Mieli plan. Wydawał się być całkiem sprytny. Pojawiła się w Dolinie, tym razem nie jednak w swoim zwyczajowym przebraniu (Rabastan był nieosiągalny), więc musiała skorzystać z eliksiru wielosokowego. Była zdecydowanie wyższa od swojej zwyczajnej wersji, miała rude włosy, podejrzewała, że do tego eliksiru trafił włos któregoś z Weasleyów - fuj.
Poinformowała swoich mugoli przy pomocy magicznych bransoletek o miejscu spotkania. Odbyła z nimi krótką rozmowę, powiedziała, że wygląda inaczej niż zazwyczaj, bo nie chciała, żeby ktokolwiek ją rozpoznał, miało to sens, tak czy siak, bo przecież od samego początku jej o to chodziło. Grunt, że mugole nie mieli pojęcia, jak wygląda naprawdę, to było najważniejsze, jeśli ktoś zajrzy im do umysłów to nigdy ją z nimi nie połączy. To było dość istotne.
Zasugerowała im, aby po prostu niszczyli wszystko, co wejdzie im w drogę. Mogli powypisywać hasła na ścianach, porozbijać okna, niszczyć witryny sklepowe. Sianie zniszczenia było całkiem zabawne. Szczególnie, kiedy trwało dłużej niż jeden dzień.
[a]W końcu sama znalazła się w tej Dolinie, mieli spotkać się z Saurielem i sprawdzić, jak właściwie radzą sobie jej zwierzątka. Była ciekawa efektu, jaki udało im się osiągnąć przez te kilka dni.
Spoglądała na Sauriela z uśmiechem na twarzy, tak to był bardzo dobry pomysł. - Myślę, że to będzie najlepsza z możliwych opcji, złapać kogoś i spalić, do sadu raczej nie uda nam się wleźć. - Z tego, co udało jej się dowiedzieć był chroniony różnymi zaklęciami, więc bez sensu było się tam pakować. Mieli szkodzić innym, nie sobie, to było w tym najistotniejsze. Nie mogli przegiąć, bo mogło się to skończyć w nieodpowiedni sposób.