09.11.2024, 00:23 ✶
Stwierdzenie, że nie lubił Crowa byłoby pożałowania godnym niedopowiedzeniem. Prawdę mówiąc, gdyby nie stojąca między nimi Geraldine to kilka chwil temu wcisnąłby ryj jąkały w czarcie grzybki i zapodając mu kilka profilaktycznych kopów w kręgosłup, żeby gnój miał możliwość przyjrzeć się temu, przed czym został słusznie ostrzeżony. A z czym najwyraźniej musiał zapoznać się wizualnie i smakowo.
Mimo to śliski posraniec był częścią drużyny (mocne słowo) i najwyraźniej liczył się dla Geraldine na tyle, że nie chciała go zostawić. Nie mówiąc o tym, że w obliczu wszystkich podejmowanych beznadziejnych decyzji, Ambroisa chyba po prostu popierdoliło.
Tak właściwie sam nie wiedział, czym powodowane są jego reakcje. Nie panował nad własnym ciałem, zachowywał się całkowicie niezgodnie z tym, za kogo miał się tak naprawdę od zawsze. Nie tyle reagował impulsywnie i porywczo, bo to było w jego naturze, co prawdopodobnie startował do roli opętańca roku.
Jedyną szansą na to, żeby nie zająć niechlubnego pierwszego miejsca było niestety kurwa to, że ten pojeb musiał przeżyć.
Atak ze strony nieGeraldine znacząco minimalizował nadzieję Crowa. Nie trzeba było być ekspertem od mentalu, żeby stwierdzić, że to, co robił byt miało skończyć się gorzej niż źle. Greengrass aż nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że czasami śmierć była najłagodniejszą opcją.
Jego ręka drżała niekontrolowanie. Miał wrażenie, że różdżka wyślizguje mu się z palców, przez co zaciskał je na niej aż do zesztywnienia z bólu. W dalszym ciągu starał się powstrzymać formujący się krąg.. Mimo to gwałtowne wydarzenia, upływ czasu i ostre słowa wypowiedziane przez Geraldine otrzeźwiły go na tyle, by doszedł do wniosku, że skoro nie było już krwi a krąg zaczął się cofać, mógł przerwać proces.
Nie widział tego cholernego naczynia. Za to widział powagę sytuacji i to, do czego postanowiła uciec się Yaxleyówna. To był demon. Byt zmieniający formę. Obcięcie mu głowy mogło nie wystarczyć. Nie znał się na tym, ale wyrokował, że to nie może być tak proste. W innym wypadku ktoś już by to zrobił.
Zostawił Thomasowi zbieranie garnka. Przyjaciel jak nikt znał się na klątwołamaniu. A on? On był jebanym uzdrowicielem, który teraz zapragnął przelać własny wrzący gniew na Doppelgangera. Skoro byt płakał to miał w sobie ciecze fizjologiczne. A skoro je miał to...
...wycelował w niego usiłując transmutować je we wrzątek, doprowadzić ponad granicę wrzenia i wybuchnąć skurwiela. Crow miał sobie poradzić. Oparzenia są lepsze od gwałtu.
Liczył, że Thomas do tego czasu zlepi naczynie.
Transmutacja (•) + wpływ: Leczenie (III) hehe ze znajomości wnętrza człowieka [oddział Zatruć, więc zna się na krwiobiegu, przenikaniu płynów etc.] + Nekromancja (••) + Spaczenie (III) [postać używa czarnej magii bez większych dylematów moralnych w sytuacji zagrożenia] - chcę zagotować byt od wewnątrz, transmutując płyny fizjologiczne powyżej granicy wrzenia
Rzut dla MG
Mimo to śliski posraniec był częścią drużyny (mocne słowo) i najwyraźniej liczył się dla Geraldine na tyle, że nie chciała go zostawić. Nie mówiąc o tym, że w obliczu wszystkich podejmowanych beznadziejnych decyzji, Ambroisa chyba po prostu popierdoliło.
Tak właściwie sam nie wiedział, czym powodowane są jego reakcje. Nie panował nad własnym ciałem, zachowywał się całkowicie niezgodnie z tym, za kogo miał się tak naprawdę od zawsze. Nie tyle reagował impulsywnie i porywczo, bo to było w jego naturze, co prawdopodobnie startował do roli opętańca roku.
Jedyną szansą na to, żeby nie zająć niechlubnego pierwszego miejsca było niestety kurwa to, że ten pojeb musiał przeżyć.
Atak ze strony nieGeraldine znacząco minimalizował nadzieję Crowa. Nie trzeba było być ekspertem od mentalu, żeby stwierdzić, że to, co robił byt miało skończyć się gorzej niż źle. Greengrass aż nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że czasami śmierć była najłagodniejszą opcją.
Jego ręka drżała niekontrolowanie. Miał wrażenie, że różdżka wyślizguje mu się z palców, przez co zaciskał je na niej aż do zesztywnienia z bólu. W dalszym ciągu starał się powstrzymać formujący się krąg.. Mimo to gwałtowne wydarzenia, upływ czasu i ostre słowa wypowiedziane przez Geraldine otrzeźwiły go na tyle, by doszedł do wniosku, że skoro nie było już krwi a krąg zaczął się cofać, mógł przerwać proces.
Nie widział tego cholernego naczynia. Za to widział powagę sytuacji i to, do czego postanowiła uciec się Yaxleyówna. To był demon. Byt zmieniający formę. Obcięcie mu głowy mogło nie wystarczyć. Nie znał się na tym, ale wyrokował, że to nie może być tak proste. W innym wypadku ktoś już by to zrobił.
Zostawił Thomasowi zbieranie garnka. Przyjaciel jak nikt znał się na klątwołamaniu. A on? On był jebanym uzdrowicielem, który teraz zapragnął przelać własny wrzący gniew na Doppelgangera. Skoro byt płakał to miał w sobie ciecze fizjologiczne. A skoro je miał to...
...wycelował w niego usiłując transmutować je we wrzątek, doprowadzić ponad granicę wrzenia i wybuchnąć skurwiela. Crow miał sobie poradzić. Oparzenia są lepsze od gwałtu.
Liczył, że Thomas do tego czasu zlepi naczynie.
Transmutacja (•) + wpływ: Leczenie (III) hehe ze znajomości wnętrza człowieka [oddział Zatruć, więc zna się na krwiobiegu, przenikaniu płynów etc.] + Nekromancja (••) + Spaczenie (III) [postać używa czarnej magii bez większych dylematów moralnych w sytuacji zagrożenia] - chcę zagotować byt od wewnątrz, transmutując płyny fizjologiczne powyżej granicy wrzenia
Rzut O 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
Rzut dla MG
Rzut 1d100 - 64
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down