— Tylko mi dzwoni w uszach. Poszukam później więcej informacji o tej klątwie i wyślę ci książki — W spojrzeniu Morpheusa zalśniła ta charakterystyczna iskra głodu wiedzy. Łatwo było sobie wyobrazić go, jak rozwiera paszczę i pożera cały świat, tylko po to, aby wiedzieć, jak smakuje. Krzyk był dziwny, sama geneza klątwy odstręczająca, więc warto było się jej przyjrzeć.
W porównaniu z tym paskudztwem, reszta drobnych klątw była kaszką z mleczkiem dla ich obojga, przypominało to bieganie z miotłą za pajęczynami w kątach. Morpheus opowiedział o planach na ogród, o ewentualnych pomysłach na zabezpieczenia tego miejsca, złośliwych, kąśliwych jak żmijki ukryte w trawie. Pokazywał mu korytarze, krótkie, kręte, czasami nielogiczne, jak labirynt minotaura, w którym chciał zamknąć samego siebie. Opowiedział mu, jak to wybiera się na następny dzień na przyjęcie Muzy nie tylko po to, aby posłuchać Rity, ale też, aby odnaleźć malarza, który przeleje na płótno jego prorocze wizje, do jego gabinetu,, a później napili się herbaty w zaniedbanym ogródku.