11.11.2024, 15:49 ✶
– To nigdy nie jest błąd, kiedy jesteśmy razem. A jeśli rzeczywiście tak jest, błąd tkwi w naturze świata, bo z tobą czuję. że nareszcie do niego przynależę –[/b wypowiedział te słowa, niemal drżąc z emocji. [b]– I nie odpuszczę... ciebie. Nigdy.
To była piękna deklaracja jego podświadomości. Bo ta mówiła rozbrajająco szczerze, obalając wszystkie lęki, każdą wątpliwość. Icarus potrzebował Mony. Bez niej się dusił, ani nie widział tego, co było prawdziwe. Wszystko przesłaniała mu zasłona zwątpienia, każda rzecz pokryta była warstwą nieprzeniknionego mroku, a przecież nie musiała taka być. Istniało światło w tym tunelu. Musiał tylko wyjść z cienia ojca, wprost w słońce majestatu, który niosła ze sobą kobieta, którą kochał.
Rzucił się razem z nią w toń jeziora, zanurzył się w chłodzie, który natychmiast zmienił się w zbiór wrażeń doskonale mu znajomych. Miękkość poduszki pod głową, gładkość materiału prześcieradła, lekkość letniej kołdry, którą był przykryty. Towarzyszyły temu dźwięki wczesnego ranka: śpiew ptaków, kroki ludzi wychodzących do pracy. Instynktownie Icarus sięgnął dłonią na przestrzeń obok siebie, ale Mony tam nie było. To wszystko stanowiło jedynie... sen, którego szczegóły już odlatywały w zapomnienie. Icarus podniósł się, przetarł oczy i od razu zmrużył je przez wpadające do pokoju słońce. Jednak nie chciał zasłaniać okien. Czuł, że światło to oznaczało nowy dzień, nową nadzieję. Coś w jego sercu się zmieniło.
Nastał nowy poranek, a Icarus Prewett nareszcie czuł się na niego gotowy.
To była piękna deklaracja jego podświadomości. Bo ta mówiła rozbrajająco szczerze, obalając wszystkie lęki, każdą wątpliwość. Icarus potrzebował Mony. Bez niej się dusił, ani nie widział tego, co było prawdziwe. Wszystko przesłaniała mu zasłona zwątpienia, każda rzecz pokryta była warstwą nieprzeniknionego mroku, a przecież nie musiała taka być. Istniało światło w tym tunelu. Musiał tylko wyjść z cienia ojca, wprost w słońce majestatu, który niosła ze sobą kobieta, którą kochał.
Rzucił się razem z nią w toń jeziora, zanurzył się w chłodzie, który natychmiast zmienił się w zbiór wrażeń doskonale mu znajomych. Miękkość poduszki pod głową, gładkość materiału prześcieradła, lekkość letniej kołdry, którą był przykryty. Towarzyszyły temu dźwięki wczesnego ranka: śpiew ptaków, kroki ludzi wychodzących do pracy. Instynktownie Icarus sięgnął dłonią na przestrzeń obok siebie, ale Mony tam nie było. To wszystko stanowiło jedynie... sen, którego szczegóły już odlatywały w zapomnienie. Icarus podniósł się, przetarł oczy i od razu zmrużył je przez wpadające do pokoju słońce. Jednak nie chciał zasłaniać okien. Czuł, że światło to oznaczało nowy dzień, nową nadzieję. Coś w jego sercu się zmieniło.
Nastał nowy poranek, a Icarus Prewett nareszcie czuł się na niego gotowy.
Koniec sesji