12.11.2024, 01:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 02:02 przez Thomas Figg.)
- Ale translokacją jest zabawniej - powiedział tonem jakby zabroniła mu bawić się na dworze, bo ma szlaban.
Zaraz jednak zaśmiał się serdecznie po jej słowach i krótkiej pantomimie - pokiwał głową na boki rozbawiony i już siedząc na krześle popatrzył na nią uważnie.
- Nie śmiałbym, o to zapytam tylko jak będę podejrzewać, że ktoś się pod ciebie podszywa - odpowiedział, bo przecież nie zapomniał o jej ulubionych specjałach. Zresztą u Nory ciężko był czegokolwiek odmówić, bo zawsze jej wypieki pachniały tak dobrze, a kiedy przechodził osie do smakowania ich to odkrywało się, że młoda Figgówna połączyła swoje zdolności chyba z odrobiną magii bo przecież ciasta nie mogą być takie pyszne same w sobie.
Dobrze też wiedział, że Brenna nie potrzebowała jego pomocy tutaj, mogła równie dobrze zrobić wszystko sama, ale cóż zaprosił ją, to nie mógł jej powiedzieć, "wiesz gdzie są talerze i kubki", znaczy mógł, ale nie chciał. Lubił być przydatny i pomagać w nawet tak błahych i prostych rzeczach jak zaparzenie kawy czy ukrojenie ciasta.
Podniósł kubek, bo po prawdzie to nie był specjalnie głodny, choć ciasto pachniało wybornie to nadal czuł, że żołądek wykręca mu nieprzyjemne fikołki i nie jest zbyt ochoczy do jedzenia. Zatrzymał się jednak z naczyniem tuż przy twarzy.
- Nie, nie kupisz - odpowiedział spokojnie i najpierw upił łyk, zanim dodał jeszcze. - Przygotuje ci coś na kolację i na jutro, chyba nie sądziłaś, że wyjdziesz stąd z pustymi rękami? - pytanie które zadał było retoryczne, przecież nigdy nie opuszczała tego miejsca z pustymi rękami. Thomas dbał o to, żeby przyjaciele zawsze wychodzili z odpowiednim zapasem słodyczy jego siostry. Całe szczęście, że miał ich tak mało, bo by dawno poszedł z torbami musząc płacić za te wszystkie paczki z własnej kieszeni. Ale Brenna z racji zajmowania szczególnego miejsca w jego sercu nigdy nie wychodziła stąd z pustymi rękami, a przynajmniej nie na jego "warcie". Teraz na pewno zapakuje jej resztę tego ciasta wiśniowego, o ile nie zjedzą wszystkiego wcześniej. Upił łyk kawy nim odstawił kubek na stół i ułamał mniejszy kawałek ciasta
- Coś w stylu nowej zabawki, więc myślę, że totalnie opłaci ci się zmuszenie się do zjedzenia tego ciasta do ostatniego okruszka - odpowiedział rozbawiony dopytywaniem przez nią. - Taki rodzaj zabawki dla dorosłych - powiedział i w głowie brzmiało mu to lepiej, jednak słysząc własne słowa, aż zmarszczył brwi. - W sensie mogącej kiedyś uratować życie - naprostował, żeby jeszcze nie zaczęła się bać co też ma dla niej. Teraz dopiero siedząc przy stole w kuchni w domu zdał sobie sprawę, że jest zmęczony. Jednego dnia wydarzył się tyle rzeczy, że można by to podzielić na cały tydzień. Ale koniec końców siedzieli bezpiecznie jedząc ciasto, chciałby aby taki stan rzeczy trwał jak najdłużej.
Zaraz jednak zaśmiał się serdecznie po jej słowach i krótkiej pantomimie - pokiwał głową na boki rozbawiony i już siedząc na krześle popatrzył na nią uważnie.
- Nie śmiałbym, o to zapytam tylko jak będę podejrzewać, że ktoś się pod ciebie podszywa - odpowiedział, bo przecież nie zapomniał o jej ulubionych specjałach. Zresztą u Nory ciężko był czegokolwiek odmówić, bo zawsze jej wypieki pachniały tak dobrze, a kiedy przechodził osie do smakowania ich to odkrywało się, że młoda Figgówna połączyła swoje zdolności chyba z odrobiną magii bo przecież ciasta nie mogą być takie pyszne same w sobie.
Dobrze też wiedział, że Brenna nie potrzebowała jego pomocy tutaj, mogła równie dobrze zrobić wszystko sama, ale cóż zaprosił ją, to nie mógł jej powiedzieć, "wiesz gdzie są talerze i kubki", znaczy mógł, ale nie chciał. Lubił być przydatny i pomagać w nawet tak błahych i prostych rzeczach jak zaparzenie kawy czy ukrojenie ciasta.
Podniósł kubek, bo po prawdzie to nie był specjalnie głodny, choć ciasto pachniało wybornie to nadal czuł, że żołądek wykręca mu nieprzyjemne fikołki i nie jest zbyt ochoczy do jedzenia. Zatrzymał się jednak z naczyniem tuż przy twarzy.
- Nie, nie kupisz - odpowiedział spokojnie i najpierw upił łyk, zanim dodał jeszcze. - Przygotuje ci coś na kolację i na jutro, chyba nie sądziłaś, że wyjdziesz stąd z pustymi rękami? - pytanie które zadał było retoryczne, przecież nigdy nie opuszczała tego miejsca z pustymi rękami. Thomas dbał o to, żeby przyjaciele zawsze wychodzili z odpowiednim zapasem słodyczy jego siostry. Całe szczęście, że miał ich tak mało, bo by dawno poszedł z torbami musząc płacić za te wszystkie paczki z własnej kieszeni. Ale Brenna z racji zajmowania szczególnego miejsca w jego sercu nigdy nie wychodziła stąd z pustymi rękami, a przynajmniej nie na jego "warcie". Teraz na pewno zapakuje jej resztę tego ciasta wiśniowego, o ile nie zjedzą wszystkiego wcześniej. Upił łyk kawy nim odstawił kubek na stół i ułamał mniejszy kawałek ciasta
- Coś w stylu nowej zabawki, więc myślę, że totalnie opłaci ci się zmuszenie się do zjedzenia tego ciasta do ostatniego okruszka - odpowiedział rozbawiony dopytywaniem przez nią. - Taki rodzaj zabawki dla dorosłych - powiedział i w głowie brzmiało mu to lepiej, jednak słysząc własne słowa, aż zmarszczył brwi. - W sensie mogącej kiedyś uratować życie - naprostował, żeby jeszcze nie zaczęła się bać co też ma dla niej. Teraz dopiero siedząc przy stole w kuchni w domu zdał sobie sprawę, że jest zmęczony. Jednego dnia wydarzył się tyle rzeczy, że można by to podzielić na cały tydzień. Ale koniec końców siedzieli bezpiecznie jedząc ciasto, chciałby aby taki stan rzeczy trwał jak najdłużej.