Oboje zmagali się z rzeczami, które wykraczały poza nich, chociaż w tym wypadku Morpheus wiódł prym w byciu promadonną użalania się nad sobą. W końcu on już umarł, dwadzieścia lat temu, ona nadal żyła i to z wyrokiem na kilka dni. Pośpiech w sercu, pośpiech w ruchach. Gdy patrzyło się na to, co się działo, zadawało się pytanie czy to duchowe, fizyczne, emocjonalne, psychologiczne czy społeczne, a odpowiedź brzmiała: holistyczne. Nie jesteśmy tylko ciałem ani tylko duchem, lecz jednością obu; nasze emocje i umysły tworzą pomost między nimi; a jednak żaden człowiek nie może być zrozumiany w oderwaniu od kontekstu swojego życia i ludzi, z którymi miał kontakt. W związku z tym każdy problem dotyczący któregokolwiek z tych czynników wpływa na wszystkie pozostałe. Tragedia Tessy wpływała na nich wszystkich.
— Cele charytatywne — uśmiechnął się nieszczerze Morpheus do kramarza, który niósł dwie krzaczaste brwi tak wysoko, że wróżbita miał wrażenie, że zaraz odlecą mu z czoła.
Handlarz przedstawił koszta produktów, ale nawet gdyby ich skrytki w Gringottcie nie opiewały na ogromne sumy, wieszcz zwyczajnie zadłużyłby się na odpowiednią sumę, wszystko, aby uratować swoją siostrę. Dorzucił jeszcze dodatkową setkę galeonów w zamian za pośpieszną przesyłkę, aby całość dotarła w terminie, gdy mieli spotkać się z Brenną. Morpheus był nieco zdenerwowany faktem, że zostawił bratanicę samą sobie, ale wytłumaczył jej wszystko i w ciągu kilku godzin nie zniszczy świata. Miała talent, ale nie aż taki.
Mieli figurkę, mieli ryby, oby Brenna zdobyła zabawki dla kotów. Mogli wracać, ale nie przed zjedzeniem czegoś, więc zaciągnął Quintessę pod kram z tradycyjnymi brytyjskimi frytkami i rybami z głębokiego tłuszczu w panierce, aby chociaż na chwilę zapomniała o kleszczu w głowie i poczuła się sobą.