Mieli więc chwilę przerwy, pewien impas – bo roślina nie wystawiała kolejnych witek, najwyraźniej wyczuwając, co jej przez to grozi, ani też oni nie mieli zamiary wyciągać jej za liście z ziemi. Tymczasowo byli więc bezpieczni, a gdy zamknęły się drzwi i pani Abbott sama ściągnęła nauszniki, i Victoria lekko odsunęła swoje.
Gdyby nie jej opanowanie, to pewnie uniosłaby wyżej brwi na to, że Ambroise i Nora podeszli do nich i jeden z nich już zaczął wszystkich rozstawiać po kątach, choć zapewne nazwałby to inaczej. Lestrange nie za dobrze znosiła takie wydawanie poleceń, gdy nie miała w kimś autorytetu, albo nie był jej bezpośrednim przełożonym. Jednak nie bez powodu ludzie mieli ją za zimną i chłodną w obyciu, od lat przecież do perfekcji opanowała mimikę swojej twarzy i nie poddawanie się emocjom, do czego oklumencja była jej niezwykle pomocna.
– A co z waszymi próbkami? – zwróciła się do dwójki, która do nich dołączyła, gdy Roselyn dała swoją odpowiedź. Łatwo było zadawać pytania, szkoda tylko, że nie podzielili się tym, co sami ustalili w tym czasie, w którym im jedyne co się udało, to rozsypać witkę i zebrać jej piasek. A wnioski drugiej grupy mogły przecież wpłynąć na to, jak postąpić w następnej kolejności.
Nie bardzo patrzyła na resztę zebranych, skupiając się bardziej na obserwowaniu przezroczystej tuby, choć, oczywiście, słuchała. A słysząc, że Roselyn odzywa się do Nory i podaje jedną ze strzykawek Figgównie… Cóż. Najwyraźniej propozycja brata nie była czymś, co należało przedyskutować i założono, że Victoria zrobi to, o co się ją prosi. Czyli co – miała patrzeć jak Urquartowi idzie translokowanie ziemi i w razie wypadku miała ją translokować? Prawdę mówiąc, nie uważała, żeby to był dobry pomysł. Owszem, znała się na zaklęciach, ale translokacja to nie było coś, co wykorzystywała na co dzień.
– Czy nikt z pozostałych nie czuje się na siłach w asekuracji przy translokowaniu ziemi? – zapytała grzecznie, zamiast odpowiedzieć, że tak, oczywiście, będzie tak miła. Ale tu nie chodziło o bycie miłą, a o to, że doskonale wiedziała, w czym była dobra, a w czym nie, i mogła co najwyżej stworzyć ziemię w tubie. – Mogę w razie potrzeby wykształtować ziemię, ale ona nie będzie prawdziwa i za jakiś czas po prostu zniknie, w przeciwieństwie do problemu. Mogę też wytworzyć drugą barierę, ale nadal to chyba nie jest oczekiwana awaryjna pomoc – teraz już odwróciła głowę do Ambroise, bo to do niego głównie się zwracała. Jeśli już się mieli dzielić tak, że jedna osoba wpierała panią Abbott albo pana Urquarta, to z przedstawionych przez Mirabellę propozycji, Victoria znacznie pewniej czuła się w asekurowaniu właśnie jej. I nie chodziło tu o żadne sympatie czy antypatie, choć nie można było ukryć, że jej uparty charakterek wdawał się we znaki. Zresztą wciąż trzymała w ręce strzykawkę i rurkę, jakby to nie była wystarczająca sugestia do tego, jakie plany na działanie były wcześniej. Zaraz jednak odłożyła je z cichym westchnieniem.