żadnej argumentacji. Wiedział, że miała rację.
– Nie rozmawialiśmy. Rozmawianie nie idzie nam najlepiej – przyznał, odchrząkując, w długich palcach obracając za uszko filigranową filiżankę z kawą. – W najbliższych dniach jedziemy do Egiptu, próbowałem mu wyjaśnić, dlaczego nie podoba mi się dysproporcja w równowadze sił na takim wyjeździe, dlaczego nienawidzę kiedy jest moim podwładnym, ale zdawał się nieprzekonany. Mój stażysta bez wchodzenia w detale problemu, doradził mi, żebym używał prostszego języka, ale to jest... to jest... to jest tak sztuczne, tak koślawe. Co mam niby mu powiedzieć? "Kocham Cię od lat, proszę, czy moglibyśmy spróbować stworzyć związek? Być dla siebie obok, ufać sobie, wspierać się w trudnościach bez obaw, że któreś z nas pocałuje klamkę?" To znaczy... oczywiście, ja nie będę mógł go za bardzo odwiedzać, nie możemy chodzić na imprezy razem, to byłoby bardzo niestosowne i mogłoby mu zaszkodzić. – Mogłoby MI zaszkodzić – może tak to powinien sformułować, może powinien być szczery wobec samego siebie. Mógł zasłaniać się lękiem o dobro Erika, mógł deklarować chęć porzucenia kariery, ale jakoś od lat mu to nie wychodziło.
Na propozycję przytulenia skinął tylko głową. Pokonany i smutny w swoim wielkim szczęściu być może, kto wie, bardzo na to liczył, odwzajemnionej miłości. Wzdrygnął się oczywiście, gdy tylko poczuł jej dotyk, ale zaraz potem świadomie rozluźnił ciało i złożył podbródek na ramieniu.
– Nie umiem tak mówić. Ale on też mi nic takiego nie mówi. Boje się, że jest mu po prostu miło, że ktoś na niego zwraca uwagę. Że gdyby mógł wybrać, to wcale nie wybrałby mnie... – wyszeptał nagle strwożony myślą i uczuciem, które ze sobą niosła, czując momentalnie suchość na ustach.