09.11.2024, 00:48 ✶
- Może gdybyś je bardziej chował, to nie musiałbym odkrywać ich istnienia małym palcem u stopy - burknął, marszcząc brwi. W nosie miał to zakichane pudełko i to, co skrywało - najlepiej by było kopnąć je z całej siły z powrotem pod łóżko, by tam dokonało swojego żywota i nigdy nie ujrzało światła dziennego. Ale z jakiegoś powodu Perseus prześliznął się przez łóżko i sięgnął po jego zawartość. Rodolphus w zasadzie spodziewałby się wszystkiego: od ckliwych pamiątek po pierwszej dziewczynie Blacka z magiprzedszkola po głowę trupa. Ale to? Uniósł brwi. - Widzę, że Mulciber jednak wziął sprawy w swoje ręce.
Powiedział ostrożnie, nie do końca wiedząc, jak ma zareagować na to, co widział. Czyż nie mówił Charlesowi, by skończył z tym konkretnym kształtem? Ba, mówił mu to Robert, Richard i chyba pół Londynu. Gdy ostatnio się widzieli, a żeby to raz, to nie wspominał mu o tym, że jednak chce przeć w te konkretne świeczki. Durny Charles. Lestrange poczuł, jak powoli wzbiera w nim gniew. Nie to dla niego planował, gdy mówił, że mu pomoże: nie to planował, gdy mówił, że ma przed sobą przyszłość. Czy po raz pierwszy rozumiał Richarda?
Nie, zdecydowanie nie. Bo w przeciwieństwie do bliźniaka Roberta, Rodolphus myślał szybko - nie używał gniewu w taki sposób, jak Richard. Nie wyrzuciłby chłopaka z domu (a przecież miałby okazję, bo Charles u niego mieszkał), bo ten postanowił jednak odkrywać siebie. Miał tylko nadzieję, że kolejne okazy nie okażą się ani trochę podobne do jego pewnej części ciała. Odchrząknął, przerywając ten irytujący natłok myśli.
- Oczywiście, że nie masz pojęcia - powiedział cicho, przenosząc wzrok na Perseusa. - Tak jak nie masz pojęcia jakim cudem w twoim łóżku znalazł się mężczyzna.
Nie kupił tego kłamstwa, ale i nie podejrzewał go o próbowanie różnych dziwnych rytuałów. Z tego co się orientował, to świeczki Mulcibera były kupowane z ciekawości przez różnych ludzi - niektórzy chcieli nawet tym mu pomóc, by miał jakiekolwiek pieniądze. Poczuł ukłucie niezadowolenia, gdy wyobraził sobie, że Charlesa i Perseusa może łączyć coś więcej, chociaż sam nie nazwałby tego zazdrością. Chwycił więc Blacka za nadgarstek, korzystając z faktu, że ten ujął jego dłoń, a potem pociągnął go w swoją stronę, na kolana.
- Co cię łączy z autorem tych świeczek? - zapytał z pozoru neutralnie, chociaż na kilka chwil jego wzrok stał się zimny i podejrzliwy. Na moment źrenice rozszerzyły się, jak u drapieżnika, który szykuje się do skoku i pragnie przez te kilka uderzeń serca chłonąć każdy szczegół otoczenia. - Poza ewidentnym upodobaniem do pewnych części ciała.
Uśmiechnął się jadowicie, nieco kpiąco, ale przecież w żaden sposób go nie atakował, bo siedzieli w tym razem. To tak, jakby atakował samego siebie. Różnica była jednak taka, że wydawało się, że Lestrange w ogóle nie wstydzi się tego, do czego doszło między nimi przed chwilą.
