Nigdy nie byli w stanie przewidzieć w którą stronę poniesie ich rozmowa, szczególnie, że jeszcze tak naprawdę nie mieli szansy przegadać wszystkich dość istotnych spraw. Ten wieczór miał być miły, nastawiła się na to, że tak będzie, zresztą nie spodziewała się, że mogą poróżnić się między sobą, prędzej zakładałaby że dojdzie do starcia na poziomie jej i matki. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że coś się między nimi wydarzy, jak widać nigdy nie można mieć pewności. Od słowa do słowa bowiem skierowali te rozmowę w nie do końca najwygodniejszym kierunku. Cóż, może to i lepiej, że faktycznie dyskutowali na ten temat. Na pewno prędzej, czy później zostałby poruszony, tak to przynajmniej mogli sobie wyjaśnić, jakie miała podejście do tego, co było nieuniknione.
Nigdy nie ukrywała przed Greengrassem tego, jak wygląda jej codzienność. Wspominała o tych dalszych wyprawach, podróżach, w których brała udział. Dzięki temu mogła polować na bardziej egzotyczne gatunki stworzeń, sięgać po zwierzęta, które były znane jej głównie z ksiąg. Nie ma się co oszukiwać, że to było dla niej atrakcyjne, sama możliwość wzięcia udziału w takich ekspedycjach. Nie wszyscy łowcy mogli sobie na to pozwalać, mało kto miał fundusze, które mogłyby mu pozwolić na podobne poczynania. Ona nigdy nie musiała się ograniczać.
Nie musiała, ale chciała. To się zmieniło. Nie wyobrażała sobie, żeby miała zniknąć na miesiąc, czy dwa, nie potrafiła aktualnie zwizualizować sobie tego, że mogłaby wyjechać na tak długo. Nie po to budowali wspólne życie, żeby od niego uciekała, kiedy w Anglii będzie spokojniej. Miała świadomość jak wygląda to z poziomu łowcy, rozmyślała już o tym, bo wolała rozważyć różne możliwości i podjęła decyzję, za bardzo się nawet na tym nie zastanawiała. Wiedziała, że jest to jedyna, właściwa opcja. - Przeczekać zimę, pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, że tutaj nie ma za bardzo co robić w tym czasie, jest to moment w którym zazwyczaj uczestniczyłam w różnych, dalekich wyprawach, ale teraz nie chcę tego robić, to pierwszy raz od kilku lat, gdy zamierzam zostać w domu. Nie chcę cię tutaj zostawiać samego. - To nie tak, że czuła, że musi to zrobić dla ich wspólnego dobra, czy coś w ten deseń. Po prostu sama stwierdziła, że to nie będzie odpowiedni wybór. Znajdzie sobie jakieś zajęcie na miejscu, mniejsze zlecenia, ewentualnie pomoże ojcu w jakiejś papierkowej robocie. Na pewno uda jej się czymś zająć. Była pewna tylko tego, że nie chce, żeby doszło między nimi do rozłąki, bo nie czuła, żeby była w stanie wytrzymać bez niego tyle dni, czasem te pojedyncze już bywały problematyczne, kiedy miał te swoje dyżury, a później musiał wypełniać dodatkowe obowiązki.
Na szczęście potrafili jakoś sobie poradzić z tą drobną niesnaską, bardzo szybko bowiem przeszli do najlepszego sposobu z możliwych w jaki mogli się pogodzić. Wystarczyło kilka odpowiednich spojrzeń, aby skłonić ich do tego wyrwania ulotnej chwili podczas trwającej na zewnątrz burzy.
Zatracili się w sobie, tak jak pragnęły tego ich ciała i dusze. Wystarczyła iskra, aby przestali nad sobą panować. Nie mieli władzy nad tym pożądaniem, które się między nimi pojawiło, właściwie to miała wrażenie, że ono raczej nie znikało, wystarczył jeden gest, jedno spojrzenie, a nie potrafiła zapanować nad emocjami, które zaczynały wypełniać jej ciało. To było coś ponad to, co znała. Nie miała zamiaru się temu opierać, w tym przypadku uważała, że płynięcie, poddanie się chwili było jedyną możliwością.
Brnęli ku satysfakcji, która znajdowała się na wyciągnięcie ręki, ich ciała dawały sobie dokładnie to, czego potrzebowali, dłonie gubiły się chcąc dotknąć jak najwięcej skóry, usta były rozpalone od pocałunków. W końcu osiągnęli spełnienie, którego tak pragnęli. Oddechy zaczęły się uspokajać, ciała drgać wyczerpane tym biegiem za zaspokojeniem żądzy.
Niby była to tylko krótka chwila, a wydawało jej się, że cały świat na moment się zatrzymał i tylko oni w nim trwali. Nie przejumąc się tym, co działo się wokół nich, jakby nic innego nie istniało.
Przez chwilę jeszcze trzymała dłonie zarzucone na jego szyję, czuła, że jeśli je opuści jej nogi mogą nie dać rady jej utrzymać, chociaż wypadałoby, żeby w końcu na nich stanęła i zaczęła doprowadzać się do porządku. Razem z uspokojeniem oddechu bowiem zaczęła wracać do rzeczywistości, do świata w którym się znajdowali. Powinni zaraz stąd wyjść, wrócić do wszystkich.
Atmosfera była gęsta, pewnie ktoś kto chociaż trochę potrafił dostrzegać szczegóły wyczułby w powietrzu specyficzną woń kojarzącą się ze zbliżeniem, wiatr, który wlatywał do wnętrza biblioteki nie był w stanie się jej pozbyć, jeszcze nie teraz.
Zbliżyła jeszcze swoją twarz do twarzy mężczyzny, i oparła się czołem o jego czoło. Pozwoliła sobie na kilka głębszych wdechów, bo to co się między nimi wydarzyło pozbawiło ją nieco energii. Musiała się uspokoić, wreszcie też naciągnąć ramiączka sukienki, coby nikt postronny nie miał przyjemności przypadkiem obejrzeć jej nagiego ciała. To byłoby niewłaściwe.
Zsunęła się z parapetu i odsunęła od mężczyzny, żeby zająć się resztą ubrania, poprawiła sukienkę, która była wygnieciona, aczkolwiek nie przeszkadzało jej to jakoś specjalnie, nie przejmowała się tym, że ktoś domyśli się tego, co się między nimi wydarzyło, nie zostali przyłapani na gorącym uczynku, więc nikt nie mógłby im niczego udowodnić, chociaż wygląd ich ciał sugerował, co zaszło między nimi przed chwilą. Poprawiła włosy, właściwie to przeczesała je palcami, żeby nieco je ułożyć. Spojrzała na swój dekolt, na którym znajdowały się zaczerwienienia, za które był odpowiedzialny Ambroise, uśmiechnęła się do siebie, gdy je zobaczyła. Nie miała zamiaru nic z nimi robić, nie wstydziła się ich.
Gdy w końcu i jemu udało się doprowadzić do początku, naciągnąć te części garderoby, które chwilę wcześniej tylko im przeszkadzały mogli zdecydować się na opuszczenie biblioteki.
Nim jednak wyszli z pomieszczenia pozwoliła sobie jeszcze przeczesać palcami jego włosy, bo te również znajdowały się w nieładzie. Nie mogli tutaj zdziałać zbyt wiele, ale wydawało jej się, że i tak nie wyglądali najgorzej, jak na to, co zaszło między nimi przed chwilą.
Później zeszli na dół, kontynuować to nieszczęsne spotkanie z jej rodzicami, które przebiegło w całkiem przyjemnym nastroju mimo tego, że musieli zrezygnować z deseru, chociaż właściwie mieli go już za sobą, zjedli go w tej bibliotece, kiedy nikt nie patrzył.
Później udali się do domu, gdzie mogli kontynuować rozpoczetę czynności w zdecydowanie wygodniejszych warunkach, parapet był może wcale nie najgorszą opcją, ale u siebie mieli dużo przyjemniejsze.