22.01.2023, 01:14 ✶
Landrynka. Sauriel miał rację, nazywając ją w ten sposób i do Fergusa dotarło to w momencie, gdy okazało się, że pukanie do drzwi zwiastowało wejście Nory. Cieszył się, że przyszła, ale jednocześnie bał się tego spotkania, nie mając pewności, ile wiedziała. Brenna pewnie oszczędziła jej szczegółów, nie mogąc ich podawać ze względu na śledztwo Brygady Uderzeniowej. Gorzej, jeśli Figg postanowiła zajrzeć do sklepu Ollivanderów, natrafiając na ojca jej najlepszego przyjaciela, który – jak się okazywało – informował wszystkich o dokładnym stanie Fergusa, jednocześnie marudząc na to, kto był domniemanym sprawcą całego zamieszania. Norze nie potrafiłby skłamać, dostrzegłaby w jego oczach, że poczucie winy zżerało go od środka, a całe niebezpieczeństwo spłynęło na niego z jego własnej głupoty. Uśmiechnął się do niej niemrawo, wkładając w to cały wysiłek.
- Ty za to olśniewająco jak zawsze – powiedział na powitanie, wciąż jednak doceniając, że mógł przerwać swoje arcytrudne zajęcie, jakim było liczenie dziur na suficie. Jedna, dwie… czterdzieści osiem. Mungo zdecydowanie potrzebował remontu, ale ludzie mieli to do siebie, że nigdy nie spoglądali w górę. I to ich gubiło. Kto zatem, z wyjątkiem Ollivandera, miałby dostrzec problem, jakim był obsypujący się tynk? – Czy to najlepsze na świecie pączki?
Przeniósł wzrok na kolorowy karton, w którym znajdowały się wypieki przyniesione przez Norę, zastanawiając przy tym, czy sięgnąć po jednego z nich. Szybko jednak zrozumiał, że nie miał za specjalnie apetytu. Wciąż mdliło go po wydarzeniach poprzedniego dnia, a żołądek skręcał się z nerwów. Pozostaną na później, jeśli jakkolwiek zdoła się uspokoić.
- Jak się masz? – spytał, starając się utrzymać na ustach ten sztuczny uśmiech, ale kogo on oszukiwał. Nora sprawiała, że wszelkie filtry i maski opadały, a człowiek nie potrafił długo udawać. Wystarczyło jedno jej spojrzenie. Przymknął oczy i westchnął, ściskając palcami nasadę nosa, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. – Schrzaniłem, wiesz? - powiedział przyciszonym głosem, ale w pomieszczeniu było na tyle pusto, że nawet stłumione dźwięki odbijały się echem.
- Ty za to olśniewająco jak zawsze – powiedział na powitanie, wciąż jednak doceniając, że mógł przerwać swoje arcytrudne zajęcie, jakim było liczenie dziur na suficie. Jedna, dwie… czterdzieści osiem. Mungo zdecydowanie potrzebował remontu, ale ludzie mieli to do siebie, że nigdy nie spoglądali w górę. I to ich gubiło. Kto zatem, z wyjątkiem Ollivandera, miałby dostrzec problem, jakim był obsypujący się tynk? – Czy to najlepsze na świecie pączki?
Przeniósł wzrok na kolorowy karton, w którym znajdowały się wypieki przyniesione przez Norę, zastanawiając przy tym, czy sięgnąć po jednego z nich. Szybko jednak zrozumiał, że nie miał za specjalnie apetytu. Wciąż mdliło go po wydarzeniach poprzedniego dnia, a żołądek skręcał się z nerwów. Pozostaną na później, jeśli jakkolwiek zdoła się uspokoić.
- Jak się masz? – spytał, starając się utrzymać na ustach ten sztuczny uśmiech, ale kogo on oszukiwał. Nora sprawiała, że wszelkie filtry i maski opadały, a człowiek nie potrafił długo udawać. Wystarczyło jedno jej spojrzenie. Przymknął oczy i westchnął, ściskając palcami nasadę nosa, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. – Schrzaniłem, wiesz? - powiedział przyciszonym głosem, ale w pomieszczeniu było na tyle pusto, że nawet stłumione dźwięki odbijały się echem.