11.11.2024, 20:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2024, 10:30 przez Anthony Shafiq.)
– Moja droga... dokumenty, nie są problemem, jeśli jest wola i głód przygody. Podobnie miejsce w które zamierzam się udać wyzbyte jest mugolskich uprzedzeń do nas Anglików prosto ze zgniłego Zachodu. – Lubił tę ciekawość w oczach, lubił te przyruchy, nieco psie, choć przecież klątwa nie sięgała tak daleko. Gdzieś jednak w Anthony spędzającym zbyt dużo czasu w Departamencie Kontroli Magicznych Istot narodziła się myśl, że to co nazywane było klątwami, łuszczycami, problemem z dzikością i owłosieniem w określonym czasie w miesiącu... to wszystko mogło być pokłosiem czegoś innego, czegoś głębszego, prymarnego. Jak bardzo był mieszczuchem, jak kochał wszystko co związane z cywilizacją, tak dzikość natury przyciągała go jak magnes, zwłaszcza gdy znajdowała odbicie w ludzkich oczach.
Miał słabość, o której wolał nie mówić.
– Nie miałbym z tym większych problemów, współpracowałem już z osobami o podobnych problemach co Ty – tak, tak, pamiętał że są wśród mugoli, sam nigdy nie nazwałby tego problemem, ale biurokracja uważała inaczej. Niemniej miał doświadczenie, którym mógł się pochwalić. Miał wiedzę, zgromadzone środki zaradcze... Nie z powodu niej, ale czemu niby nie miałaby być beneficjentem tego wnikliwego researchu z jego krukońskiej strony?
– Jest sporo czasu na zastanowienie Faye, nie chcę w żaden sposób wymuszać na Tobie odpowiedzi, ot... lubię Twoje towarzystwo, a czas nam go poskąpił ostatnio. – Zdawał się swobodny w mowie, zdawał się swobodny w gestach. Z tyłu głowy zastanawiał się zaś nad tym, czy Erik tu zagląda, czy może dziś byłby dzień, kiedy przekracza próg tego przybytku i unosi brwi zaskoczony. Jak brzmiałby jego głos? Czy przyznałby się w ogóle do tego, że się znają? Drzwi skrzypnęły i odwrócił się odruchowo, zdając sobie sprawę, że źle usiadł, a jego ruch był nazbyt widoczny. Musiał się zdecydowanie ogarnąć, nim wyjdzie ze sobą do "ludzi". Tu pośród mugoli, ściągnął tylko kilka zaciekawionych spojrzeń.
Miał słabość, o której wolał nie mówić.
– Nie miałbym z tym większych problemów, współpracowałem już z osobami o podobnych problemach co Ty – tak, tak, pamiętał że są wśród mugoli, sam nigdy nie nazwałby tego problemem, ale biurokracja uważała inaczej. Niemniej miał doświadczenie, którym mógł się pochwalić. Miał wiedzę, zgromadzone środki zaradcze... Nie z powodu niej, ale czemu niby nie miałaby być beneficjentem tego wnikliwego researchu z jego krukońskiej strony?
– Jest sporo czasu na zastanowienie Faye, nie chcę w żaden sposób wymuszać na Tobie odpowiedzi, ot... lubię Twoje towarzystwo, a czas nam go poskąpił ostatnio. – Zdawał się swobodny w mowie, zdawał się swobodny w gestach. Z tyłu głowy zastanawiał się zaś nad tym, czy Erik tu zagląda, czy może dziś byłby dzień, kiedy przekracza próg tego przybytku i unosi brwi zaskoczony. Jak brzmiałby jego głos? Czy przyznałby się w ogóle do tego, że się znają? Drzwi skrzypnęły i odwrócił się odruchowo, zdając sobie sprawę, że źle usiadł, a jego ruch był nazbyt widoczny. Musiał się zdecydowanie ogarnąć, nim wyjdzie ze sobą do "ludzi". Tu pośród mugoli, ściągnął tylko kilka zaciekawionych spojrzeń.