11.11.2024, 15:49 ✶
Wiedział, że robiąc małe kroczki nie dojdzie do ładu ze swoją nową różdżką, musiał ją oswoić jak najszybciej i zgrać się z nią, inaczej w razie potrzeby może mieć kłopoty, a na to pozwolić sobie nie mógł. Dlatego był z siebie całkiem zadowolony, gdy pojawił się bez żadnej brakującej cześci ciała na miejscu.
- Co? Gdzie? - pomacał się po czole i włosach, kiedy palec Brenny już z niego zniknął. - Ah, trudno i tak miałem je przyciąć bo robią się za długie, to nawet lepiej - rzucił lekko, bo tylko taki efekt uboczny był do przyjęcia biorąc pod uwagę odległość. Gdyby zabrakło mu nogi lub ręki to by się zmartwił.
Zaśmiał się z jej odpowiedzi i bez żadnego wahania ukroił jej wiele większy kawałek niż sobie, taki od serca. - Tak pamiętam, pytałem tylko z grzeczności, żeby nie było że wciskam w ciebie jedzenie - odpowiedział rozbawiony i postawił na stole dwa talerze z kawałkami ciasta, ten większy przesunął przed Brennę i sięgnął po różdżkę.
- Tak, brzmi doskonale - machnął różdżką, aby przygotować wodę, ale nic się nie stało. Dlatego też zmarszczył czoło i jeszcze raz musiał rzucić zaklęcie nim zadziałało i woda zaczęła się gotować. Dobrze wiedział, że nie zaśnie za szybko dzisiaj, więc mógł wypić cały dzbanek tego czarnego trunku, bo nic by to nie zmieniło. Pokiwał głową na boki z niedowierzaniem co go teraz czeka przez miał nadzieje najbliższe dni, ale nie tygodnie. - Wydaje mi się, że jest, nie mówiła mi nic rano o tym, że zamierza gdzieś wybyć - co prawda nie prowadził kalendarza Nory i nie pilnował jej na każdym kroku, dlatego też nie był pewien, czy będzie ona w Klubokawiarni czy też gdzieś musiała wyjść. Sam obecnie nie chciał za szybko zobaczyć siostry, nadal nie wiedział co i czy powiedzieć jej wszystko od razu, był całkiem dobry w tłumieniu rzeczy w sobie.
Stawiając dwa parujące kubki na stole, wreszcie też przy nim zasiadł.
- Jak grzecznie wszystko zjesz to dostaniesz nagrodę - zażartował głosem ojca przekonującego dziecko do zjedzenia warzyw w obiedzie. Ale wiedział, że do jedzenia tego ciasta namawiać jej nie musiał.
- Co? Gdzie? - pomacał się po czole i włosach, kiedy palec Brenny już z niego zniknął. - Ah, trudno i tak miałem je przyciąć bo robią się za długie, to nawet lepiej - rzucił lekko, bo tylko taki efekt uboczny był do przyjęcia biorąc pod uwagę odległość. Gdyby zabrakło mu nogi lub ręki to by się zmartwił.
Zaśmiał się z jej odpowiedzi i bez żadnego wahania ukroił jej wiele większy kawałek niż sobie, taki od serca. - Tak pamiętam, pytałem tylko z grzeczności, żeby nie było że wciskam w ciebie jedzenie - odpowiedział rozbawiony i postawił na stole dwa talerze z kawałkami ciasta, ten większy przesunął przed Brennę i sięgnął po różdżkę.
- Tak, brzmi doskonale - machnął różdżką, aby przygotować wodę, ale nic się nie stało. Dlatego też zmarszczył czoło i jeszcze raz musiał rzucić zaklęcie nim zadziałało i woda zaczęła się gotować. Dobrze wiedział, że nie zaśnie za szybko dzisiaj, więc mógł wypić cały dzbanek tego czarnego trunku, bo nic by to nie zmieniło. Pokiwał głową na boki z niedowierzaniem co go teraz czeka przez miał nadzieje najbliższe dni, ale nie tygodnie. - Wydaje mi się, że jest, nie mówiła mi nic rano o tym, że zamierza gdzieś wybyć - co prawda nie prowadził kalendarza Nory i nie pilnował jej na każdym kroku, dlatego też nie był pewien, czy będzie ona w Klubokawiarni czy też gdzieś musiała wyjść. Sam obecnie nie chciał za szybko zobaczyć siostry, nadal nie wiedział co i czy powiedzieć jej wszystko od razu, był całkiem dobry w tłumieniu rzeczy w sobie.
Stawiając dwa parujące kubki na stole, wreszcie też przy nim zasiadł.
- Jak grzecznie wszystko zjesz to dostaniesz nagrodę - zażartował głosem ojca przekonującego dziecko do zjedzenia warzyw w obiedzie. Ale wiedział, że do jedzenia tego ciasta namawiać jej nie musiał.