10.11.2024, 00:46 ✶
Nie pozwolę na to, nawet jeżeli miałbym przestawić dla ciebie czas i załamać czasoprzestrzeń było czymś, co pozwoliło Tessie choć na chwilę odetchnąć, może nawet się uśmiechnąć. Wiedziała, że Morpheus byłby do tego zdolny, nawet nie potrzebowała słyszeć tego zapewnienia prosto z jego ust, ale ostatecznie uformowane słowa miały zdecydowanie większą moc. Pozwoliły zrobić kilka samodzielnych kroków.
— Nie ma co, naprawdę pełen serwis — rzuciła pod nosem, kiedy razem z szwagrem dotarli na targ rybny. O zawroty głowy nie przyprawiał ją tyle co zapach, a bardziej natłok rodzajów ryb i owoców morza, z których mogli wybierać. Na robienie przesiewu nie mieli czasu, dlatego kobieta poprowadziła Morpheusa w stronę jednego z lepiej prezentujących się straganów i krytycznym okiem oceniła zawartość lodowej, morskiej wystawki.
— Dzień dobry, weźmiemy… — zaczęła powoli, skanując wzrokiem lśniące łuski, niewidzące oczy i płetwy o przeróżnych odcieniach szarości. Gdyby była tutaj na najzwyklejszych, piątkowych zakupach, to najpewniej wyrecytowałaby facetowi za prowizoryczną, urojoną ladą pełną listę. Teraz niestety listy brakowało. Pomysłu również. Dlatego zadecydowała o zrobieniu czegoś, na co ostatnio nie miała zbyt wielkiej okazji.
Poprawiła włosy, wygładziła spódnicę sukienki i otarła oczy wierzchem palca wskazującego. Potem ledwie słyszalnie pociągnęła nosem.
— Weźmiemy wszystko. Tak, wszystko, co pan tutaj ma. No, może oprócz skorupiaków i czegokolwiek w zalewie albo w soli. Rachunek proszę wystawić na nazwisko Longbottom i wysłać do antykwariatu na ulicy Horyzontalnej, właścicielką jestem ja, Quintessa, tak, również Longbottom. — Przejechała palcami po policzku i po krótkiej chwili ciszy podjęła ponownie. — Proszę również o przewiezienie wszystkiego do Kociego Azylu Figgów. Tak, koszt, że tak powiem, dostawy również zostanie opłacony. Bardzo bym prosiła, żeby zostało to zrobione jak najszybciej, dobrze? Najlepiej już teraz.
Ostatecznie, na dokładkę i sam deser, uśmiechnęła się bardzo ładnie, z lekko przymrużonymi oczami. Nie potrzebowała płacić teraz, wszyscy ją tutaj znali, więc kupiec mógł być przekonany o jej autentyczności i tym, że zawsze wywiązywała się z dobitego targu. Poza tym, pieniędzy jej przecież nie brakowało.
— Nie ma co, naprawdę pełen serwis — rzuciła pod nosem, kiedy razem z szwagrem dotarli na targ rybny. O zawroty głowy nie przyprawiał ją tyle co zapach, a bardziej natłok rodzajów ryb i owoców morza, z których mogli wybierać. Na robienie przesiewu nie mieli czasu, dlatego kobieta poprowadziła Morpheusa w stronę jednego z lepiej prezentujących się straganów i krytycznym okiem oceniła zawartość lodowej, morskiej wystawki.
— Dzień dobry, weźmiemy… — zaczęła powoli, skanując wzrokiem lśniące łuski, niewidzące oczy i płetwy o przeróżnych odcieniach szarości. Gdyby była tutaj na najzwyklejszych, piątkowych zakupach, to najpewniej wyrecytowałaby facetowi za prowizoryczną, urojoną ladą pełną listę. Teraz niestety listy brakowało. Pomysłu również. Dlatego zadecydowała o zrobieniu czegoś, na co ostatnio nie miała zbyt wielkiej okazji.
Poprawiła włosy, wygładziła spódnicę sukienki i otarła oczy wierzchem palca wskazującego. Potem ledwie słyszalnie pociągnęła nosem.
— Weźmiemy wszystko. Tak, wszystko, co pan tutaj ma. No, może oprócz skorupiaków i czegokolwiek w zalewie albo w soli. Rachunek proszę wystawić na nazwisko Longbottom i wysłać do antykwariatu na ulicy Horyzontalnej, właścicielką jestem ja, Quintessa, tak, również Longbottom. — Przejechała palcami po policzku i po krótkiej chwili ciszy podjęła ponownie. — Proszę również o przewiezienie wszystkiego do Kociego Azylu Figgów. Tak, koszt, że tak powiem, dostawy również zostanie opłacony. Bardzo bym prosiła, żeby zostało to zrobione jak najszybciej, dobrze? Najlepiej już teraz.
Ostatecznie, na dokładkę i sam deser, uśmiechnęła się bardzo ładnie, z lekko przymrużonymi oczami. Nie potrzebowała płacić teraz, wszyscy ją tutaj znali, więc kupiec mógł być przekonany o jej autentyczności i tym, że zawsze wywiązywała się z dobitego targu. Poza tym, pieniędzy jej przecież nie brakowało.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you