11.11.2024, 17:04 ✶
Jasne oczy Charlotte przesunęły się po Jonathanie i Anthony’m. Ten pierwszy trzymał się dobrze – ten drugi, najwyraźniej, źle. Crouchówna zastanawiała się, czy miał wyrzuty sumienia: Marta była w jego domu, na jego roku, a jednak nigdy nie wyciągnął do niej dłoni – bo i czemuż by miał? Do irytującej mugolaczki, w dodatku celu wszystkich wokół, wobec której przyjazny gest mógłby łatwo zrobić cel i z Shafiqa, i tak mającego tu i ówdzie opinię dziwaka (z którym jednak nie warto zadzierać, bo taki Jonathan mógł dać ci w gębę, a jego kuzynka z płaczem opowiedzieć nauczycielom, jak strasznie ją dręczysz, i przedstawić pięciu świadków, przysięgających, że mówi prawdę).
A może po prostu uświadomił sobie, że nie są nietykalni.
– Nie wpadłam na żadnego aurora – powiedziała, z odrobiną irytacji, skubiąc końcówkę jasnego warkocza, ustrojonego haftowaną kokardą. – I uważam, że to absolutny skandal. Nie jestem nawet pewna, czy Dippet w ogóle ściągnął tutaj aurorów i Brygadzistów. Czy nie uważacie, że to powinno być pierwsze, co robi rozsądny dyrektor, gdy w szkole dochodzi do dziwnych rzeczy? Pertyfikacja, zgon, a oni… a oni rozmawiają o zamknięciu szkoły zamiast o śledztwie. Podsłuchałam Dippetta, jak mówił o tym jednemu uczniowi. Nie – kom – pe – ten – cja.
Zirytowana była bardzo. Śmiercią Marty. Tym że było jej trochę głupio, że była dla niej ostatnio taka ostra. I przede wszystkim wizją zamknięcia szkoły. Część dzieci może przeżywała rozstanie z rodzicami, ale Charlotte i tak dorastała pod okiem niańki i domowego skrzata: bliżsi jej byli niż własna matka. Tutaj królowała, zwłaszcza w Pokoju Wspólnym Puchonów, z których większość była z natury dobroduszna, i łatwo ulegała jej gierkom. Miałaby wrócić do ponurego domostwa Crouchów?
– Wyobrażacie to sobie? Trudno o dobrego, prywatnego nauczyciela, zwłaszcza takich transmutacji i eliksirów. Nasze matki pójdą o nich na prawdziwą wojnę – westchnęła, a potem krytycznie popatrzyła na jednej ze stopni, uznała, że jest zbyt brudny, aby na nim siadać i ostatecznie podciągnęła się na najbliższą wnękę okienną. – Czyli plotki były prawdziwe – dodała, utkwiwszy spojrzenie w Anthonym, gdy wspomniał, że to Morpheus znalazł Martę. – Czy to że stała się duchem to też prawda?
A może po prostu uświadomił sobie, że nie są nietykalni.
– Nie wpadłam na żadnego aurora – powiedziała, z odrobiną irytacji, skubiąc końcówkę jasnego warkocza, ustrojonego haftowaną kokardą. – I uważam, że to absolutny skandal. Nie jestem nawet pewna, czy Dippet w ogóle ściągnął tutaj aurorów i Brygadzistów. Czy nie uważacie, że to powinno być pierwsze, co robi rozsądny dyrektor, gdy w szkole dochodzi do dziwnych rzeczy? Pertyfikacja, zgon, a oni… a oni rozmawiają o zamknięciu szkoły zamiast o śledztwie. Podsłuchałam Dippetta, jak mówił o tym jednemu uczniowi. Nie – kom – pe – ten – cja.
Zirytowana była bardzo. Śmiercią Marty. Tym że było jej trochę głupio, że była dla niej ostatnio taka ostra. I przede wszystkim wizją zamknięcia szkoły. Część dzieci może przeżywała rozstanie z rodzicami, ale Charlotte i tak dorastała pod okiem niańki i domowego skrzata: bliżsi jej byli niż własna matka. Tutaj królowała, zwłaszcza w Pokoju Wspólnym Puchonów, z których większość była z natury dobroduszna, i łatwo ulegała jej gierkom. Miałaby wrócić do ponurego domostwa Crouchów?
– Wyobrażacie to sobie? Trudno o dobrego, prywatnego nauczyciela, zwłaszcza takich transmutacji i eliksirów. Nasze matki pójdą o nich na prawdziwą wojnę – westchnęła, a potem krytycznie popatrzyła na jednej ze stopni, uznała, że jest zbyt brudny, aby na nim siadać i ostatecznie podciągnęła się na najbliższą wnękę okienną. – Czyli plotki były prawdziwe – dodała, utkwiwszy spojrzenie w Anthonym, gdy wspomniał, że to Morpheus znalazł Martę. – Czy to że stała się duchem to też prawda?