10.11.2024, 22:55 ✶
Ciekawie potoczyły się te koleje losu. Anthony zawsze sądził, że chłopcy będą kształcić się na wojowników, łowców, tak jak ich ojciec, gdy tymczasem powołanie pchnęło ich w objęcia medycyny - tych, którzy ratują i leczą, nie zaś ścigają zadających rany. Wydało mu się to nader ciekawe, choć oczywiście był jeszcze czas dla nich, by się ukorzenili. Kto wie, może za dekadę wybiorą dla siebie znów zupełnie nową ścieżkę?
– Anneleight jest szefem grupy odpowiedzialnej za określenie zapotrzebowania na azjatyckie zamienniki składników eliksirów i leków, których już teraz - z powodu wojny - brakuje nam w kraju. Często współpracujemy, moje biuro co roku przekazuje raporty dotyczące importu i eksportu, na podstawie których kształtuje się międzynarodowy handel. Teraz natomiast otwieramy się na rynek kambodżański, więc jest to tym trudniejsze. Specyfikacja poszczególnych składników jest co prawda po francusku, jednak trochę zajmuje, aby zebrać wszystko do tak zwanej kupy. A zespół musi składać się z urzędników ministerstwa oraz specjalistów z Munga. Bez nich ani rusz. – Uśmiechnął się ciepło i skinął Leonardowi. – Rzeczywiście zabawnie wyszło z tym, że pracujecie z panią doktor, choć w dwóch miejscach. A co do muszych ciasteczek... – ach te nazwy, takie paskudne – porozmawiamy za rok, kiedy zaczniecie przesiąkać angielską kulturą na wskroś. W ogóle... nie krępujcie się pisać, jeśli mielibyście jakiekolwiek problemy, potrzebowalibyście wsparcia. Tu na miejscu mogę zdecydowanie więcej niż w Norwegii i dołożę wszelkich starań, żeby było Wam miło w Londynie – dodał ciepło, przechodząc płynnie z jednej do drugiej twarzy. Nie miał własnych dzieci, ale lubił młodość pełną perspektyw i marzeń, lubił ten pęd do samodzielności, przy jednoczesnej potrzebie przewodnictwa. Przez lata nauczył się, że ingerencje nigdy nie powinny być zbyt duże, aby kruche dwudziestoletnie ego nie nabrzmiało gniewem. Ale domyślał się że zmiana środowiska nie może być łatwa, a on postanowił - podobnie jak w przypadku Scarlett - że dołoży starań, aby im tę emigrację ułatwić.
– Anneleight jest szefem grupy odpowiedzialnej za określenie zapotrzebowania na azjatyckie zamienniki składników eliksirów i leków, których już teraz - z powodu wojny - brakuje nam w kraju. Często współpracujemy, moje biuro co roku przekazuje raporty dotyczące importu i eksportu, na podstawie których kształtuje się międzynarodowy handel. Teraz natomiast otwieramy się na rynek kambodżański, więc jest to tym trudniejsze. Specyfikacja poszczególnych składników jest co prawda po francusku, jednak trochę zajmuje, aby zebrać wszystko do tak zwanej kupy. A zespół musi składać się z urzędników ministerstwa oraz specjalistów z Munga. Bez nich ani rusz. – Uśmiechnął się ciepło i skinął Leonardowi. – Rzeczywiście zabawnie wyszło z tym, że pracujecie z panią doktor, choć w dwóch miejscach. A co do muszych ciasteczek... – ach te nazwy, takie paskudne – porozmawiamy za rok, kiedy zaczniecie przesiąkać angielską kulturą na wskroś. W ogóle... nie krępujcie się pisać, jeśli mielibyście jakiekolwiek problemy, potrzebowalibyście wsparcia. Tu na miejscu mogę zdecydowanie więcej niż w Norwegii i dołożę wszelkich starań, żeby było Wam miło w Londynie – dodał ciepło, przechodząc płynnie z jednej do drugiej twarzy. Nie miał własnych dzieci, ale lubił młodość pełną perspektyw i marzeń, lubił ten pęd do samodzielności, przy jednoczesnej potrzebie przewodnictwa. Przez lata nauczył się, że ingerencje nigdy nie powinny być zbyt duże, aby kruche dwudziestoletnie ego nie nabrzmiało gniewem. Ale domyślał się że zmiana środowiska nie może być łatwa, a on postanowił - podobnie jak w przypadku Scarlett - że dołoży starań, aby im tę emigrację ułatwić.