• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina

[02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#4
11.11.2024, 13:10  ✶  

W uszach szumiało jej ze stresu, serce łomotało jak zlękniony ptaszek w zamkniętej klatce. Ponad dwa miesiące temu zaatakowano sklep, w którym pracowała i gdyby nie Brenna zapewne nie przeżyłaby tamtego ataku, a jednak szła teraz ciemną ulicą w mglisty wieczór. Strach przed obcymi nadal wirował wokół jej głowy i serca, ale jednocześnie nie chciała wiecznie odczuwać strachu. To nie było przyjemne uczucie, to nie było nic, co pozwoliłoby jej żyć w pełni jak zawsze. Może jednak powinna szybko go minąć i wrócić do domu? Może to znak od niebios, że nie powinna ulec pokusie szukania nowych roślinek. Rośliny zwykle nie mają nóg i nie uciekają, a w nocy przecież nic nie zobaczy, nie? Może wróci tu jutro rano? I tak miała wolny poranek, mogła wstać wcześniej, zjeść ciastko w drodze do lasu i wypić ciepłą kawę z termosu. Brzmiało nawet odrobinę jak relaks, a przecież jeśli los zechciałby, aby poznała tego człowieka lepiej to w końcu wrzuci ich na jedną, wspólną ścieżkę, nie?

Czuła jak policzki jej pulsują od ciepła. Była zdecydowanie zestresowana samym spotkaniem z innym mężczyzną. Avelina od długiego czasu miała pecha do mężczyzn i każda jej relacja z nimi kończyła się szybko i bardzo dziwnie. Wolała więc spotykać ich stojąc za ladą apteki, a nie na ciemnych uliczkach. Tak było bardziej komfortowo. Paxton należała do osób niezręcznych w prywatnych kontaktach. W aptece była profesjonalna, miła i po prostu urocza, ale jeśli spotkało się ją na ulicy zamieniała się w dzikiego, płochliwego kota, który więcej milczał i obserwował niż wchodził w interakcje. Życie za ladą apteki, z nosem utkwionym w księgach o zielarstwie i eliksirach, ze stosem magazynów naukowych zalegających w każdym kącie jej mieszkania było łatwiej się nauczyć być miłą i profesjonalną. Życie osobiste nie było takie łatwe, nie szło się nauczyć jednego schematu mówienia, wykucia uprzejmych formułek i nauczenia się enigmatycznego uśmiechu, na każdą zaczepkę ze strony spotkanych osób. Tam musiała żyć, odpowiadać na zadane pytania i te pytania zadawać. Tu leżał pies pogrzebany, aby mieć przyjaciół musiała wyjść do nich ze swoim sercem, ale bała się zranienia, więc każdy wokół niej po prostu był, ale nigdy nie zdobył jej serca, bo każda próba zbliżenia sprawiała, że Avelina uciekała, chowała się i znikała.

Jej uważne spojrzenie brązowych oczu świdrowało postawę mężczyzny. W takich okolicznościach bardziej wzbudzał strach. Dłonie Aveliny już dawno znalazły się w kieszeniach sporej, ciepłej kurtki, gdzie trzymała w pogotowiu różdżkę. Na głowie miała ciemną czapką, która w czasie dnia miała kolor granatowy i tego samego koloru szalik. Nie miała pewności, czy mężczyzna spotkany był czarodziejem, czy mugolem, nie miała pewności, czy pójdzie dalej, czy ją zaatakuje – fizycznie nie miała szans; w pojedynku również nie miała szans. Potrafiła warzyć rośliny i transmutować przedmioty. Mogła co najwyżej zamienić jego różdżkę w kalafior, czy inny przedmiot i uciec, co też było jej mocną stroną, bo od zawsze stroniła od wysiłku fizycznego, więc pewnie wyplułaby płuca w połowie długości chodnika do najbliższego rogu ulicy. Nie zauważyła jednak, aby ten chciał ją zaatakować, więc stanęła bokiem ustępując mu miejsca, by mógł przejść.

Avelina nie żonglowała osobowościami, wręcz miała wrażenie, że żadnej nie miała. Zawsze była spokojna, skryta, cicha. Siedziała w jakichś kątach i obserwowała ludzi. Praca za ladą była podobna, czasami ktoś zagadał ją o pogodę, ale nie musiała się silić na ciągnięcie rozmowy, ponieważ ludzie przychodzili do niej w konkretnym celu. Jej przyjaciele należeli do osób ekstrawertycznych, więc jak ich spotykała to oni mówili, a ona po prostu starała się uczestniczyć w rozmowie. Jeśli patrzysz na nią i widzisz niepozorną, spokojną osobę, to właśnie taką osobą ona jest. Nic więcej.

Uśmiechnęła się lekko, może sprawił to jego głos, a może i słowa o tym, że był rad z pomocy przed rozkwaszeniem jej nosa o chodnik, bo zapewne tak by się to skończyło, gdyby nie jego obecność tutaj. Danielle pewnie by miała z niej świetną zabawę,  gdyby do niej zgłosiła się po pomoc w kwestii uleczenia jej nosa. Jeszcze raz spojrzała na ciemną uliczkę. Chciała i nie chciała tam iść.

– Jeśli mam być szczera, to chciałam tam pójść, podobno rośnie tam unikalna roślina, która rozkwita o tej porze – lubiła rzadkie rzeczy, a w lutym niewiele roślin kwitnie, w końcu jest to sezon na raczej egzystowanie pod kocem z ciepłą czekoladą w ręku niż wzrost roślin, które kwitną głównie na wiosnę. – Wiem, że nie powinnam tam iść sama – zerknęła na niego czując jak spaliła buraka ze wstydu, że zwierza się obcej osobie – wrócę tu jutro rano. Do widzenia – przesunęła się obok niego w przeciwnym do niego kierunku, ale znowu się zawahała. Cholernie kusiło ją iść w tamto miejsce. Łatwiej byłoby pod postacią kota, ale przecież nie zamieni się przy nim w swoją formę animaga. Starała się tego nie zdradzać tego nikomu obcemu, nawet jeśli była zarejestrowanym animagiem.

* * *

Tak jak powiedziała tak też zrobiła. Wczesnym rankiem z dużą torbą na ramieniu zjawiła się w okolicach lasu, do którego chciała iść poprzedniej nocy. Miała na sobie grubą, czarną kurtkę, czapkę w kolorze granatowym i tym samym kolorze szaliku. Na rękach miała jednopalcowe, ciepłe rękawiczki. W dłoniach trzymała termos z kawą, a w torbie miała dwa słodkie ciastka z kremem.


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (3098), Avelina Paxton (1397)




Wiadomości w tym wątku
[02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 23:29
RE: [02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina - przez Avelina Paxton - 28.10.2024, 11:45
RE: [02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.10.2024, 21:51
RE: [02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina - przez Avelina Paxton - 11.11.2024, 13:10
RE: [02.1971] Kiedy świt nastanie, ta noc też będzie wspomnieniem || Ambroise & Avelina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 22:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa