11.11.2024, 20:41 ✶
Tessa razem z Morpheusem objawili się z charakterystycznym pyknięciem Kociemu Azylowi ponownie po około trzech godzinach; jedynie trochę utytłani tłuszczem i solą z frytek i smażonej ryby. Trzeba było szczerze przyznać, że nic tak nie pozwalało powrócić na ziemię, jak dobra porcja świeżego dorsza, prosto z oleju. I patrząc na zegarek, na całe szczęście skłonili się bardziej w stronę bycia tam wcześniej, aniżeli później, oczywiście.
Czarownica jeszcze raz wytarła palce serwetką, którą zgarnęła wcześniej do kieszeni i potem wcisnęła ją jednej z przegródek w torebce. Zaraz wyciągnęła stamtąd figurkę Bastet, ale nie odpakowywała jej z papieru. Może zostawi to kotom? A może po prostu zrobi to w środku i ulepi im z tego jeszcze kulkę, żeby miały prowizoryczną, bardzo biedną, swoją drogą, zabawkę z brązowego papieru prezentowego.
— O, popatrz! — Wskazała wolną ręką na wejście do budynku, gdzie mógł powitać ich naprawdę miły widok. Bo handlarz, z którym dobili targu jeszcze trzydzieści minut wcześniej, najwyraźniej wziął sobie dopłatę i prośbę o prędką dostawę naprawdę do serca. Przy drzwiach stało już kilka skrzynek — drewnianych, a od których wyraźnie trąciło rybnym zapaszkiem. Były ładnie ułożone, nie rzucone, jak czynili to niektórzy listonosze, przerzucając paczkę z możliwie zabytkowym, ciotecznym fajansem przez żywopłot domu. I to wcale nie tak, że Tessie przytrafiło się to już jakieś trzy razy.
— Nie ma co, pieniądze jednak działają cuda — zauważyła z delikatnym przekąsem i przy okazji rozejrzała się za… — Brenna?
Zawołała na razie niezbyt głośno, doszukując się wzrokiem jakiegokolwiek śladu bratanicy.
Czarownica jeszcze raz wytarła palce serwetką, którą zgarnęła wcześniej do kieszeni i potem wcisnęła ją jednej z przegródek w torebce. Zaraz wyciągnęła stamtąd figurkę Bastet, ale nie odpakowywała jej z papieru. Może zostawi to kotom? A może po prostu zrobi to w środku i ulepi im z tego jeszcze kulkę, żeby miały prowizoryczną, bardzo biedną, swoją drogą, zabawkę z brązowego papieru prezentowego.
— O, popatrz! — Wskazała wolną ręką na wejście do budynku, gdzie mógł powitać ich naprawdę miły widok. Bo handlarz, z którym dobili targu jeszcze trzydzieści minut wcześniej, najwyraźniej wziął sobie dopłatę i prośbę o prędką dostawę naprawdę do serca. Przy drzwiach stało już kilka skrzynek — drewnianych, a od których wyraźnie trąciło rybnym zapaszkiem. Były ładnie ułożone, nie rzucone, jak czynili to niektórzy listonosze, przerzucając paczkę z możliwie zabytkowym, ciotecznym fajansem przez żywopłot domu. I to wcale nie tak, że Tessie przytrafiło się to już jakieś trzy razy.
— Nie ma co, pieniądze jednak działają cuda — zauważyła z delikatnym przekąsem i przy okazji rozejrzała się za… — Brenna?
Zawołała na razie niezbyt głośno, doszukując się wzrokiem jakiegokolwiek śladu bratanicy.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you