- Prysznic. Kąpiele to strata czasu - odpowiedział odruchowo. Nie przepadał za kąpielami. Niby człowiek mógł się wtedy zrelaksować, ale on nigdy tego nie potrafił. Co się wtedy robiło, poza gapieniem w przestrzeń i czekaniem, aż gorąca woda się ochłodzi, by można było uznać, że warto już wychodzić? Nie rozumiał tego upodobania do kąpieli. Ostrożnie wypuścił Perseusa ze swojego uścisku, choć nadal patrzył na niego czujnie, bo i oczekiwał odpowiedzi. Jakakolwiek by ona nie była, przyjąłby ją ze spokojem. Musiał zaspokoić swoją ciekawość, skoro już odkrył, że te dwie osoby mają jakieś powiązanie.
Powiedział ostrożnie, nie do końca wiedząc, jak ma zareagować na to, co widział. Czyż nie mówił Charlesowi, by skończył z tym konkretnym kształtem? Ba, mówił mu to Robert, Richard i chyba pół Londynu. Gdy ostatnio się widzieli, a żeby to raz, to nie wspominał mu o tym, że jednak chce przeć w te konkretne świeczki. Durny Charles. Lestrange poczuł, jak powoli wzbiera w nim gniew. Nie to dla niego planował, gdy mówił, że mu pomoże: nie to planował, gdy mówił, że ma przed sobą przyszłość. Czy po raz pierwszy rozumiał Richarda?
Nie, zdecydowanie nie. Bo w przeciwieństwie do bliźniaka Roberta, Rodolphus myślał szybko - nie używał gniewu w taki sposób, jak Richard. Nie wyrzuciłby chłopaka z domu (a przecież miałby okazję, bo Charles u niego mieszkał), bo ten postanowił jednak odkrywać siebie. Miał tylko nadzieję, że kolejne okazy nie okażą się ani trochę podobne do jego pewnej części ciała. Odchrząknął, przerywając ten irytujący natłok myśli.
- Oczywiście, że nie masz pojęcia - powiedział cicho, przenosząc wzrok na Perseusa. - Tak jak nie masz pojęcia jakim cudem w twoim łóżku znalazł się mężczyzna.
Nie kupił tego kłamstwa, ale i nie podejrzewał go o próbowanie różnych dziwnych rytuałów. Z tego co się orientował, to świeczki Mulcibera były kupowane z ciekawości przez różnych ludzi - niektórzy chcieli nawet tym mu pomóc, by miał jakiekolwiek pieniądze. Poczuł ukłucie niezadowolenia, gdy wyobraził sobie, że Charlesa i Perseusa może łączyć coś więcej, chociaż sam nie nazwałby tego zazdrością. Chwycił więc Blacka za nadgarstek, korzystając z faktu, że ten ujął jego dłoń, a potem pociągnął go w swoją stronę, na kolana.
- Co cię łączy z autorem tych świeczek? - zapytał z pozoru neutralnie, chociaż na kilka chwil jego wzrok stał się zimny i podejrzliwy. Na moment źrenice rozszerzyły się, jak u drapieżnika, który szykuje się do skoku i pragnie przez te kilka uderzeń serca chłonąć każdy szczegół otoczenia. - Poza ewidentnym upodobaniem do pewnych części ciała.
Uśmiechnął się jadowicie, nieco kpiąco, ale przecież w żaden sposób go nie atakował, bo siedzieli w tym razem. To tak, jakby atakował samego siebie. Różnica była jednak taka, że wydawało się, że Lestrange w ogóle nie wstydzi się tego, do czego doszło między nimi przed chwilą.
- Prysznic. Kąpiele to strata czasu - odpowiedział odruchowo. Nie przepadał za kąpielami. Niby człowiek mógł się wtedy zrelaksować, ale on nigdy tego nie potrafił. Co się wtedy robiło, poza gapieniem w przestrzeń i czekaniem, aż gorąca woda się ochłodzi, by można było uznać, że warto już wychodzić? Nie rozumiał tego upodobania do kąpieli. Ostrożnie wypuścił Perseusa ze swojego uścisku, choć nadal patrzył na niego czujnie, bo i oczekiwał odpowiedzi. Jakakolwiek by ona nie była, przyjąłby ją ze spokojem. Musiał zaspokoić swoją ciekawość, skoro już odkrył, że te dwie osoby mają jakieś powiązanie.