adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Lata 1972 - Asena Greyback
- Urocze - mruknęła tylko, mierząc go spojrzeniem kolejny raz. Próbowała wyglądać poważnie i na jak najbardziej pewną siebie, ale jej myśli uciekały gdzieś w bok, nadając jej nieco drażniącej aury roztargnienia. Bo nie było trudno teraz stwierdzić, ze nawet jeśli zdolna była do nękania go listownie, co można było wziąć za potrzebę wyłudzenia od niego chociaż odrobiny uwagi, to w tym momencie słuchała go tylko połowicznie. Może osiągnąłby o wiele lepsze efekty, gdyby przyszedł porozmawiać z nią tutaj z pączkiem. Chociaż pewnie i taki strategiczny podarek zostałby mu bezwstydnie wytknięty. Ale w końcu wyprofilowana brew uniosła się lekko ku górze, kiedy przyjrzała mu się odrobinę uważniej, zamiast zerknąć znowu ku wyjściu z alejki.
- W takim razie nie widzę problemu. Skoro nie chcesz, to przecież wcale nie musisz. Ktoś ci każe? - zapytała, opierając rękę na biodrze z jakąś obcesową manierą, przenosząc przy tym ciężar ciała na jedną nogę. - Cieszę się, że masz takich wyrozumiałych znajomych, no i że sam okazałeś się taki wspaniałomyślny w mojej sprawie. Ale nie powinieneś się o mnie aż tak bardzo martwić - niby wypowiedziała te słowa z przekąsem, ale sama doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak dużą satysfakcję sprawiał jej fakt, że teraz stał przed nią w tej alejce. Tylko we dwoje, dokładnie tak jak powiedział. Nienawidziła go po tym co jej zrobił, ale z drugiej strony czuła pewien rodzaj ekscytacji za każdym razem kiedy smarowała kolejne głupie listy. - Dam sobie radę sama. Zawsze daję - i niewątpliwie było w tym odrobinę prawdy. Agatha mogła nie być wybitną czarownicą, ale tam gdzie brakowało jej talentu magicznego, życie nadrobiło to dając jej cholernie dużo szczęścia. Może nie takiego wybitnego, który pozwoliłby jej na zawojowanie świata, ale podejrzanie dużo razy spadała na cztery łapy i może to przez to bywała aż taka bezczelna w swoich poczynaniach. A może zwyczajnie głupia, bo nic jej porządnie nie nauczyło, ze należało igrać z ogniem.
- Zajęć mam wystarczająco dużo - uśmiechnęła się do niego ni to złośliwie, ni to niewinnie, mając na myśli oczywiście fakt, że pomiędzy zmianami w Dziurawym Kotle namiętnie uprawiała przeróżną korespondencję. Ale potem westchnęła głęboko, spojrzeniem znowu uciekając gdzieś w bok. - Tylko tyle chciałeś mi dzisiaj powiedzieć? - machnęła ręką w zobojętniałym geście, trochę się łamiąc i wycofując z odbijania piłeczki. Może argument do niej trafił, a może Rodolphus uderzył we właściwy temat.