11.11.2024, 13:25 ✶
Trochę ją niepokoiło, że Thomas zdecydował się próbować z teleportacją na tak duży dystans, ale zawsze był w tej dziedzinie magii utalentowany, a jego nowa różdżka po kilku początkowych wybrykach zdawała się zaczynać współpracować. Mimo to odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że Figg wylądował bezpiecznie, chociaż…
– Ścięło ci lok nad czołem – stwierdziła, dźgając go lekko w rzeczone czoło i ciężko było stwierdzić, czy faktycznie zgubił tę odrobinę włosów, czy też tylko sobie żartowała. Ale nawet jeśli… no to jak na taką odległość, i tak poszło nieźle, prawda?
W odróżnieniu od Thomasa nie myślała o tym, co powie Nora, pewnie dlatego, że sama w takiej sytuacji nie powiedziałaby bratu całej prawdy. Erik zresztą z dużym prawdopodobieństwem nie zauważyłby zmiany różdżki, póki Brenna nie podsunęłaby mu jej pod nos i nie kazała zapamiętać, jak wygląda – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś się pod nią podszywał. I Brenna wyjaśniałby zgodnie z prawdą przecież, ale bez szczegółów, że ot miała pecha i starą złamała… Nie zastanawiała się więc teraz nad tym, jaka rozmowa czeka Figgów.
– Do licha, Thomas – westchnęła z rozczarowaniem, opadając na najbliższe miejsce siedząca i wciągając głęboko zapach ciasta. – Jak w ogóle możesz pytać? Weź, jeśli kiedykolwiek nie chciałabym ciasta wiśniowego, to by znaczyło albo, że stoję już nad grobem, albo że ktoś się pode mnie podszywa pod wpływem eliksiru wielosokowego.
Brenna lubiła jedzenie. Nie dyskryminowała tutaj – lubiła sałatki, pieczyste, ryby, frytki, tosty, owoce morza, wymyślne dania z francuskich restauracji i burgery z niemagicznych jadłodajni. Czekoladowe żaby, pączki z budyniem i ciasto wiśniowego zajmowały jednak specjalne miejsce w jej sercu czy też raczej żołądku.
– Hm… – zawahała się na ułamek chwili. Było już koło osiemnastej. Kawa zasadniczo nie była najlepszym pomysłem na świecie o tej porze. I tak naprawdę lubiła herbatę, a uzależnienie od kawy w dużej mierze wynikało z tego, co w ostatnich dwóch latach działo się w ich Departamencie. Ale Brenna właściwie nie przewidywała, aby poszła spać w najbliższym czasie, zwłaszcza że chciała jeszcze wpaść do Ministerstwa Magii, więc… – Wiesz co, kawa brzmi świetnie, będę wdzięczna. Nora pewnie jest w klubokawiarni? Muszę wpaść powiedzieć jej cześć, zanim zniknę, bo mi nie wybaczy.
– Ścięło ci lok nad czołem – stwierdziła, dźgając go lekko w rzeczone czoło i ciężko było stwierdzić, czy faktycznie zgubił tę odrobinę włosów, czy też tylko sobie żartowała. Ale nawet jeśli… no to jak na taką odległość, i tak poszło nieźle, prawda?
W odróżnieniu od Thomasa nie myślała o tym, co powie Nora, pewnie dlatego, że sama w takiej sytuacji nie powiedziałaby bratu całej prawdy. Erik zresztą z dużym prawdopodobieństwem nie zauważyłby zmiany różdżki, póki Brenna nie podsunęłaby mu jej pod nos i nie kazała zapamiętać, jak wygląda – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś się pod nią podszywał. I Brenna wyjaśniałby zgodnie z prawdą przecież, ale bez szczegółów, że ot miała pecha i starą złamała… Nie zastanawiała się więc teraz nad tym, jaka rozmowa czeka Figgów.
– Do licha, Thomas – westchnęła z rozczarowaniem, opadając na najbliższe miejsce siedząca i wciągając głęboko zapach ciasta. – Jak w ogóle możesz pytać? Weź, jeśli kiedykolwiek nie chciałabym ciasta wiśniowego, to by znaczyło albo, że stoję już nad grobem, albo że ktoś się pode mnie podszywa pod wpływem eliksiru wielosokowego.
Brenna lubiła jedzenie. Nie dyskryminowała tutaj – lubiła sałatki, pieczyste, ryby, frytki, tosty, owoce morza, wymyślne dania z francuskich restauracji i burgery z niemagicznych jadłodajni. Czekoladowe żaby, pączki z budyniem i ciasto wiśniowego zajmowały jednak specjalne miejsce w jej sercu czy też raczej żołądku.
– Hm… – zawahała się na ułamek chwili. Było już koło osiemnastej. Kawa zasadniczo nie była najlepszym pomysłem na świecie o tej porze. I tak naprawdę lubiła herbatę, a uzależnienie od kawy w dużej mierze wynikało z tego, co w ostatnich dwóch latach działo się w ich Departamencie. Ale Brenna właściwie nie przewidywała, aby poszła spać w najbliższym czasie, zwłaszcza że chciała jeszcze wpaść do Ministerstwa Magii, więc… – Wiesz co, kawa brzmi świetnie, będę wdzięczna. Nora pewnie jest w klubokawiarni? Muszę wpaść powiedzieć jej cześć, zanim zniknę, bo mi nie wybaczy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.