On również nie tego się spodziewał po tym spotkaniu. Wysyłając wiadomość do Geraldine, myślał o pewnych tematach, zamierzał skupić się właśnie na nich. Pojawienie się syreny nieco pokrzyżowało mu te plany. Na szczęście jednak nie zmusiło do ich całkowitego zarzucenia. Potrzebował jedynie kilku minut na to, żeby po tym wszystkim dojść do siebie. Rzecz chyba jak najbardziej zrozumiała.
Poczuł się znacznie bardziej komfortowo, kiedy siostra łaskawie zdecydowała się osuszyć jego ubrania. Łatwiej było się pozbierać, kiedy nie miało się na sobie odzieży na tyle przemoczonej, że aż z tego wszystkiego ciężkiej.
- Dzięki. - wypowiedziane niezbyt głośno, ale Theon brzmiał już wyraźnie lepiej niż miało to miejsce na samym początku. Nie szczękał zębami. - Nie jestem pewien, musiała się gdzieś zgubić w całym tym zamieszaniu. - nie brzmiał na zadowolonego, ale to raczej nie powinno dziwić. Dla czarowników różdżka stanowiła przedłużenie dłoni. Należało o nią odpowiednio dbać. Wiedziały o tym nawet dzieci. Kwestia z tych dość... elementarnych. Podstawowych. Pomimo tego nie zamierzał jej w tej sytuacji szukać. Kusić losu. Ryzykować kolejnego, bliskiego spotkania z syreną.
Nawet jeśli szanse na to, że znów zaatakuje były raczej znikome.
- Następnym razem wezmę to pod uwagę i podam więcej informacji. - odpowiedział, choć całe to zdarzenie jeszcze nie zaczęło go bawić. Może za kilka dni. Tygodni. Najpewniej lat... będzie opowiadał to swoim wnukom? Tylko pierw musiałby się takowych doczekać. Założyć znaleźć kobietę, z którą założy rodzinę, wybudować dom, posadzić drzewo. Takie tam bzdury, z którymi nieszczególnie się śpieszył. Nie zamierzał niczego w tym aspekcie zmieniać, nie odczuwał takiej potrzeby.
Oby tylko znów nie został w tym przypadku postawiony przed faktem dokonanym.
- Zapytałbym się, co u Ciebie, ale chyba obydwoje wiemy, że nie po to Ciebie tutaj ściągałem, Ger. - kiedy wreszcie się pozbierał, podniósł z ziemi i inne takie, uznał że dalsze owijanie w bawełnę nie ma najmniejszego tematu. Nie chciał zwlekać. Wszystkiego niepotrzebnie przedłużać. Dał jej gestem znać, żeby podeszli do zniszczonej ławki, która znajdywała się w okolicy molo. Dawniej ta okolica przyciągała gości, widać było tego ślady. Nadgryzione przez czas, ale nadal łatwe do zauważenia. - Musisz, przynajmniej przez jakiś czas, trzymać się z daleka od Theseusa. - rzucił bez ogródek, zaraz dając jej też znać, żeby nie przerywała, żeby go wysłuchała do końca. - Tacy jak on znajdują się na celowniku, ich bliscy również, Ger. Nie wiem jak Ty, ale ja nie chce, żebyś wpakowała się w jakieś bagno przez swój upór. Nie powinnaś się z tym afiszować.
Nie bez powodu teraz o tym mówił. Słyszał ostatnio coś na jej temat. Na temat jej przyjaciela również. Nic konkretnego, ale... ale powody do obaw i tak były tutaj uzasadnione. Wiedział w jakich kręgach się obracał. Zdawał sobie sprawę z tego, do czego Ci ludzie byli zdolni. Geraldine pewnie też przynajmniej to podejrzewała. Czy z tą świadomością była skłonna dalej ryzykować? Brnąć w to wszystko? Czy chciała ich ostatecznie postawić po przeciwnych stronach barykady, zmuszając do wycelowania w siebie różdżek?
Bo tak to się mogło skończyć.